Inne

Czy wolno grzesznikowi mówić o Bogu?

Pewnie wydarzenia, które mają nastąpić już niebawem, skłaniają mnie do zwierzeń, a także przypomnienia czasami dawno minionych zdarzeń i przeprowadzonych rozmów.. Czas się kończy, mogliśmy się tego domyślać od dawna – lecz jak to zwykle bywa, pochłonięci byliśmy „ważniejszymi” sprawami, bo praca, bo nie wypada, bo to taki niepopularny temat – jeszcze kto pomyśli, że jakiś ze mnie moher i narobię sobie  problemów, których i tak mi nie brakuje, więc rachunek sumienia, tudzież poszukiwanie pokory odkładaliśmy na później. Aż tu nagle bęc – ktoś odgwizdał odjazd i nasz pociąg odjechał, a On czekał i kilka razy wręcz upominał się o nasz przyjazd…

Zagubieni, podatni na zło, które czyha na każdym kroku, często nawet nie wiemy, nie zdajemy sobie sprawy z tego, że na długo przed ostatecznym zakończeniem jednamy się nie z Bogiem a z tym, który już niebawem bezpowrotnie skaże nas na wieczne cierpienie – bo tak było łatwiej, przyjemniej… Ileż patosu – ktoś powie. Po cóż dziś o tym pisać? Chyba wiele w tym racji, bo też pewnie już i na to jest za późno.

Jednakże powodów, dla których warto pomówić o tych sprawach, mimo wszystko jest wiele: a to pozbawimy życia nienarodzone dziecię, a to namówimy naszą życiową partnerkę, by dokonała tego przestępstwa, a ona z miłości do nas popełni ten niegodny czyn. Znaki czasu – smutna, przerażająca prawda. Strach przed utratą pracy, strach przed ingerencją urzędu, którego zadaniem jest ochrona dziecka, to najczęstsze powody dla których wielodzietne małżeństwa decydują się dziś na ten niegodny krok. Bywa, że bluźnimy przeciwko Bogu, Chrystusowi, wstydzimy się wiary, naszych symboli lub tylko czytamy gorszące treści na taki czy inny temat, nie zdając sobie przy tym sprawy, że powoli wchodzimy w towarzystwo o raczej czarnej rzeczywistości.

Jesteśmy słabi, podatni na zło, a jednak potrafimy żałować, szukamy i znajdujemy w sobie pokorę, czy zatem mamy jakieś szanse? Czy zwykły ludzki strach, tchórzostwo, może pozbawić nas szansy na zbawienie, na wybaczenie? Czy potrafimy wybaczyć swojemu oprawcy tych przysłowiowych 77 razy? Jestem grzesznikiem, jednak potrafię wybaczyć wszystko i wszystkim, może więc jakoś to będzie? Umiejętność wybaczania to walka z pychą – tak bardzo dziś rozpowszechnionym zjawiskiem, więc pewnie mam w sobie jeszcze jakieś cechy godne łaskawego spojrzenia Stwórcy… Tak czy owak bezpieczniej jest zauważać w sobie to, co złe i starać się te brudy prać, póki czas. Dobrze mówić, gorzej wykonać, wszyscy o tym doskonale wiemy…

Mniej lub bardziej straszne czyny, które popełniliśmy w życiu, często hamują nasze – jeszcze jakże chwalebne – pobudki. Boimy się spowiedzi i odwlekamy tę męską rozmowę z Bogiem w nieskończoność – dosłownie. Czy to, że spóźnimy się na ostatni pociąg na zawsze pozbawi nas szansy na dotarcie do upragnionej stacji? A może Ten Ktoś pozwoli nam chociaż na piechotę podążać w ślad za pociągiem?

Czy grzesznikowi wolno mówić o Bogu? Dwoje młodych ludzi, przed nimi wózek, a obok dwoje baraszkujących dzieciaków. Kiedy następuje ceremonia przekazania sobie znaku pojednania, oboje nieśmiało spoglądają  sobie w oczy, podają sobie dłonie, a już po chwili z oczu kobiety płyną łzy. On opuszcza wzrok, dłonie obydwojga opadają, jakby bez czucia. Dzieci zauważają ich zachowanie, przytulają się do rodziców, wtedy kobieta wybiega z kościoła z głośnym szlochem, ktoś woła – ta pani zasłabła, potrzebna pomoc. Mężczyzna wybiega z wózkiem i drepczącymi dzieciakami, kobieta dochodzi do siebie, na twarzy rysuje się blady, pełen goryczy uśmiech.

Przypadek jakich wiele, kiedy jednak wieczorem na kolacji spotykam parę z trojgiem pociech  w  jednym z górskich schronisk, niesiony ludzką ciekawością pytam kobietę, co takiego wydarzyło się  podczas porannej mszy świętej i czy wszystko jest w porządku?… Oboje zgodnie odpowiadają, że niestety nic nie jest i nie będzie już nigdy tak jak być powinno, niosą oboje krzyż swojego postępowania i cierpią oboje tak samo. Pod tym ciężarem padają często – dosłownie i w przenośni…. To koniec i trudno stwierdzić, co tak naprawdę stało się powodem cierpienia tych dwojga kochających się ludzi – jedynie można się domyślać…

Jakże łatwo dziś grzeszyć, jakże łatwo zostać dziś pochłoniętym, kupionym przez tych, którzy w myśl pseudo-humanitarnych haseł tworzą przerażającą ideologię zagłady. Czy Bóg jest w stanie wybaczyć nam nasze  niecne uczynki? Czy mamy szanse i czy potrafimy spojrzeć w oczy Najwyższemu – ja nie…

Tadeusz Puchałka

 

(Visited 18 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *