Pięćdziesięcioletni Polacy do… utylizacji? (3)
X X X
„(…) Pchają się, przepychają, depczą po nogach, obrażają ludzi za nic często słownictwem gorszym niż najgorsze bandziory i żule, tyle w nich nienawiści, zawiści, hipokryzji. Co się dzieje z mózgami niektórych staruchów, że stają się takimi „zombiakami”, mutantami? Nie wiem, jak to coś nazwać, to są ludzie tylko z punktu widzenia biologii, ale psychicznie są to zwierzęta, bezpańskie kundle (…). „80% staruchów to takie g****o, które nadaje się tylko do przerobienia na paszę dla trzody chlewnej 🙁 Proszę o sensowne wytłumaczenie tego zjawiska. Powód jest prosty – frustracja 🙂 nic w życiu nie osiągnęli, bo urodzenie bachora to żaden wyczyn, nienormalni psychiczni też potrafią wsadzić fiuta w pipę, nie mają pieniędzy, są brzydcy, ciągle ich coś boli (skutek braku ruchu i jedzenia syfu cale życie… bo tanie), do tego naturalne efekty starzenia niszczą mózgownicę. Ktoś kto za młodu o siebie dbał, miał pasję, był aktywny, był osobą inteligentną, sympatyczną, będzie taką osobą także na starość. Dodajmy do tego pranie mózgu w postaci katolicyzmu + typową polską mentalność = katastrofa” https://f.kafeteria.pl/temat-6051054-boze-jak-ja-nie-lubia-starych-ludzi
X X X
Żyjemy w czasach odwrócenia hierarchii wartości – młodość, czyli początek życia, jest najbardziej pożądana, najbardziej wartościowa, uważana za pełnię życia. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu stary był człowiek pięćdziesięcioletni. Teraz nawet siedemdziesięciolatkowie potrafią nie czuć się starzy. Wszystko rozbija się o finanse, te przedłużają wszystko, przedłużają również młodość, aktywność. Urządzenia są coraz bardziej skomplikowane i mogą budzić w starszych ludziach lęk. Gdy technika i technologia oddala nas od zdobyczy cywilizacji, towarzyszy nam poczucie klęski i goryczy, płynącej z bezradności. To się łatwo zamienia w agresję wobec owego niezrozumiałego świata i innych, którzy w nim funkcjonują normalnie. Dlatego tylu starszych ludzi jest agresywnych, szczególnie wobec młodych i tylu młodych nienawidzi starszych, można powiedzieć śmiało: tylu młodych nienawidzi swoich… rodziców i dziadków.
X X X
Sądzi się, iż później następuje nieuchronna zniżka formy i stopniowe odchodzenie w cień. Po co te wszystkie funkcje, menu, guziki? Gdy bodźce nas przerastają, lęk zaczyna być większy od ciekawości. I przestajemy się starać, odstajemy coraz bardziej, w dodatku dziś starość jest równoznaczna nie tyle z wiekiem, co z wykluczeniem z normalnego życia. W Polsce starzy ludzie są inaczej ubrani, inaczej mówią, inaczej się zachowują, są jak gdyby przeniesieni z innej bajki i wrzuceni w pędzącą rzekę współczesnych zdarzeń i maszyn.
Idea dłuższej pracy jest utopią w zrobotyzowanym świecie wysokich technologii, których pokolenia starzejące się i zarazem nieporadne nie pojmą. Czy świat będzie musiał utrzymywać całkiem niepotrzebnych nikomu (rynek pracy) pięćdziesięciolatków? To może być wielka szansa dla wdrożenia idei bezwarunkowego dochodu podstawowego, przynajmniej początkowo dla grupy pięćdziesięciolatków, coraz bardziej wykluczanej ze względu na zdrowie fizyczne. Jeśli nie dane nam będzie dopracować do emerytury, niech składają się na nas solidarnie ci wszyscy młodzi, którzy tak nas nienawidzą (a sami głosują na całkiem leciwych polityków). Młodzi dziś zafascynowali się darwinizmem społecznym, światem indywidualistycznego porządku społecznego, gdzie wygrywają po prostu silniejsi.
27. kwietnia 1956 r., komunistyczny Sejm PRL przyjął ustawę o warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, która zniosła ochronę prawną dzieci przed narodzeniem. Na przestrzeni kolejnych dziesięcioleci w oparciu o jej przepisy życie straciło ponad sześć milionów osób. Dzisiejsze zwolenniczki przesuwania luzowania przepisów aborcyjnych i rzesza „oświeconych” gówniarzy, muszą mieć na uwadze fakt, że gdyby powojennym pokoleniom się nie chciało, byliby „wyskrobani”… Nie byłoby konfliktu pokoleń, a nowe by nie nadeszło, bo skończyłoby jako skrzep w przysłowiowym kiblu.
Roman Boryczko,
wrzesień 2024

