Nazista Janusz Waluś – pozostaje tylko przeprosić za to, że zrodziła go polska ziemia! (4)
X X X
17. marca 1992 odbyło się w RPA referendum, ograniczone do białych obywateli, którzy mieli zadecydować o kontynuacji procesu reform, prowadzących do całkowitego zniesienia apartheidu. Pytanie referendalne brzmiało: „Czy popiera Pan/Pani kontynuację procesu reform, który Prezydent Państwa rozpoczął 2. lutego 1990 r. i który ma na celu uchwalenie nowej Konstytucji w drodze negocjacji?”. Głównym celem referendum było uzyskanie przez prezydenta F. W. de Klerka silnego mandatu od białego elektoratu do kontynuowania negocjacji z Afrykańskim Kongresem Narodowym (ANC) i innymi organizacjami, co miało na celu demontaż systemu apartheidu i stworzenie nowej, wielorasowej konstytucji. De Klerk ogłosił referendum po tym, jak jego Partia Narodowa (NP) straciła poparcie w kilku wyborach uzupełniających na rzecz prawicowej Partii Konserwatywnej (CP), która opowiadała się za utrzymaniem segregacji rasowej. Frekwencja: wyniosła około 85%. Wynik: 68,7% głosujących opowiedziało się za kontynuacją reform, a 31,3% było przeciw. Wynik został entuzjastycznie przyjęty na całym świecie i przez Nelsona Mandelę, który w tym czasie prowadził negocjacje z rządem. Prezydent de Klerk ogłosił po ogłoszeniu wyników: „Dziś zamknęliśmy książkę apartheidu”.
X X X
Janusz Waluś: Referendum było dla mnie momentem – momentem o bardzo istotnym znaczeniu w moim życiu. W wyborach w Potchefstroom Komunistyczna Partia wygrała bezwzględną większością głosów, pokazało to w tym momencie, że prezydent de Klerk nie ma innego wyjścia, jak ogłosić wybory powszechne w świetle tego, co powiedział przed wyborami w okręgu Potchefstroom. Zrobiłby to każdy uczciwy polityk i każda uczciwa osoba, ale tak się nie stało, jak wiemy. F. W. de Klerk manipulował wyborcami w bardzo niejednoznacznym referendum, dotyczącym negocjacji, czy wyborcy zgodzą się na negocjacje, czy też nie. De Klerk manipulował ówczesnym elektoratem białych, w którym prosił o mandat do negocjacji z ANC. Wspomniał również, iż niezależnie od wyników tego referendum, zanim podejmie jakiekolwiek zdecydowane zmiany, zmiany konstytucyjne, wróci do swojego kluczowego elektoratu. Jak pokazała historia z 1992 roku, jeśli chodzi o referendum, południowoafrykański elektorat wydaje się całkowicie zagubiony. Wygląda na to, że ludzie nie wiedzą dokładnie, na co głosują, a pytania i odpowiedzi w obu referendach nie były jasne. Takie było moje odczucie. Poza tym, o ile wiem, Afrykanerzy to zazwyczaj mili ludzie, którzy z psychologicznego punktu widzenia zawsze wolą odpowiedź „tak” niż „nie”. Nie mogłem zrozumieć, jak ludzie, którzy mają demokratyczny wybór, widząc jasno, co się dzieje, kreują sobie taki los. Każdy jasno myślący człowiek wiedział, jaki będzie wynik negocjacji kogoś tak słabego jak F. W. de Klerk z ANC. Więc byłem po prostu zagubiony, a co do wyników – nie byłem zadowolony z wyników referendum i próbowałem znaleźć miejsce, do którego się udać. Zobaczyłem, że to, co przeważa, może prowadzić tylko do jednego celu. Próbowałem dowiedzieć się w ambasadzie Paragwaju, kraju zdecydowanie antykomunistycznego i o klimacie podobnym do RPA, ale nie mogłem myśleć o mojej rodzinie w RPA i o wielu moich przyjaciołach, których znalazłem tutaj wśród Afrykanerów, anglojęzycznych i wśród Polaków i po prostu nie mogłem się zdecydować na ten krok. Po prostu nie mogłem się zdecydować, żeby zrobić coś jeszcze raz w swoim życiu, żeby zmienić kraj ponownie. To była trudna decyzja. Wydawało się, iż coś jeszcze można zrobić, jakiś