PolecaneRzeczypospolita

Wybory, po wyborach – a czy dla szarego wyborcy zostało jednak wszystko po staremu..

Mamy za sobą to najważniejsze, jak mówią nam już od lat oświeceni, przyprószeni siwizną wieku starczego niepodległościowcy po-okrągłostołowi – święto demokracji, kiedy to ręka ludu wybiera swojego kolejnego ciemiężyciela… Tym razem wybieraliśmy szefa wszystkich łajdaków! Niektórzy z kandydatów chyba zapomnieli, jak długo trwa kampania prezydencka i że ma ona określone, trzymiesięczne ramy czasowe, bo od co najmniej połowy roku duet wygranych nominatów jeździł sobie po kraju z objazdowym cyrkiem, ściskając ręce, kreśląc wizje dobrobytu, ładu, spokoju i świetlanej przyszłości w sojuszu z Unią Europejską, jak i ścisłym wojskowym sojuszu z NATO i krajami, z którymi Polska podpisała różne tajne uzgodnienia – jak na przykład z Ukrainą.

Obu kandydatów właściwie narzucono nam od początku. Ta cała gonitwa była tylko kiepską reżyserią i grą na dwóch głównych napastników nominatów partyjnych, a w przypadku Trzaskowskiego – wysoko umocowanego w strukturach uśmiechniętego stowarzyszenia dobrych, zaufanych od lat kolesi. Pozostali pretendenci do tronu byli przystawką, byli tłem… Niektórzy zostali obrzuceni błotem i łajnem, że w ogóle odważyli się kandydować, wychodząc do ludzi, mieszając im w głowach z jakiejś zapyziałej prowincji. Wybory prezydenckie w Polsce pokazały, iż my – Naród po raz enty nie dostaliśmy żadnej alternatywy i żadnej możliwości wyboru, zostaliśmy ku uciesze tej zgrai głęboko uzależnionych od używek wszelakich nierobów, panów w garniturach, pięknie oszukani.

Jak wiemy Polski parlament jest od lat zabetonowanym duopolem nominatów o rodowodzie post-solidarnościowym, którzy tuż przed upadkiem nieboszczki komuny tak gorliwie i skutecznie negocjowali z towarzyszami starego systemu, że dziś właściwie dożywotnio jedni i drudzy sterują „łajbą Polska” w umowie dożywocia. Polską rządzą partyjniacy, a ludzie: naród, społeczeństwo, są dla nich wielkim problemem, wielką przeszkodą, wręcz kłopotem.

Mogą z nami zrobić wszystko i serwują nam wszelkie niegodziwości, robią nawet więcej, bo przecież prawdziwe dobre pomysły płyną z Brukseli, płyną z Berlina, z Kijowa, z Jerozolimy, a dziś mniej już z Washingtonu, bo Stany cel ekonomicznego zdławienia Europy właściwie bez większego problemu i bez jednego wystrzału już osiągnęły. Marny nasz los, drogi Polaku.

 

X X X

Mieszkam w mieście, które nie ma charakteru mieszczańskiego. Mieszkam w mieście, będącym zbieraniną ludzkich marzeń na dorobku. Od pokoleń samotne, bezdomne elektrony, szukające jakiegokolwiek grosza i dachu nad głową, ściągały do miasta brudu i dymiących kominów z włókienniczych fabryk z nadzieją na lepsze jutro. Płynęła tu lawina ludzi prostych, nikomu niepotrzebnych z wiosek, z małych miasteczek. Okres socjalizmu, okres PRL-u ludzi tych wykształcił, podniósł w drabinie hierarchii społecznej i dziś ta oświecona Unią Europejską, uśmiechnięta tłuszcza jest zwolennikiem rzeczywistości ultra-liberalnej, jest zwolennikami krzywych zagrywek, niekończących się remontów, największego w kraju zadłużenia i korupcji urzędników, najwyższych czynszów, najwyższych opłat, najwyższych cen za przewozy komunikacją miejską, eksmisji na bruk i ogólnej degrengolady.

Społeczeństwo popiera to – chyba tylko dla zasady – że są nowocześni, są przeciwko opcji „kościółkowej”! Mimo to ci wciąż gnojeni i pozbawieni godności mieszkańcy owego, pożal się Boże, miejsca wciąż łaszą się do swojego ciemiężyciela, a gdy próbowano odsunąć od władzy sitwę, trzymającą się pazurami stołków i ich szefową (twarz tego zamieszania), zawsze znajdował się ktoś, kto, bronił, kto wyciągał emocje, kto dawał kolejną szansę i tak trwamy i trwamy po dziś dzień.

W tych wyborach prezydenckich w moim mieście nie zmieniło się nic i poparcie dla pana Rafała Trzaskowskiego był ogromne, porażające, przytłaczające. Nie wiem, czy ludzie nie interesują się tym, co ów jegomość wyprawia w Warszawie jako włodarz tamtejszego miasta. Pewnie większość wyborców Platformy Obywatelskiej tu, na miejscu (czytaj urzędników wyższego lub niższego sortu i całej gamy ludzi z budżetówki) w głowach ma tylko utrzymanie intratnych posad, a nie zabawę w jakąś demokrację czy, nie daj Bóg, zmianę – szczególnie dla tych, którzy są od zawsze wykluczeni.

Najciekawsze, iż w mieście, po horyzont usianym blokami rodem z poprzedniego ustroju, które wedle nowych norm środowiskowych, płynących wielkimi krokami z Unii, będą musiały być na nowo przystosowane do funkcjonowania mieszkalnego, odpowiednio ocieplone według niemieckich norm – kosztami niebotycznymi (lub wyburzone), rząd „uśmiechniętych” uwalnia ceny prądu i gazu, co może doprowadzić warstwy uboższe – również w moim mieście – do katastrofy, w miejscu takim wybiera się właśnie kogoś, kto te irracjonalne zmiany niesie i oczywiście gorliwie dostarczy je za chwilę na tacy. Wiem, że można podcinać gałąź, na której się siedzi… Wiem, iż jest taka przypadłość, lecz w tym mieście taką chorobliwą przypadłość prezentują prawie wszyscy mieszkańcy owej rozpadającej się ruiny, ruiny walących się ze starości kamienic czynszowych i równie szybko spadającej populacji miasta… (Cdn.)

 

Roman Boryczko,

czerwiec 2025

(Visited 16 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *