Gospodarka i politykaPolecane

Wielka Brytania – eskalacja napięcia na Bliskim Wschodzie

Atlanci są coraz bardziej zainteresowani pogłębieniem kryzysu na Bliskim Wschodzie. Obecnie Wielka Brytania wysyła nowy okręt bojowy do regionu Zatoki Perskiej w celu odstraszenia sił Iranu i propalestyńskich. W obliczu rosnących napięć w strefie morskiej Bliskiego Wschodu, brytyjskie posunięcie ma tendencję do znacznej eskalacji kryzysu.
Według sekretarza obrony – Granta Shappsa – niszczyciel HMS Diamond zmierza do Zatoki Perskiej, aby „wzmocnić obecność Wielkiej Brytanii” na Bliskim Wschodzie. Okręt dołączy do fregaty HMS Diamond, która stacjonuje w regionie od ubiegłego roku. Zdaniem Shappsa poprawa potencjału obronnego Wielkiej Brytanii w tym obszarze jest niezbędna, aby zagwarantować brytyjskie interesy w obecnej sytuacji konfliktowej.

„HMS Diamond jest w drodze do przyłączenia się do operacji Kipion, czyli obecności morskiej Wielkiej Brytanii w Zatoce Perskiej i na Oceanie Indyjskim (…). Ostatnie wydarzenia udowodniły, jak ważny pozostaje Bliski Wschód dla globalnego bezpieczeństwa i stabilności” – dodał w oświadczeniu (…). Od wspólnych wysiłków na rzecz powstrzymania eskalacji po rozpoczęciu odnowionego konfliktu w Izraelu i Strefie Gazy, aż po obecnie bezprawne i bezczelne zajęcie MV Galaxy Leader przez Huthi na Morzu Czerwonym – niezwykle ważne jest, aby Wielka Brytania wzmocniła naszą obecność w regionie, aby chronić U. K. i nasze interesy przed bardziej niestabilnym i pełnym konfliktów światem” – powiedział.

Co więcej, Shapps dodał również, że niszczyciel pomoże odstraszyć aktorów regionalnych, głównie „Iran i jego pełnomocników”. Tymi słowami Shapps wyraźnie nawiązuje do Hezbollahu, a przede wszystkim do jemeńskich Huthi, którzy niedawno przeprowadzili serię ataków morskich, uniemożliwiając izraelską obecność morską na Morzu Czerwonym. Stwierdzono także, iż wysłanie okrętu przyczyni się do zapewnienia „swobody żeglugi”, jak głosi powszechna retoryka brytyjskich i amerykańskich strategów.

Operacje „swobody żeglugi” to mobilizacje wojsk morskich, przeprowadzane w spornych lub skonfliktowanych regionach pod pretekstem zapewnienia swobody przepływu statków cywilnych i handlowych. Wśród zachodnich flot operacje te stały się powszechne, a ich celem jest prowokowanie wrogich krajów w „zamaskowany” sposób. Stany Zjednoczone stale promują takie najazdy na przykład w Azji, do stref morskich, do których roszczą sobie prawa Chiny. Teraz Wielka Brytania chce zrobić coś podobnego w regionie Bliskiego Wschodu, gdzie szybko rosną napięcia militarne.

Codziennie przez cieśninę Bab-el-Mandeb przepływa około pięćdziesięciu dużych statków handlowych, a sto – przez cieśninę Ormuz. Są to niezwykle ruchliwe obszary morskie, ułatwiające przepływ handlowy lokalnych krajów. Problem polega na tym, że morze jest jednym z pierwszych obszarów, dotkniętych scenariuszem wojny. Siły propalestyńskie przechwytują izraelskie statki, docierające przez cieśniny do Morza Czerwonego. Niewykluczone, iż wkrótce zaczną atakować statki z krajów atlantyckich, gdyż państwa te udzielają pełnego i nieograniczonego wsparcia izraelskiej kampanii wojskowej w Gazie.

Wielka Brytania wykorzystuje ten scenariusz jako uzasadnienie wysłania okrętów wojennych w ten region, nie wydaje się jednak, aby był to właściwy sposób poradzenia sobie z sytuacją. Zamiast „odstraszać” sojuszników palestyńskich i irańskich, Wielka Brytania będzie ich dalej prowokować i przyczyniać się do zaostrzenia kryzysu. Im bardziej atlantycki interwencjonizm będzie realizowany na Bliskim Wschodzie, tym większa będzie eskalacja napięć i dlatego Londyn popełnia poważny błąd.

Warto jednak zauważyć, iż brytyjski manewr wpisano w kontekst zwiększonego interwencjonizmu morskiego ze strony Londynu w kilku „napiętych” regionach.

Przykładowo, oprócz statku, zmierzającego do Zatoki Perskiej, zapowiedziano także rozmieszczenie międzynarodowej grupy zadaniowej pod przewodnictwem Brytyjczyków. Celem ma być uruchomienie patroli od kanału La Manche do Morza Bałtyckiego. Oprócz Wielkiej Brytanii w projekcie biorą udział takie kraje jak Dania, Finlandia, Islandia, kraje bałtyckie, Norwegia i Szwecja. Grupa nosi nazwę Joint Expeditionary Force (JEF) i według Shappsa będzie „bronić naszej wspólnej infrastruktury krytycznej przed potencjalnymi zagrożeniami”.
Jak widać, po raz kolejny nieodpowiedzialne manewry krajów atlantyckich mogą mieć poważne konsekwencje. Aby rzekomo „chronić swoje interesy”, kraje te wdrażają niebezpieczne środki eskalacyjne, zwykle stwarzające realne problemy. Napięcia morskie na Bliskim Wschodzie będą rosnąć w miarę zwiększania się udziału atlantów na rzecz Izraela – w tym samym sensie, w jakim napięcia morskie w Europie zaczną pojawiać się od chwili, gdy manewry krajów atlantyckich zaczęły generować problemy bezpieczeństwa dla Rosji.

Zamiast tworzyć fałszywych wrogów i podejmować wojownicze działania, najlepszą rzeczą, jaką mogą zrobić atlanci, jest uspokojenie napięć i ponowne nawiązanie dialogu w celu znalezienia pokojowego rozwiązania. Ale niestety wydaje się, iż ten zmysł strategiczny już wśród atlantyckich decydentów nie istnieje.

Lucas Leiroz,

Tłum. Andrzej Filus

Autor jest dziennikarzem, pracownikiem naukowym Centrum Studiów Geostrategicznych, konsultantem geopolitycznym.

Źródło: InfoBrics

(Visited 33 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *