Ze strugackianów (4)

 

* * *

Forma rocznika (a rocznikiem jest publikacja, do której poniższy tekst przeznaczam) prowokuje do różnorodnych podsumowań, do umieszczania fragmentów bieżącej pracy, dzienników, sprawozdań z tego, co w określonym okresie czasu niepokoiło i pobudzało do literackiej aktywności. A tak się składa, że w ostatnich latach zajmowały mnie głównie sprawy wschodnie – dużo czasu i energii poświęcałem na spory, wiążące się z publikacją rosyjskiego przekładu mojej książki o braciach Strugackich.

Pierwszą część polemik, zatytułowaną Ze strugackianów. Fragmenty większej całości, wydrukowałem w czasopiśmie „Tygiel. Kwartalnik Elbląski” (nr 1/38, 2005, ss. 58-67).

 

Z Ankiety niewyjaśnionego zjawiska[1]

10. Poniedziałek: Czy jesteśmy sobie potrzebni? Czego Pan był pozbawiony, kiedy nie wychodził Poniedziałek. Czy też nie miało to szczególnego znaczenia.

Wojciech Kajtoch: Dzięki Poniedziałkowi znów mogę zorientować się w tym, co dzieje się wokół twórczości Strugackich, co jest dla mnie miłym powrotem do czasów, gdy byłem pełen entuzjazmu i myślałem, że w życiu czeka mnie wiele dobrego.

15. P.: Czy jest dziś realne rozpoczęcie druku akademickiego wydania dzieł Arkadija i Borisa Strugackich? Czy raczej można obecnie mówić jedynie o pracach wstępnych, sprowadzeniu materiałów do postaci elektronicznej, dalszym ich zbieraniu? Jakim powinno być to wydanie, co powinno do niego wejść? Jakim nośnikiem lepiej (i bardziej realnie) się posłużyć?

W.K.: Problem jest dość skomplikowany. Krytyczne wydania naukowe są sporządzane po to, aby wydobyć po latach oryginalne znaczenia utworu, skażone pomyłkami, cenzurą, złym odczytaniem. Jako podstawę przyjmuje się wolę autorów (ostatnie wydanie za życia autora, o którym wiadomo, że było zgodne z jego wskazówkami, lub rękopis). W tej chwili można chyba mieć nadzieję, iż główne wydania dzieł Strugackich są zgodne z wolą Borisa Natanowicza…

Ale pozostaje rzecz inna: wydanie, pokazujące całą historię tej twórczości, zawierające w aneksach i przypisach główne odmiany tekstu, komentujące przyczyny zaistnienia różnic, informujące o ingerencjach redaktorsko-cenzorskich. To byłaby pasjonująca lektura. Umożliwiłaby dostrzeżenie etapów i przemian radzieckiej polityki kulturalnej w pryzmacie twórczości znanych i cenionych autorów. Korzyści i historyczne i pedagogiczne takiego przedsięwzięcia można długo wymieniać. Niezależnie od przywołania odmian tekstu i przypisów–komentarzy, każdy utwór należałoby zaopatrzyć we wspomnienia Borisa Natanowicza o nim, we wstęp znającego epokę historyka literatury oraz w wybór ówczesnych recenzji i komentarzy krytyki. A może istnieją jakieś archiwa Gławlitu[2], czy czegoś podobnego?

Jeśli chodzi o stronę praktyczną, to nie trzeba od razu myśleć o dziełach zebranych. Najpierw pomyślmy o skromnym wydaniu naukowym Krainy purpurowych obłoków, potem wczesnych opowiadań i innych utworów tego kręgu (Droga na Amalteę, Stażyści). I nie myślmy o dużych nakładach i atrakcyjnej formie graficznej. Nawet wydanie bibliofilskie już będzie cenne – a potem oczywiście można go przedrukować z zyskiem, jeśli znajdzie się inwestor.

A czy wydawać elektronicznie, czy na papierze? Uważam, że najpierw na papierze, a potem elektronicznie. Sądzę, iż za jakieś 10 lat w praktycznym obiegu czytelniczym i naukowym będą tylko wydania elektroniczne. Natomiast wydanie na papierze jest niezbędne jako trwałe i przechowywane w bibliotekach.

16. P.: Jakie kierunki badań nad twórczością ABS nie są prowadzone, czy prawie się ich nie prowadzi?

W.K.: Pełnej orientacji tu nie mam. Ale wiem, co bym chciał zobaczyć. Otóż chciałbym, aby Ałła Kuźniecowa po zakończeniu swoich prac wydała (choćby w małym nakładzie i elektronicznie) tekst swojej dysertacji, bibliografię i wybór najcelniejszych rodzimych i światowych prac krytycznoliterackich o Strugackich.

Antologia Strugaccy w oczach krytyki światowej, gdyby została wydana,  uświadomiłaby, jak sądzę, niedowiarkom, czym są Strugaccy dla odbioru rosyjskiej literatury na świecie. Pokazałaby ona, że twórczość Strugackich (podobnie jak twórczość Lema) jest – ze względu właśnie na popularność w większości krajów ważnych dla światowej kultury – zjawiskiem skali noblowskiej (choć oczywiście wątpliwym jest, aby jakikolwiek pisarz, parający się naukową fantastyką mógł w dającej się przewidzieć przyszłości otrzymać to wyróżnienie… konserwatyzm szwedzkiej Akademii jest znany).

