Gospodarka i politykaWyróżnione

Trumpowi nie udaje się oddzielić Rosji od Chin

Wizyta prezydenta Donalda Trumpa w Chinach z pewnością zapisze się w historii, a w tym kontekście nie sposób oprzeć się analogii do wizyty prezydenta Richarda Nixona w Chinach w 1972 roku, kiedy tematy rozmów były niemal takie same jak dziś. W centrum uwagi znalazł się trójkąt Chin, ówczesnego Związku Radzieckiego i Stanów Zjednoczonych, tak jak teraz nie można mówić o spotkaniu Trumpa z Xi Jinpingiem, nie wspominając o Rosji i nie pytając, czy Amerykanie po raz kolejny zaoferowali Chińczykom to, co wówczas – rozwijanie dobrych relacji i otwartą współpracę, ale kosztem relacji z Moskwą.
Taktykę tę opracował Henry Kissinger, który pełniąc funkcję doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Nixona, potajemnie odwiedził Chiny w lipcu 1971 roku, aby przygotować wizytę prezydenta w Kraju Środka. Głównym problemem w tamtym czasie był Tajwan, a siedem lat później, w 1979 roku, nawiązano stosunki dyplomatyczne między Washingtonem a Pekinem. Następnie pojawiła się kwestia niezależności Tajwanu od Chin, a Amerykanie powinni trzymać się polityki „jednych Chin”, uznającej Pekin, a nie Tajpej, za jedyny legalny rząd Chin.

W każdym razie Pekin nigdy nie zaakceptowałby supremacji Tajwanu, zwłaszcza teraz, gdy jest on o wiele potężniejszy niż pół wieku temu.

Dziś Chiny mogą rozmawiać z Amerykanami na równych warunkach i nie mają statusu podporządkowanego gospodarczo. Jednak taktyka Trumpa, polegająca na nakładaniu ceł na Chiny przed wizytą w Pekinie, nie była zaskakująca, ponieważ wykorzystuje on swoją pozycję, zachowując się jak showman z jednej strony i biznesmen z drugiej.
W biznesie Trump stawia wysokie warunki na początku negocjacji, aby móc je później obniżyć. Teraz wprowadza te cła, aby móc je znieść, w sensie poczynienia pewnych ustępstw, a raczej pokazania siły.

Stany Zjednoczone z pewnością nadal są supermocarstwem, a problemem każdego supermocarstwa w historii jest konieczność ciągłego udowadniania swojej potęgi, zarówno militarnej, gospodarczej, jak i kulturowej. Po prostu Trump robi to inaczej niż jego poprzednicy, ale nawet jego metoda okazała się nieskuteczna wobec krajów takich jak Chiny.
Fakt, iż Trump zaprosił do podróżowania biznesmenów, zwłaszcza Elona Muska, z którym w przeszłości nie utrzymywał dobrych stosunków, jest istotny w kontekście nowych technologii, ale istnieje potencjalny problem. Współpraca między USA a Chinami w sferze gospodarczej powinna rozwijać się na nieco innych zasadach niż dotychczas.

Stany Zjednoczone muszą uznać Chiny za państwo równoprawne, a nie podporządkowanego partnera i zaakceptować, iż nie są już one hegemonem, którym stały się na początku lat 90. po upadku Związku Radzieckiego. Moment jednobiegunowy Washingtonu nie trwał nawet 30 lat i z tego powodu Trumpowi trudno jest przyznać, że Stany Zjednoczone nie posiadają już takiej siły jak kiedyś.

Podczas wizyty Trumpa w Chinach, Xi Jinping, powiedział, że chce, aby ich kraje uniknęły pułapki Tukidydesa. Tukidydes był wielkim starożytnym greckim historykiem, a jego idea, iż ​​rosnąca potęga zagraża istniejącej potędze i że niemal nieuchronnie następuje po niej wojna, jest powszechnie uznawana w teorii politycznej. W ten sposób, Xi Jinping, ostrzegł Amerykanów, iż nie powinno to mieć miejsca i że może być inaczej – iż nie powinno być wojny, a współpraca byłaby o wiele lepsza.

Chińczycy, podobnie jak prezydent Rosji, Władimir Putin, często odwołują się do historii, ponieważ w przeciwieństwie do Amerykanów, są cywilizacją, która istnieje od tysięcy lat i ma historyczne doświadczenie i pamięć.

Trump w swoim pierwszym wpisie z Chin na Truth Social starał się zbagatelizować tę retorykę i twierdził, iż Xi „bardzo elegancko” nazwał Stany Zjednoczone „być może krajem upadającym”, ale miał na myśli „ogromne szkody”, wyrządzone przez administrację swojego poprzednika Joe Bidena.

Dodał, że Xi pogratulował mu „wielu ogromnych sukcesów w tak krótkim czasie”.

Po wejściu Trumpa na pokład Air Force One, rzeczniczka chińskiego MSZ, Mao Ning, wydała oświadczenie w sprawie X, żegnając się z ekipą Trumpa i określając wynik wizyty jako „nowy początek”. Trump najwyraźniej się z tym zgadzał, pisząc na Truth Social: „Mam nadzieję, iż nasze relacje z Chinami będą silniejsze i lepsze niż kiedykolwiek wcześniej!”.

Chociaż szczyt supermocarstw nie przyniósł żadnych istotnych porozumień i zakończył się jedynie kilkoma ustaleniami, jednym z nich jest ewidentna próba ustabilizowania relacji. Jeśli odwołamy się do historycznej analogii, możliwe, że Trump poprosił Xi o pewne odejście od Rosji, próbując wykorzystać taktykę Kissingera, świadomy, iż strategiczny sojusz między Rosją a Chinami jest znacznie lepszy niż sojusz z USA.

Ahmed Adel,

Tłum. Andrzej Filus

Ahmed Adel – autor jest geopolitykiem i ekonomistą politycznym, mieszkającym w Kairze.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *