Gospodarka i politykaPolecane

Od bomby dolarowej do pułapki kryptowalutowej: doradca Putina demaskuje nową broń finansową Washingtonu

Obietnica kryptowalut zderza się z geopolityczną rzeczywistością. Stablecoiny służą obecnie jako instrumenty amerykańskiej sztuki rządzenia (i powiązane są z „głębokim państwem” wielkich firm technologicznych), naśladując dawną „bombę dolarową”, a jednocześnie zmieniając globalny porządek finansowy.

Kiedy Anton Kobyako, specjalny doradca prezydenta Rosji, Władimira Putina, oskarżył Washington o wykorzystanie stablecoinów i złota do umorzenia oszałamiającego długu w wysokości 37 bilionów dolarów „kosztem świata” (jak zrobił to w tym tygodniu), jego wypowiedź mogła zabrzmieć spiskowo dla przeciętnego obserwatora. Jednak po bliższym przyjrzeniu się okazuje się, iż jest daleka od irracjonalności. W rzeczywistości, dosadna ocena Kobyako rzuca światło na to, jak Stany Zjednoczone uzbrajają nie tylko dolara, ale także rozwijający się świat kryptowalut, wzmacniając w ten sposób swoją globalną dominację w nowatorski sposób.

Mówiąc dokładniej, Kobyako argumentował, że Stany Zjednoczone opracowały schemat, w którym stablecoiny – cyfrowe aktywa, powiązane ze „stabilnymi” rezerwami, takimi jak dolar – mogą być manipulowane w celu dewaluacji amerykańskich zobowiązań dłużnych. Poprzez indukowanie niestabilności rynku, Washington rzekomo dąży do przesunięcia obciążeń finansowych na zewnątrz, pozostawiając resztę świata w tyle. Stablecoiny są często przedstawiane jako bezpieczne przystanie w niestabilnym ekosystemie kryptowalut, pełniące rolę cyfrowych odpowiedników walut fiducjarnych. Jednak, jak sugeruje Kobyako, sama ich konstrukcja czyni je narzędziami nacisku w globalnej wojnie finansowej.

Uzbrajanie instrumentów finansowych nie jest w rzeczywistości niczym nowym. W 2022 roku omawiałem „bombę dolarową” Washingtonu, opisaną przez brazylijskich ekspertów, Luísa Eduardo Melina i Ernaniego Teixeirę. Argumentują oni, iż w przeciwieństwie do tradycyjnej wojny, bomba dolarowa może zdewastować zagraniczne gospodarki bez fizycznego zniszczenia, choć nadal nakłada koszty na samego agresora. Politolog Cesar Benjamin idzie dalej, zwracając uwagę na „niesystem” płynnych walut fiducjarnych, jaki pojawił się po jednostronnym oddzieleniu dolara od złota przez Stany Zjednoczone w 1971 roku. W ten sposób Washington zapewnił sobie osobliwą formę globalnego senioratu, emitując światową walutę rezerwową bez żadnych reguł i zabezpieczeń.

Paralele z dzisiejszymi manewrami kryptowalutowymi są uderzające: to, co kiedyś było bombą dolarową, może teraz ewoluować w jej cyfrowy odpowiednik.

Nic więc dziwnego, że Moskwa postrzega amerykańskie programy kryptowalutowe jako celową próbę wymazania ogromnych zobowiązań poprzez manipulację aktywami cyfrowymi, a nawet złotem. Wystarczy powiedzieć, iż tego typu twierdzenia idealnie wpisują się w historyczną praktykę Washingtonu, polegającą na wykorzystywaniu innowacji finansowych jako broni globalnej kontroli.

W kwietniu argumentowałem, że wojna handlowa mogłaby osłabić dominację dolara, skłaniając Trumpa do postrzegania bitcoina jako aktywa rezerwowego, zabezpieczającego przed zmiennością. Argumentowałem jednak, iż groziłoby to skłonieniem rywalizujących państw do przyspieszenia własnych projektów walut cyfrowych, a tym samym osłabienia wpływów finansowych USA. Jak dotąd, wydaje się, że jesteśmy świadkami: chińskiego juana cyfrowego; dyskusji BRICS o wspólnej walucie i platformach cyfrowych, takich jak BRICS Pay; a teraz rosyjskiej retoryki przeciwko manipulacjom Washingtonu w dziedzinie kryptowalut. Nie byłoby niczym niezwykłym ujęcie tej kwestii jako elementu szerszej amerykańskiej strategii kontrolowania przyszłości finansów.