 

O słowniku języka ABS[3]

Ponieważ skończyłem pewien etap badań habilitacyjnych, postanowiłem sobie zrobić wypoczynek i przeczytałem dołączony do Poniedziałku nr 7 tekst Ałły Kuźniecowej i Leonida Aszkinazi: Komentarze i komentatorzy. Chciałoby się obejrzeć ów słownik, Strugaccy, komentarze dla generacji NEXT. Jestem pod wrażeniem i samego artykułu (widać, że opartego na solidnej wiedzy leksykograficznej), jak i opisu tegoż słownika. Jak będę miał lepszy dostęp do Internetu, to go sobie od razu obejrzę. Zarówno Światy ABS. Encyklopedia jak i Komentarze… (o ile jest w nich to, co wynika z przeczytanego przeze mnie opisu) sprawiają, że w dziedzinie encyklopedii zrobiono – w badaniu twórczości Strugackich – wszystko to, co obecnie jest możliwe.

Dla pełnego jej słownikowego ujęcia potrzeba chyba jeszcze tylko dwóch przedsięwzięć: encyklopedii życia i twórczości, która w szeregu haseł podawałaby wiadomości o pisarzach i wszystkim, co wiąże się z ich twórczością i jej społecznym funkcjonowaniem (jeżeli ktoś kiedyś by ją robił, to bym mógł napisać do niej hasła polskie, typu: Lem a Strugaccy, Przekłady polskie, Irena Lewandowska, Tadeusz Gosk, Polscy krytycy o Strugackich itd.) oraz pełnego słownika ich języka.

Taki słownik musiałby – jak i inne słowniki języka pisarzy – rejestrować wszystkie słowa pospolite przez nich użyte (a do tego – ich frekwencję) i w sposób najpełniejszy ukazywałby po pierwsze, jak w ich twórczości odbija się język rosyjski na pewnym etapie swojego rozwoju, a po drugie zaznajamiałby w sposób najdokładniejszy ze światopoglądem pisarzy i jego przemianami. Głównie dlatego, że pokazywałby kontekstowe odmiany znaczeniowe takich słów jak prawda, człowiek, dobro, zło etc. i tysięcy słów innych – a ważnych.

Ale gdyby serio myśleć o jego powstaniu, to należałoby odpowiedzieć na dwa pytania. 1. Czy warto? 2. Jakie potrzebne są siły i środki?

Z punktu widzenia naukowego warto zawsze. Słownik idiolektu pisarza stanowi z reguły niewyczerpalne źródło dla przyszłych badaczy języka. Wszystkie inne słowniki mają charakter wybiórczo-normatywny. W wypadku nas interesującym – to nie badacz wybiera, jakie słowa trzeba opisać (i jakie ich znaczenia uznać za istotne), istnieje też obowiązek podania wszystkich użyć z kontekstami, więc na słowniku prawie nie odbija się bieżąca perspektywa jego redaktora.

Co do „sił i środków”, to potrzeba ich dużo. Mamy w Polsce trzy słowniki osobowe: Mickiewicza, Paska, Kochanowskiego (pracownię słownika Norwida z przyczyn ekonomicznych zlikwidowano). Średnia ilość pracy, która potrzebna była na ich sporządzenie, to (w epoce przedkomputerowej) solidna praca 10 osób w ciągu 20 lat (w praktyce bywało różnie – słownik Kochanowskiego wychodzi już 20 lat i dotarł do połowy). Obecnie dałoby się rzecz nieco przyśpieszyć (są komputerowe programy leksykograficzne – służę takimi), ale do realizacji takiego przedsięwzięcia potrzebnych byłoby jeszcze kilkunastu wykształconych rusycystów, filologów-leksykografów, mających czas wolny.

Wnioski nasuwają się same… to znaczy: jeszcze długie lata fanom Strugackich roboty nie zbraknie, mimo że już sporo zostało zrobione… naprawdę dużo.

Mamy w Polsce Lema. Też pisarz niewąski. A on nawet pełnej bibliografii swojej twórczości, póki co, nie ma (ma – jak na razie – niekompletną i wybiórczą, sporządzoną w Australii, ale jej twórca, Lech Keller, dalej działa i pewnie jeszcze ją dokończy), a o wydaniach krytycznych i słownikach nawet najśmielsze ptaszki jeszcze nie ćwierkają. Pierwsze naukowe wydanie jego książki ukaże się pewnie ze 25 lat po jego śmierci. I to jest normą, normą obowiązującą. Przyznam się, iż nie przestaję się zastanawiać, co zdecydowało o tym, że właśnie wokół twórczości Strugackich rozwinął się tak prężny ruch społeczny i umysłowy. (cdn.)

 

Wojciech Kajtoch

 

Przypisy:

[1] Pierwodruk: Poniedielnik nr 8 (16. grudnia 2002). Poniedielnik jest internetowym biuletynem, wydawanym przez międzynarodowy klub miłośników twórczości Strugackich – Ludieny, którego prezesem jest Władimir Borisow;

[2] Radziecki urząd zajmujący się cenzurą;

[3] Pierwodruk: Poniedzielnik nr 10 (13. stycznia 2003). ABS to oczywiście Arkadij i Boris Strugaccy.

(Visited 10 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*