„Śmierdzący” Trump i jego 50-dniowe ultimatum: To blef, czy (umierający) szaleniec?
Prezydent Donald Trump postawił prezydentowi Rosji, Władimirowi Putinowi 50-dniowe ultimatum: zakończyć wojnę na Ukrainie albo stawić czoła nowej fali 100% sankcji wtórnych, wymierzonych wprost w moskiewskie filary gospodarki – Indie, Chiny i Brazylię.
Jednocześnie Trump dał zielone światło na dostawę rakiet Patriot na Ukrainę kanałami NATO i podobno zapytał prezydenta Zełenskiego, czy amerykańska broń mogłaby zostać użyta do ataku na rosyjskie miasta. Zmiana polityki wstrząsnęła światowymi stolicami i skłoniła analityków do dyskusji, czy Trump blefuje, jest inscenizowany przez ukrytych aktorów, czy też gra na granicy konfrontacji supermocarstw.
Ryzykowna gra Trumpa
Strategia Trumpa wydaje się na pierwszy rzut oka chaotyczna – ale w tym szumie kryje się pewien schemat. Trump bredzi, grozi, eskaluje, a następnie wycofuje się na tyle, by móc wiarygodnie zaprzeczyć. To właśnie sprawia, że ten obecny manewr jest tak skuteczny i tak niebezpieczny. 50-dniowy harmonogram działa jak zawór nacisku: Putinowi każe się przyjść do stołu, podczas gdy Trump naciska na głównych partnerów handlowych Rosji, by podporządkowali się pod groźbą wojny gospodarczej.
W efekcie gambit Trumpa zapoczątkował nową wojnę handlową na trzech frontach, nawet gdy konflikt zbrojny na Ukrainie narasta.
Przekierowując broń amerykańską przez NATO, Trump dystansuje się od bezpośredniego zaangażowania. Chroni swoją amerykańską wiarygodność, jednocześnie wspierając obronę Ukrainy. A kiedy rzuca pomysł ataku na Moskwę i Sankt Petersburg, a potem się z niego wycofuje, nie jest to dezorientacja, lecz wojna psychologiczna. Trump emanuje nieprzewidywalnością, wzbudzając strach u przeciwników i pozorną śmiałość w kraju. Chce, żeby świat uwierzył, iż może po prostu to zrobić – nawet jeśli nie zrobi. To klasyczna dyplomacja Trumpa: głośna, teatralna i mająca na celu wytrącenie wszystkich z równowagi. To cały Trump 1.0, tylko znacznie bardziej niebezpieczny w wersji Trump 2.0.
Globalne punkty zapalne: Trójkąt Niepokory
Ale reszta świata nie patrzy w milczeniu. Trzy kraje, na które Trump ma nadzieję wywrzeć presję – Chiny, Indie i Brazylia – każdy z nich odpowiedział z rosnącym buntem, grożąc przekształceniem 50-dniowego blefu w globalną wojnę handlową. A globalna wojna handlowa oznacza, że półki w Walmarcie mogą wkrótce opustoszeć. A TO byłaby katastrofa, która dotknęłaby każdego Amerykanina. W końcu nie było czasu na wskrzeszenie przemysłu tekstylnego czy zabawkarskiego w USA. Pomijając cynizm, spójrzmy na punkty centralne.
Chiny:
Rzecznik chińskiego MSZ, Guo Jiakun, natychmiast odpowiedział, oskarżając NATO o wykorzystywanie kryzysu na Ukrainie do rozszerzenia zasięgu militarnego na region Azji i Pacyfiku. Nazwał komentarze Rutte’a „pretekstem do drastycznego zwiększenia wydatków wojskowych” i potępił wtórne sankcje Trumpa jako „nielegalny, jednostronny przymus”. Za tą retoryką kryje się głębszy sygnał: Pekin postrzega ultimatum nie tylko jako zastraszanie ekonomiczne, ale jako element szerszej strategii okrążania. W odpowiedzi Xi Jinping zadeklarował głębszą współpracę z Moskwą – dyplomatyczną i poprzez wspólne projekty energetyczne.
Indie:
Indie, rozdarte między długoterminowym bezpieczeństwem energetycznym a neutralnością geopolityczną, kroczą ostrożnie, ale nie biernie. Nowe Delhi pozyskuje ponad jedną trzecią ropy z Rosji, a groźba Trumpa może wywołać ogromną presję inflacyjną. Chociaż premier Modi nie zabrał jeszcze głosu publicznie, trwają już zakulisowe rozmowy z amerykańskimi parlamentarzystami. Indyjscy analitycy ostrzegają, iż odsunięcie Delhi od siebie może przynieść spektakularne skutki, wpychając największą demokrację świata jeszcze głębiej w orbitę bezpieczeństwa i handlu BRICS.
Brazylia:
Prezydent Luiz Inácio Lula da Silva, wieczny populista i geopolityczny pragmatyk, wydał uprzedzające ostrzeżenie: jeśli Trump zrealizuje swoje żądania, Brazylia nałoży 50% cło odwetowe na cały import z USA. Lula nazwał groźbę Trumpa „neokolonialnymi działaniami gospodarczymi” i rozpoczął już nadzwyczajne rozmowy handlowe z Argentyną i Chinami, aby zabezpieczyć się przed eskalacją napięć ze strony USA. Brazylijski eksport soi i pierwiastków ziem rzadkich do Chin może stać się kluczową kartą przetargową w szybko zmieniającej się mapie sojuszu.
W efekcie gambit Trumpa zapoczątkował nową wojnę handlową na trzech frontach, mimo że konflikt zbrojny na Ukrainie trwa. Najbardziej idiotyczny w tym wszystkim może nie być blef ani szaleństwo, ale fakt, iż to szef NATO wysuwa groźby. Nikt nie wie, o co w tym wszystkim chodzi.
Blef, pośrednik czy przepaść?
Czy Trump blefuje? Prawie na pewno. Ale to nie znaczy, że jest bezpieczny.
Jego posunięcia są zaprojektowane tak, aby uzyskać maksymalną siłę nacisku przy minimalnym zaangażowaniu: wywierać presję ekonomiczną za pomocą głośnych gróźb; ukrywać wsparcie militarne pod etykietą NATO; testować światowych przywódców sugerowaniem eskalacji. Jeśli Putin ustąpi, Trump może ogłosić zwycięstwo. Jeśli nie, Trump nadal będzie kontrolował sytuację.
Ale niebezpieczeństwo tkwi w tym, kto jeszcze uwierzy w blef – i jak zareaguje. Chiny i Indie mogą się wahać i manewrować. Ale Brazylia Luli już eskalowała. Z trzema głównymi mocarstwami stawiającymi opór i pochlebstwami NATO, dlatego teatr działań wojennych Trumpa (gorący czy zimny) jest teraz globalny, a nie tylko regionalny.
W końcu Trump może nadal marzyć o tym, aby zostać człowiekiem, który presją i przebiegłością przynosi pokój. Ale jeśli ten blef może wymknąć się spod kontroli – jeśli zostanie sprawdzony lub zostanie odkryty – wtedy kurtyna może opaść, odsłaniając coś więcej niż tylko grę.
Phil Butler,
21. lipca 2025 r.
Tłum. Andrzej Filus
Phil Butler jest analitykiem, politologiem i ekspertem ds. Europy Wschodniej, autorem najnowszego bestsellera Putin’s Pretorians i innych książek
Za: www.theinteldrop.org

