Nacjonalizm, który stał się powszechny (3)
Osobnym i być może najtrudniejszym frontem w walce o tożsamość pozostaje środowisko młodzieżowe. To właśnie tutaj najszybciej pryska iluzja ostatecznego zerwania z rosyjską infoprzestrzenią. Algorytmy mediów społecznościowych często zacierają granice, a „miękka siła” muzyki i treści rozrywkowych przenika tam, gdzie czołgi są bezsilne. Pojawia się więc naturalna obawa: czy rosyjski produkt, który w 2022 roku stał się tabu, ponownie stanie się normą w tle dla nowego pokolenia, za sprawą mechanizmów trendów wirusowych? Na pytanie, czy takie ryzyko istnieje, Artiom Kroitor odpowiada kategorycznie: „Treści rosyjskie były normą i dopiero w latach 2022-2023 norma ta zachwiała się, dziś znów do niej wracamy. Co więcej, nasze młode pokolenie pozostaje pod wpływem informacji rosyjskiej popkultury. Ukraińcy muszą zrozumieć, że kultura rosyjska istnieje, ale jest nam równie obca jak polska czy francuska. Francuzi nie kłócą się z Rosjanami o to, kto jest lepszy – Honoriusz Balzak czy Puszkin, Puszkin ich nie obchodzi. Adam Mickiewicz jest dla Polaków ich własnym wieszczem, a Puszkin coraz bardziej jest obcy. Ukraińcy muszą to zrozumieć”.
Wymiar polityczny: kto przekształca patriotyzm w siłę?
Oczywiste jest, iż obecna jedność narodowa opiera się w dużej mierze na zagrożeniu egzystencjalnym. Wojna upraszcza świat do czarno-białego, gdzie są „my” i „oni”. Ale co się stanie, gdy zniknie presja zewnętrzna? Historia zna wiele przykładów, gdy po euforii zwycięstwa społeczeństwa pogrążały się w wewnętrznych konfliktach lub politycznej apatii. Główne pytanie na przyszłość brzmi: czy ukraiński patriotyzm może przekształcić się z „defensywnego” (ze zdefiniowaniem pojęcia, z kim się przyjaźnimy) w „twórczy” i silny (z jak twardego pnia zbudujemy kraj). Ponadto okres powojenny zawsze niesie ze sobą ryzyko ulegnięcia urokowi „silnej ręki”. Emocjonalne wahania między żalem po porażkach a triumfem zwycięstwa stwarzają idealne warunki do rozwoju populizmu. Społeczeństwo, przyzwyczajone do stanu wojennego może, z powodu bezwładności, szukać prostych rozwiązań nawet po pokoju.
To właśnie ten aspekt podkreśla Artiom Kroitor, odpowiadając na pytanie o przyszłość ukraińskiej tożsamości. Jest przekonany, że zwycięstwo stanie się silnym spoiwem narodu, ale ostrzega przed ważnym spoiwem wartości: „Jeśli państwo ukraińskie przetrwa – mam nadzieję – wzmocni to tożsamość narodową i zjednoczenie Ukraińców wokół własnej państwowości. Nastąpi wzrost patriotyzmu, bo każde zwycięstwo tworzy ten wzrost. Nawet ci, którzy wczoraj byli rozczarowani, staną po stronie afiszowania się i manifestowania jedności z własnym państwem. Najważniejsze, aby w tym wzniosłym patriotyzmie społeczeństwo ukraińskie skonsolidowało się wokół wartości wolności i demokracji, a nie kultu siły i politycznego przywódcy – to jest najważniejsze”.
Jednak realia walki politycznej mogą być bardziej cyniczne. Podczas gdy społeczeństwo stoi przed wyborem między demokracją ludzi a „silną ręką”, polityczni gracze już przygotowują się do przekształcenia tego patriotycznego wzrostu w sprawną technologicznie maszynę. Istnieje duże ryzyko, iż idea narodowa stanie się jedynie wygodną otoczką, która ukryje brak realnej treści. „Moim zdaniem to właśnie wątek narodowo-patriotyczny stanie się trendem nadchodzącej kampanii wyborczej. Granie na uczuciach obywateli pozwoli wielu liderom i partiom zrekompensować realny brak własnej ideologii, niechęć do tworzenia, głoszenia i wdrażania programów rozwoju państwa i społeczeństwa. I to pomimo faktu, że nacjonalizm w swojej europejskiej odsłonie jest wciąż ideologią, która precyzuje tak fundamentalne pojęcia, jak interes narodowy, bezpieczeństwo narodowe, gospodarka itp. ” – Artiom Kroitor.