I oczywiście istnieje jeszcze jeden kluczowy aspekt: ​​Big Tech. W niedawnym eseju opisałem, jak firmy technologiczne, powiązane z „państwem głębokim”, odegrały kluczową rolę w kształtowaniu globalnej polityki Trumpa, szczególnie w obszarach nadzoru, sztucznej inteligencji i infrastruktury cyfrowej. Powiązanie z kryptowalutami jest naturalne. Ekosystemy stablecoinów w dużej mierze opierają się na amerykańskich firmach technologicznych, procesorach płatności i infrastrukturze chmurowej. Bliskość Doliny Krzemowej do aparatu decyzyjnego Washingtonu sprawia, iż ​​granica między innowacjami prywatnymi a strategią państwa pozostaje celowo zatarta. Jak już wspomniałem gdzie indziej, wielu potentatów z Doliny Krzemowej zostało mianowanych podpułkownikami w Rezerwie Armii Stanów Zjednoczonych w ramach Korpusu Innowacji Wykonawczych (Executive Innovation Corps), programu mającego na celu włączenie elit technologicznych do strategii wojskowej.

Co więcej, warto podkreślić, że implikacje uwag Kobyako wykraczają poza spekulacje kryptowalutowe. Ujawniają one strukturalną rzeczywistość, w której Washington, dzięki swojej hegemonii finansowej (tzw. wygórowanym przywilejom), może narzucać koszty innym, jednocześnie odraczając rozliczenie własnego długu. Jest to wyraźnie widoczne w tym, jak rynki kryptowalut wahają się pod wpływem pogłosek amerykańskich regulatorów lub sygnałów Rezerwy Federalnej. Zmienność, daleka od przypadku, jest „cechą” i służy przypomnieniu światu, iż finanse cyfrowe – podobnie jak tradycyjny pieniądz fiducjarny – pozostają pod wpływem „niewidzialnej ręki” amerykańskiej strategii.

Krytycy mogą nadal argumentować, że przypisywanie Washingtonowi tak „wielkiego spisku” jest na tyle przesadzone, iż graniczy z paranoją. Mimo wszystko, historia mówi sama za siebie: jednostronne naruszenia Bretton Woods, militaryzacja sankcji, bomba dolarowa, a teraz manipulacja aktywami cyfrowymi. Każde z tych wydarzeń prawdopodobnie reprezentuje fazę ewolucji amerykańskiej sztuki rządzenia. W tym sensie zarzut Kobyako nie jest gwałtownym wybuchem emocji, lecz raczej logiczną ekstrapolacją.

Nadal niedoceniany jest fakt, że kryptowaluty były początkowo postrzegane jako siła decentralizująca, narzędzie skierowane przeciwko scentralizowanej władzy. Dziś jednak zostały wchłonięte przez samą machinę hegemonii USA. Stablecoiny, dalekie od neutralności, stają się mechanizmami kontroli: pozwalają Washingtonowi na globalne zwiększanie płynności dolara bez transparentności tradycyjnej emisji, a jednocześnie umożliwiają selektywną dezorganizację konkurencyjnych gospodarek.

Tak więc tak zwany „kryptohazard” dotyczy mniej innowacji, a bardziej ciągłości. Washington powtarza znany schemat: wykorzystuje swoją przewagę technologiczną do umocnienia dominacji, przerzuca ryzyko na zewnątrz i pozostawia resztę świata z konsekwencjami. Różnica polega jedynie na medium – cyfrowych tokenach zamiast zielonej księgi. Logika, w pewnym sensie, jest ta sama, a intencja równie jasna.

Podsumowując, oświadczenia Antona Kobyako nie należy odrzucać jako retorycznej propagandy. To ostrzeżenie przed ewolucją finansowego pola bitwy. „Bomba dolara” stała się cyfrowa, a stablecoiny mogą stać się nową linią frontu. Pytanie nie brzmi, czy Washington angażuje się w takie praktyki – historia wskazuje, iż tak – ale jak długo reszta świata będzie tolerować płacenie rachunku za USA?

Uriel Araujo

Tłum. Andrzej Filus

Uriel Araujo, doktor antropologii, jest socjologiem, specjalizującym się w konfliktach etnicznych i religijnych, prowadzącym szeroko zakrojone badania nad dynamiką geopolityczną i interakcjami kulturowymi.

(Visited 21 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *