PolecaneRzeczypospolita

Sahryń. Mój mord jest lepszy niż twój… (3)

X X X

Atak na Sahryń, przeprowadzony przez polskie państwo podziemne, był niejako akcją prewencyjną, bowiem wywiad AK na tamtym terenie dowiedział się o planowanej akcji UPA-B zaplanowanej na 16. marca 1944 (który faktycznie nastąpił). Rozkaz generała Bora nakazał wycinać w pień kolonistów ukraińskich, którzy brali udział w mordach na Polakach. Na początku 1944 roku lubelski okręg AK miał kompletną strukturę organizacyjną i pełne kadry dowódcze wszystkich typów i szczebli. Był to silnie ustrukturyzowany oddział terytorialny z prawdopodobnie największymi oddziałami AK w całej podziemnej Polsce. Jego siły zbrojne były dowodzone głównie przez oficerów przedwojennego WP. W ataku na Sahryń wzięli udział żołnierze batalionu Zenona Jachyma Wiktora, kompanii terenowej nr 19 Komarów pod dowództwem st. sierż. Pawła Dziurbasa ps. Głaz, część żołnierzy samodzielnego plutonu zwiadu konnego pchor. Ryszarda Jankowskiego ps. Szkwał i dwa plutony Kedywu, dowodzone przez por. Kazimierza Witrylaka ps. Hel. Łącznie było to ok. 500 żołnierzy. Według Motyki w ataku na wieś wziął udział także batalion Batalionów Chłopskich Stanisława Basaja ps. Ryś. Jedna z grup pacyfikacyjnych Sahrynia zebrała się w lasach księżostańskich, ponad trzydzieści kilometrów na zachód od celu ataku. Przez kilka pierwszych kilometrów, do samego Komarowa – rodzinnej wsi jednego z dowódców, Zenona Jachymka Wiktora – szła tylko lasami. Inne oddziały maszerowały od południa i wschodu, by nocą z 9. na 10. marca zatrzymać się w lasach Mircza i Tyszowiec. Jeszcze inni koncentrowali się w Gajówce w lesie Lipowiec, część dotarła niemal do samego miejsca ataku – do lasu w okolicy Tuczap i Turkowic.

Ruchy tak dużej grupy polskiego wojska podziemnego w tym rejonie zostały zauważone przez Ukraińców już 8. marca w okolicy wsi Miętkie. Niemcy, powiadomieni o tym fakcie przez wystraszonych Ukraińców, raportowali do Hrubieszowa, stolicy powiatu; Ukraińcy natomiast, poprzez Urząd Gminy, do Ukraińskiego Komitetu Pomocowego. Cywile zbiegli z Miętkiego do Sahrynia. Na dzień przed akcją dowódcy Armii Krajowej udali się na skraj sahryńskiego lasu i usytuowawszy się na okalającym go wale, przez długi czas prowadzili obserwację wsi. Przy użyciu lornetek i map planowali ostatnie szczegóły akcji. W trakcie przygotowań do ataku i drogi do samego Sahrynia, partyzanci kilkukrotnie natknęli się na zwłoki polskich mieszkańców, zamordowanych bestialsko przez Ukraińców w lesie.

Stanisław Gontarz ps. Orzeł, żołnierz Armii Krajowej, dowódca plutonu pisał: „Po rozejrzeniu się wszedłem do bukowego lasu. Przechodząc obok grubych drzew, zobaczyłem na ziemi postać ludzką. Zaniepokojony tym, podszedłem bliżej. Na ziemi leżała martwa kobieta, w wieku około 60 lat. (…) Miała otwarte oczy i usta. Trąciłem butem jej nogi. Były sztywne. Ofiara leżała tam zapewne od kilku dni. (…) Należało sądzić, iż zamordowaną była Polka. (…)”. Jak czytamy w meldunku jednego z oddziałów Ukraińskiej Powstańczej Armii z połowy maja 1944 r., a więc w czasie nasilenia polsko-ukraińskich walk partyzanckich na tym terenie, „Sotnia, przechodząc niedaleko linii kolejowej, schwytała jedną Polkę i siedmioro dzieci, która została wysłana na zwiady przez Polaków. Udawała wychowawczynię ochronki. Po przeprowadzeniu śledztwa unieszkodliwiono ich”. Była to akcja UPA-B właśnie z końca stycznia 1944. Wiadomość ta oburzyła wszystkich do najwyższego stopnia. Posypały się przekleństwa i groźby pod adresem upowców. 4. marca rano Ukraińcy zaczęli uciekać w pole. Za polem był las, w którym zamierzali się schować, ale nadaremnie. Z lasu odezwały się karabiny, kładąc i zabitych, i żywych na ziemię. „Ja […] wyskoczyłam z kryjówki i zaczęłam uciekać. Bandyci strzelali do mnie, dopóki nie wskoczyłam do lasu” – wspomina 24-letnia wtedy Ukrainka, Nadija Melnyk-Nowosad. „Wiele ludności uciekało, gdzie mogło – po polach i w kierunku lasu, ale tam czekali partyzanci i tam później znajdowano ich ciała”. „Dnia 9. marca 1944 roku około godziny 4. po obiedzie mój syn – Wołodymyr Kwacz, lat 17 – szedł do Sahrynia na wartę. Po drodze spotkali go polscy bandyci, którzy jechali furmanką. Zabrali i zawieźli do mireckiego lasu. W piątek poszłam go szukać. Znalazłam go zabitego we wspomnianym lesie. (…) Chciałam (…) zabrać zabitego syna, ale nie mogłam, bo słychać było strzały z tego kierunku” – Ukrainka, Anna Iwuła.

Ciała ukraińskich mieszkańców Sahrynia spoczywają w okolicznym lesie zapewne do dzisiaj. Być może są tam także szczątki nieznanego z nazwiska partyzanta o pseudonimie Śmieszny, pokazowo rozstrzelanego przez dowódcę AK Wiktora za rzekome rabunki, popełnione w Sahryniu i w okresie wcześniejszym. O tym, że egzekucja Śmiesznego miała miejsce na leśnej polanie sahryńskiego lasu, mówił po latach Jerzy Hildebrand-Wilski, ps. Sart. Ukraińcy twierdzą, iż rozpoczęto grabież ich majątku całymi furmankami. „Polacy-bandyci nazjeżdżali się do Sahrynia furmankami ze swoimi żonami, córkami i synami. Wszystko grabili i wywozili do lasu (…)”.

Punkt kulminacyjny pacyfikacji to ponad 50 ukraińskich wsi. W samym Sahryniu zginęło 606 osób. Łącznie, w trakcie akcji odwetowej, przeprowadzonej przez polskie podziemie, tylko w okresie od marca do kwietnia 1944 roku zginęło około 3 tysięcy Ukraińców. Kiedy weszli na te tereny Sowieci w lipcu 1944 roku, rozpoczęło się wypędzanie Ukraińców, w pierwszej kolejności za Bug, a w 1947 roku w ramach akcji Wisła na zachodnie i północne ziemie Polski. Ukraińska Powstańcza Armia paliła wszystkie opuszczone ukraińskie gospodarstwa, by nie dostały się w ręce nasiedlonych Polaków. Pierwszą taką akcję w Sahryniu przeprowadzono wiosną 1945, drugą w połowie sierpnia 1947 roku.

 

X X X

W Sahryniu śladów materialnej obecności Ukraińców nie ma – poza starym cmentarzem i cerkwią, dzisiaj kościołem katolickim. Wieś zamieszkana jest w XXI w. wyłącznie przez Polaków.

Roman Boryczko,

 marzec 2026

(Visited 15 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *