Aż strach czytać, słuchać, oglądać te fakty z mediów, czy to może fake newsy? (2)
X X X
Pismo, które widać na zdjęciu, jest sporządzone po ukraińsku. Z niego dowiadujemy się, że Ukraina miała uznać za nieważne wydane wcześniej zezwolenie na przeprowadzenie ekshumacji w Puźnikach i wstrzymać prowadzone tam badania archeologiczne. Ten dokument miało wydać ukraińskie Ministerstwo Kultury i Komunikacji Strategicznej. Na dole widać podpis Mykoły Toczyckiego, szefa tego resortu. Pismo, dotyczące ekshumacji w Puźnikach, miało pochodzić od samego prof. Andrzeja Ossowskiego – szefa zespołu, prowadzącego ekshumacje. Fotografia dokumentu ukazała się bowiem 6. czerwca na facebookowym profilu, wyglądającym jak konto, należące do prof. Ossowskiego: zdjęcie profilowe przedstawia go, nazwa użytkownika to jego imię i nazwisko, krótki filmik. Widzimy prof. Ossowskiego, który mówi: „Wszystko dzieje się dokładnie tak, jak mówiłem – po tym, jak Polska zatwierdziła 11. lipca Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu, na Ukrainie zrobiło się głośno. W rezultacie Ukraina zawiesiła wszystkie historyczne projekty polsko-ukraińskie. Wszystko, co robiliśmy przez sześć lat, okazało się bezskuteczne. Moja koleżanka, Alina Charłamowa z Fundacji Wołyńskie Starożytności przekazała mi rozporządzenie rządu ukraińskiego o zawieszeniu wszelkich prac archeologicznych na terenie Ukrainy. Poniżej załączę zdjęcie dokumentu”.
Dwa dni wcześniej na tym samym koncie pojawiło się inne nagranie, w którym rzekomo prof. Ossowski mówi o działaniach Ukrainy w sprawie wstrzymania ekshumacji ofiar zbrodni wołyńskiej. „Badamy szczątki 42 osób, znalezionych w trakcie ekshumacji. Jednak to nie wszystkie ofiary napadu UPA na Puźniki. Na liście figuruje osiemdziesiąt nazwisk. Tych pozostałych czterdzieści ofiar może leżeć w poniemieckim głębszym dole. Trzeba złożyć wniosek o pozwolenie na dalsze prace poszukiwawcze. Niestety po wyborach stało się to niemożliwe. Najpierw czekaliśmy sześć lat, podczas gdy Ukraina przyciągała ten proces. Teraz będziemy czekać kolejne pięć lat, aż Karol Nawrocki z jego antyukraińską retoryką zostanie zastąpiony. Musimy zrozumieć, to jest przede wszystkim moment polityczny”.
Właśnie fakt, iż zdjęcie dokumentu oraz nagrania z rzekomym tłumaczeniem prof. Ossowskiego pojawiły się na jego rzekomym profilu – a profesor w sprawie ekshumacji na Wołyniu jest autorytetem – sprawił, że wielu internautów uwierzyło w ten przekaz.
Okazuje się, iż potencjalny zjadacz chleba musi być zawsze czujny. Co jest jednak nie tak – z logiki i kontekstu zdarzeń pewnej kłótni w rodzinie i różnych spojrzeń na tę drażliwą kwestię, strona polska deprecjonuje wszak „bohaterów” z UPA specjalnym świętem, uderzającym w ich kult, więc fakt taki mógł mieć wszak miejsce. Ale nie… Jest to jednak nieprawda, klasyczne działanie ośrodków dezinformacji – prawdopodobnie rosyjskich – mających na celu podsycanie antagonizmów między Polską a Ukrainą. Fake news stworzony za pomocą trzech fałszywek miał podobno trafić na podatny grunt zarówno wśród Polaków o antyukraińskim nastawieniu, jak też wśród antypolskich Ukraińców oraz zwolenników polityki Kremla. Znów „ruscy” i ten kij w mrowisku…
Profil to fałszywka, a znajdujące się tam nagrania to deep fakes, stworzone za pomocą sztucznej inteligencji. Przerażony sam prof. Ossowski wszystko odwołał. „Uwaga, Szanowni Państwo, proszę nie rozpowszechniać informacji, która pojawiła się dziś w mediach stworzonej przez AI mojej wypowiedzi, jakoby strona ukraińska zablokowała prace, prowadzone na Ukrainie. To Fakenews wytworzony przez IA!!!”. Mykoła Toczycki, ukraiński minister kultury i komunikacji strategicznej, którego podpis miał się znaleźć na rozpowszechnianym w Sieci dokumencie, napisał na platformie X: „Uwaga, fake news: Nie podpisałem żadnego dokumentu, dotyczącego rzekomego wstrzymania prac w miejscowości Sadowe (dawne Pużniki) w obwodzie tarnopolskim”. Dodał, że Polska te działania określiła „mianem historycznego i dyplomatycznego przełomu” i zaapelował: „Nie rozpowszechniajcie szkodliwej propagandy”. Zareagował także ambasador Ukrainy w Polsce, Wasyl Bodnar. Adam Piotr Bodnar – minister sprawiedliwości, prokurator generalny w trzecim rządzie Donalda Tuska – może to rodzina? A może fake news i że to kolejna rosyjska prowokacja?
X X X
Szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Wasyl Maluk i szef MSWiA, Tomasz Siemoniak (myślę, iż tak podana chronologia ważności urzędów nie pojawiła się medialnie zupełnie przypadkowo) poinformowali, że „sprawa udaremnienia działań, przygotowujących do zamachu na prezydenta Ukrainy, miała miejsce w kwietniu 2024 roku i zakończyła się zatrzymaniem przez ABW i aresztem dla obywatela Polski”. Na lotnisku w Rzeszowie udaremniono zamach na prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zełenskiego – dla strony polskiej to niesamowity wstyd i hańba, iż programowane proukraińsko od właściwie prawie dekady społeczeństwo polskich podludzi, tresowane służbami mundurowymi i specjalnymi w czasie operacji covid-19, wydało na świat jakiegoś zdrajcę i odszczepieńca… Szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Wasyl Maluk zdradził, że ten „zamachowiec” to jakiś „trep”, wojskowy, pamiętający jeszcze czasy PRL-u, podobno wiecznie z sentymentem do ZSRR, gotowy był cały czas na wszelkie nadesłane zadania i instrukcje.
Rosja zaczęła budzić agentów-śpiochów? Może odnaleźli go w jakimś DPS-ie i obiecali ostatnią misję przed odejściem ku chwale sierpa i młota? Do jego zadań miało należeć m.in. zebranie informacji na temat Portu Lotniczego Rzeszów-Jasionka. Na ile jego „misja” była skuteczna, tego nasz ukraiński przyjaciel nie nadmienił – wiemy jedno: miał być zamach! Paweł K. zgłosił gotowość do działania na rzecz rosyjskiego GRU, tj. o czyn z art. 130 § 3 kodeksu karnego. Miało to m.in. „pomóc w planowaniu przez rosyjskie służby specjalne ewentualnego zamachu na życie Prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zełenskiego”. „Wraz z zatrzymaniem podejrzanego funkcjonariusze dokonali przeszukania jego miejsca pobytu, gdzie zabezpieczono materiał dowodowy, a także nielegalnie posiadaną amunicję”. „W dniu 18. kwietnia 2024 r. Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy zastosował wobec podejrzanego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania”. 5. czerwca Sąd Okręgowy w Warszawie stwierdził niewłaściwość miejscową i przekazał sprawę Sądowi Okręgowemu w Zamościu.
I co o tym sądzić, Drodzy Czytelnicy – te cale „sensacyjki”, to podgrzewające ciśnienie w żyłach medialne bomby – czy jednak jakieś mdłe fake newsy, niczym kapiszony, wysmażone przez korporacje na starym oleju?
Roman Boryczko,
czerwiec 2025


Kolejny pomysł na oplucie wojskowych i funkcjonariuszy służb Polski Ludowej. I tylko o to tu chodzi. Frustraci z PiS wymyślili te brednie, bo są wściekli na to, że przywraca się godność i emerytury byłym żołnierzom i funkcjonariuszom służb, a które to emerytury odebrano im bezprawnie.