Czynnik militarny: realna siła czy „pokazówka”?
W obliczu całkowitego zaufania do Sił Zbrojnych Ukrainy (które według różnych źródeł przekracza 90%), pojawia się pokusa tworzenia projektów politycznych wyłącznie w oparciu o wojsko. Społeczeństwo dąży do tego, by u władzy byli „ludzie w pikselach” (militarnym kamuflażu), postrzegając ich jako nosicieli nowej moralności. Kandydat nauk politycznych, Oleg Choroszyłow ostrzega jednak: zamiast rzeczywistej podmiotowości weteranów, możemy znów zobaczyć cyniczne technologie polityczne. „Odrębna „partia weteranów” jest całkiem możliwa, ale moim zdaniem będzie ona raczej kolejnym rozwiązaniem technicznym (w tym mającym na celu rozwodnienie patriotycznego elektoratu) niż rzeczywistym zrzeszeniem niemniej autentycznych weteranów. Najprawdopodobniej niektórzy „markowi” żołnierze znajdą się na listach partyjnych starych i nowych organizacji. Przypomnę, iż mieliśmy już Radę Najwyższą, w której w wielu frakcjach byli „bojcy”, „sotnicy” itp.”. Największe zagrożenie okresu powojennego tkwi w stanie emocjonalnym wyborców. Zmęczone wojną społeczeństwo, które poniosło ogromne straty, będzie poszukiwało szybkich i łatwych rozwiązań.
Według Olega Choroszyłowa szanse populistów na „podążanie” za nacjonalistyczną falą są znacznie większe, „gdyż granie „energią rewolucyjnej kreatywności mas” jest zawsze łatwiejsze i bardziej opłacalne wyborczo niż burzenie starego, skorumpowanego systemu i angażowanie się w racjonalne zarządzanie polityczne”. Kiedy mówimy o demokratycznej pracy u podstaw wraz z „racjonalnymi reformatorami” a „emocjonalnymi populistami” przewaga, niestety, może być po stronie tych drugich. To stwarza niebezpieczny i być może najbardziej dramatyczny nadchodzący wielkimi krokami demontaż demokratycznych czynników na Ukrainie. Dążąc do bezwarunkowej sprawiedliwości i bezpieczeństwa, społeczeństwo ryzykuje upadek mechanizmów demokratycznych – a przecież dziś żołnierze za nie przelewają krew. Znajdujemy się w sytuacji trudnych wyborów wartości. Z jednej strony Ukraińcy deklarują chęć dołączenia do grona występujących w standardzie europejskich państw poszanowania prawa z drugiej strony, głębia traumy i pragnienie odwetu (zarówno wobec wroga zewnętrznego, jak i wobec skorumpowanych urzędników krajowych) są tak głębokie, że długie procedury prawne mogą być postrzegane w przyszłości przez zdeterminowane masy jako słabość lub znów kolejne „załatwianie spraw” pod dywanem. W tak napiętej atmosferze pokusa powierzenia mandatu zaufania „silnej ręce”, która przywróci porządek bez zbędnych ceregieli, staje się krytycznie wysoka. Istnieje realne ryzyko, iż demokracja przegra z populizmem, który obiecuje wiedząc, że to mrzonki – „wsadzić wszystkich do więzienia” już następnego dnia po zwycięstwie. Ekspert przestrzega przed tym podwójnym żądaniem ze strony rozochoconego zmianami społeczeństwa, które może stać się podstawą autorytaryzmu: „Istnieje duże prawdopodobieństwo, iż żądanie będzie dwojakie: zapobieżenia kolejnej serii wojen i ukarania winnych. To, oprócz autentycznej prośby o sprawiedliwość, może stworzyć społeczną podstawę dla powstania represyjnego reżimu autorytarnego. Z drugiej strony, istnieje niewielka nadzieja na odkupienie dawnych elit i ich włączenie do rządzenia krajem z uwzględnieniem interesów narodowych”.
Geopolityka: między obrazem a rzeczywistością
Kolejny wektor ryzyka dotyczy miejsca Ukraińców w zmieniającym się tak szybko świecie. Wojna obnażyła nie tylko słabość instytucji międzynarodowych, ale także pragmatyczny egoizm wielu graczy. Ukraińcy zrozumieli, że droga do UE i NATO to nie czerwony dywan, ale tor przeszkód biurokracji i gier politycznych. Jeśli połączymy to ze zmniejszeniem pomocy finansowej na odbudowę, grozi nam gwałtowna dewaluacja samej idei integracji europejskiej. Na tym gruncie może rozkwitnąć ideologia „obrażonego izolacjonizmu” – pozycja „oblężonej twierdzy”, gdzie dominuje narracja „świat nas zdradził, polegamy tylko na sobie”. Czy grozi nam scenariusz, w którym Ukraina zamknie się przed światem na swój obraz i podobieństwo?
Oleg Choroszyłow uważa, że taka emocjonalna reakcja jest całkiem możliwa, ale gdy już do niej dojdzie strategicznie stanie się mało obiecująca: „Idea izolacjonizmu jako reakcji na pozornie wizerunkową zdradę (brak spełnienia obietnic i oczekiwań Ukraińców) partnerów zewnętrznych jest całkiem możliwa. Inna sytuacja jest taka, iż nie możemy sobie na to pozwolić – wrogie państwo na granicy nigdzie nie zniknie (przynajmniej w najbliższej przyszłości). Nacjonalizm ukraiński powinien być elementem wiodącym jak tylko długo może wypierać się tendencji izolacjonistycznych”.
Wnioski
Podsumowując, można argumentować, że droga ukraińskiego nacjonalizmu jako elementu tożsamości i identyfikacji jest liniowa. Paradoksalnie łączy ona strategiczny optymizm danych socjologicznych z niepokojącym realizmem życia codziennego. Z jednej strony, jak zauważa Ołeksij Haran, naród ukraiński przekroczył punkt bez powrotu w swojej samoidentyfikacji. Z drugiej strony, statystyki „językowego cofnięcia” w szkołach i ostrzeżenia Olega Choroszyłowa o ryzyku populizmu politycznego wskazują, iż inercja przeszłości (świat rosyjski) – jest wciąż silna. Wyzwaniem jest nie tylko wygranie wojny na froncie, ale także nie przegranie jej w kraju – powstrzymanie młodzieży przed mentalnym powrotem do przestrzeni rosyjskiej i ochrona wyborców przed pokusą autorytaryzmu.
Ukraiński nacjonalizm przechodzi obecnie najbardziej złożoną transformację. Widzimy dwie równoległe rzeczywistości: strategiczną nieodwracalność zmian i taktyczne zmęczenie. Przyszłość narodu zależy od tego, czy uda nam się przekształcić impulsywny, rozżarzony patriotyzm w realną politykę systemową? Artiom Kroitor trafnie przytacza analogię do biblijnego Mojżesza: Praca z młodzieżą jest najważniejsza. Mojżesz odwołuje się do tego… Ci, którzy pamiętali niewolę egipską, nie weszli do ziemi obiecanej… Młodzież to społeczeństwo jutra. Dzieło Tarasa Szewczenki „Umarli, żywi i nienarodzeni” opowiada o tym, że to właśnie ci „nienarodzeni” będą nowym narodem politycznym! Tak więc „restart” nacjonalizmu ukraińskiego jest maratonem, w którym meta jest o wiele dalej i już widzimy, iż by do niej dotrzeć – będziemy musieli biec jeszcze po zakończeniu działań wojennych.
Anastasia Stach, stażystka w
Fundacji Inicjatyw Demokratycznych
im. Ilka Kuczeriwa /https://dif.org.ua/
Opr. Roman Boryczko,
maj 2026