cud, bo w tej chwili każdy mógł wierzyć tylko w cud. Wydawało się, że droga demokratyczna jest całkowicie zamknięta. Dla mnie po prostu ktoś, kto raz skłamie, na pewno skłamie ponownie. Moim zdaniem ludzie, którzy byli z de Klerkiem w Partii Narodowej, zostali oszukani. Wiedziałem na pewno, że to był mój drugi i ostatni głos w RPA. Przed referendum starałem się przekonać moich przyjaciół i znajomych, których znałem z pracy, biznesu i rodziny, mówiłem, że jeśli zagłosujecie „tak”, to znaczy, że zagłosujecie, po raz ostatni. W tamtym czasie spotykaliśmy się z Clive’em Derby-Lewisem (jednym z szefów Południowoafrykańskiej Partii Konserwatywnej) tak często, jak tylko mieliśmy czas i omawialiśmy sytuację, sytuację polityczną w RPA. Zawsze wysoko ceniłem Clive’a jako polityka i zawsze postrzegałem go jako przykład źródła nastrojów i polityki Partii Konserwatywnej. Mógłbym powiedzieć, że kiedykolwiek chciałem dowiedzieć się czegoś o polityce Partii Konserwatywnej i jej stanowisku, Clive Derby-Lewis był osobą, od której oczekiwałem tych informacji i wiedziałem również, że jest bardzo ceniony przez innych członków Partii Konserwatywnej. Dyskusje z Clive’em po referendum były bardzo intensywne. Po prostu doszliśmy do pytania „Co teraz?”. Oczywiście, w tamtym czasie, w 1992 roku, byłem praktycznie przepracowany. Pracowałem, byłem kierowcą dużych ciężarówek, jeżdżąc nimi na długich dystansach, bardzo rzadko bywałem w domu i rzadko miałem czas, żeby spotkać się ze znajomymi, ale jak wspomniałem wcześniej, spotykałem się z Clive’em tak często, jak to było możliwe. W tym samym roku 1992, po referendum tu w RPA, zostałem zaproszony przez mojego dziś zmarłego ojca, który prowadził firmę w Szwajcarii i w Polsce, zajmującą się dystrybucją szkła przemysłowego i kryształów. Wykształciłem się w tym zawodzie. Otrzymałem zaproszenie od ojca na święta, aby odwiedzić go i moją córkę Ewę w Polsce, której nie widziałem od lat. Jak wspomniałem wcześniej, moje małżeństwo rozpadło się z powodu stanu wojennego, wprowadzonego w Polsce w 1982 roku i tego, że moja żona i córka nie mogły przyjechać na czas do RPA. W grudniu 1992 roku, zostałem zaproszony na grilla do jego domu (Clive Derby-Lewisa). Towarzyszyli mi moi przyjaciele z Polski, małżeństwo z Polski. To było, o ile pamiętam, moje pierwsze spotkanie z Clive’em od momentu powrotu z Europy. Podczas tego spotkania Clive Derby-Lewis pokazał mi listę nazwisk i adresów. Usiedliśmy przy stole, a Clive poprosił mnie o ponumerowanie listy zgodnie z jego instrukcją. Odbyliśmy dyskusję na temat demokratycznej drogi, która jest już dla nas zamknięta, a prawica musi podjąć bardziej radykalne działania. Nie jestem pewien, czy używam właściwego określenia, ale mam na myśli bardziej konkretne działania. Wniosek – musimy coś zrobić, aby powstrzymać to, co panowało w RPA w tamtym czasie. Jeśli dobrze pamiętam, przed referendum skupialiśmy się bardziej na kwestiach politycznych i na tym, jak problem można rozwiązać poprzez głosowanie na spotkaniach, po prostu pokojowo. Stwierdziliśmy, iż musimy się uzbroić, musimy się przygotować do wojny i musimy być gotowi, jeśli w każdej chwili, która nadejdzie, będziemy musieli być gotowi i uzbrojeni – mniej więcej tak mi podpowiada pamięć. Clive wspomniał coś o kolejności numerów, jeśli chodzi o wrogość ludzi wobec konserwatystów, a także wobec całej prawicy. Tak to pamiętam. Wspominając, że to tylko kilka nazwisk coś mi mówiło, nic dla mnie nie znaczyło. Po prostu ponumerowałem je zgodnie z instrukcjami pana Derby-Lewisa. (Cdn.)
Roman Boryczko,
grudzień 2025

