Koniec amerykańskiego Bliskiego Wschodu. Iran i ostatnie tchnienie nieudanego porządku (5)
Z tego wszystkiego Zatoka Perska wyciągnęła wniosek, że amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa, będące sednem regionalnego porozumienia, straciły na wiarygodności. Region przekonał się już w 2011 roku, iż Washington nie jest w stanie ochronić go przed zagrożeniami wewnętrznymi. Skoro nie można było liczyć na Washington nawet w kwestii konsultacji z sojusznikami, pokonania przeciwników czy ochrony partnerów przed skutkami regionalnych niepowodzeń, to jaki sens miały jego obietnice? Fundamentalna umowa, jaką zaproponowały Stany Zjednoczone, rozpadła się i niełatwo ją odbudować.
TEN CZAS JEST INNY
Wojna w Iranie stała się powszechnie nazywana momentem sueskim Washingtonu. Istnieją pewne podobieństwa między dzisiejszą katastrofą a nieudanym brytyjsko-francusko-izraelskim planem przejęcia Kanału Sueskiego od Egiptu w 1956 roku, który przyniósł prezydentowi Egiptu, Gamalowi Abdel Naserowi, oszałamiające zwycięstwo polityczne. Suez stał się synonimem upadku europejskich imperiów i przejścia od świata wielobiegunowego do dwubiegunowego systemu z czasów zimnej wojny. Kryzys sueski nie doprowadził jednak do natychmiastowego końca imperiów brytyjskiego i francuskiego na Bliskim Wschodzie. Francja kontynuowała wojnę o utrzymanie Algierii przez kolejne sześć lat, a Wielka Brytania pozostała dominującą potęgą w Zatoce Perskiej przez półtorej dekady, walcząc z powstaniami w Omanie i dzisiejszym Jemenie, zanim ostatecznie wycofała się z regionu w 1971 roku. Pełne rozegranie wydarzeń wymaga czasu.
Pełne skutki katastrofy USA w Iranie również będą widoczne dopiero po pewnym czasie. W krótkiej perspektywie porządek regionalny pod przewodnictwem Amerykanów nie ulegnie zmianie. Stany Zjednoczone mogą wycofać się z baz wojskowych, zniszczonych przez Iran, ale nadal będą odgrywać ważną rolę w obronie regionu. Państwa Zatoki Perskiej raczej nie zerwą natychmiast relacji z Washingtonem. Obawiając się o swoją przyszłość i nie widząc oczywistych alternatyw, mogą nawet zacieśnić więzi – tak jak Arabia Saudyjska próbowała to zrobić, finalizując długo oczekiwane porozumienie nuklearne, które następnego dnia Trump zmienił, pozostawiając umowę w zawieszeniu. Jest również mało prawdopodobne, aby stanowiły jakiekolwiek zagrożenie militarne dla Izraela lub zbliżyły się do Iranu bardziej niż to konieczne. Spór między USA a Izraelem, choć realny i prawdopodobnie ma zasięg pokoleniowy, nie doprowadzi do szybkiego zerwania tego sojuszu. Państwa arabskie również utrzymają stosunki robocze z Izraelem i nadal będą korzystać z izraelskiej technologii wojskowej i wywiadowczej.
Drobne korekty, jakie zaczynają wprowadzać aktorzy regionalni, mogą początkowo wydawać się nieznaczne. Kraje zawsze realizowały własne cele, nawet u szczytu amerykańskiej dominacji. Nawet najbardziej zależni sojusznicy Stanów Zjednoczonych opanowali sztukę zwlekania, wymykania się spod kontroli i lobbowania w Washingtonie. Nadal będą angażować się w lokalne rywalizacje, priorytetowo traktując przetrwanie swoich reżimów i starając się zapewnić sobie bezpieczeństwo. Czasami będzie to oznaczać współpracę z Washingtonem, a czasami nie.
Jednak to, co wygląda na krótkoterminową ciągłość, nie powinno być mylone z długoterminową stabilnością. W czasach kryzysu sueskiego rozpad europejskich imperiów był nieunikniony – nie z powodu jednego fiaska politycznego, ale z powodu wzrostu nacjonalizmu i antykolonializmu, a także gospodarczego i politycznego wyczerpania europejskiego modelu imperialnego. Bliskowschodni porządek Stanów Zjednoczonych również ulegał rozpadowi od lat w wyniku narastania błędów gospodarczych i politycznych, które doprowadziły do utraty wspólnego celu i militarnej impotencji, ujawnionej przez ostatnie kryzysy.
Washington będzie kuszony, by trwać przy polityce, która przez dekady definiowała jego podejście do Bliskiego Wschodu, opierając się na relacjach z brutalnymi, niepewnymi i represyjnymi przywódcami, którzy zaludniają stworzony przez niego krajobraz. Jeśli amerykańscy przywódcy będą podążać tą samą drogą, powinni spodziewać się tego samego rezultatu: regionu nękanego ciągłą niestabilnością, problemami gospodarczymi i politycznymi oraz powtarzającymi się wybuchami gwałtownych konfliktów. Konflikty te mogą jedynie sporadycznie angażować amerykańskie siły zbrojne, ale chaos będzie stale wymagał uwagi i bezsensownie pochłaniał zasoby. Wojny wieczne będą trwać.
Taki wynik może wydawać się akceptowalny dla amerykańskich decydentów, którzy przyzwyczaili się do zarządzania konfliktami i utrzymywania relacji ze złymi aktorami. Washington nie może jednak powstrzymać transformacji w kierunku nowego porządku regionalnego, udając, że nic się nie zmieniło. Arabscy sojusznicy, którzy stracili zaufanie do Stanów Zjednoczonych, będą coraz częściej korzystać ze swojej autonomii. Czasami może to oznaczać dążenie do dyplomacji z Iranem i rozszerzanie relacji z Chinami i Rosją wbrew woli Ameryki. Innym razem może to oznaczać ingerencję w Libię, Sudan i Róg Afryki lub ponowne rozpalenie konfliktów zbrojnych w Iraku, Libanie, Syrii i Jemenie.
Siły, w dużej mierze pozostające poza kontrolą Ameryki, ukształtują ten powstający porządek. Po pierwsze, Izrael jest zdeterminowany, by kontynuować interwencjonizm wojskowy, niezależnie od amerykańskich preferencji. Kontynuował wojnę z Hezbollahem, ignorując zawarte w czerwcu Memorandum o Porozumieniu między USA a Iranem i nie wyraził woli wycofania swoich sił zbrojnych z południowego Libanu. Izraelscy urzędnicy zapewniają, że kraj utrzyma również obecność wojsk w Syrii. A ponieważ nie ma poważnej presji wewnętrznej, by przyjąć bardziej gołębią politykę, niewiele stoi na przeszkodzie aneksji Zachodniego Brzegu przez Izrael i całkowitemu zniszczeniu Strefy Gazy. (Cdn.)
Marc Lynch,
Tłum. Andrzej Filus
MARC LYNCH jest profesorem nauk politycznych i spraw międzynarodowych na Uniwersytecie George’a Washingtona oraz autorem książki America’s Middle East: The Ruination of a Region.
Za: Foreign Affairs

