Kalejdoskop wydarzeń prawdziwych ze źródeł wiarygodnych zaczerpnięty, a o takowe dziś w rzeczy samej niełatwo…
Dziwny jest ten świat – wydawać by się mogło – świat zwykłych ludzkich spraw…
Już tylko najwytrwalsi i wielcy uczeni w piśmie mogą ogarnąć dziwy, które ogarnęły śląską rzeczywistość ostatnimi czasy. Górnictwo, a w tym wspomnianą już niejednokrotnie wisienkę na torcie, którą jest nasza jeszcze kopalnia „Krupiński” – to już istna tajemnica przysłowiowego poliszynela. I pewnie taką by pozostała, gdyby nie media. I nie wszystkie niestety, które z uporem przedzierają się z prawdą do nas, szaraczków, oczekujących w końcu odpowiedzi na dziesiątki, ba – setki pytań z tą sprawą i sytuacją przedziwną związanych….
Pamiętamy czasy, kiedy to z półek kiosków Ruchu (w tym miejscu młodszemu pokoleniu należą się słowa wytłumaczenia – otóż działała kiedyś na terenie Polski firma nosząca taką nazwę a trudniła się między innymi dostarczaniem prasy właśnie nam szaraczkom, a kiosk to mały domek), pani czy też miły starszy pan przez niewielkie okienko podawali nam Trybunę Robotniczą czy też Ludu – także Trybunę – i kilka jeszcze trudno palnych czasopism bardzo wątpliwej wartości).
Kupowaliśmy te paszkwile za grosze, wyłuskiwaliśmy szczyptę prawdy z tej powodzi kłamstw i jakoś się żyło… Dziś nie ma już kiosków Ruchu, za to półki hipermarketów na stoiskach prasowych uginają się od kolorowej prasy – kolorowo, śmieszno i jakoś niestety mało na serio… Dodać trzeba jeszcze, że drogo! Rozrywki mamy po uszy, owszem, gorzej z prawdą, sito jakby zrobiło się gęste, przelatuje tylko to, co w danym czasie jest i powinno być czytane, czyli jak to zwykło się mówić – „poprawne politycznie”. Treści przez nas „kupowane” tylko pozornie są mało szkodliwe, efekt jest taki, że demolują nasze umysły w sposób niewyobrażalny, a prawdy jak nie było – tak „nima”, tyle, że na niej coraz mniej nam zależy, niestety – i o to właśnie co niektórym decydentom chodzi. Masz być posłuszny, a jak nie – to do kąta! Świat jest dziś dla bogaczy, wielkich i dobrze urodzonych… Chyba to już w polskiej historii przerabialiśmy, skończyło się laniem we wrześniu 1939 roku… Takie były założenia, lecz nie wszystkim szaraczkom ten styl odpowiada, a tym samym zaczynają dociekać prawdy sami.
Sztuka to dziś trudna i wymaga sporego zaangażowania z naszej strony, by wyłuskać, podobnie jak onegdaj, a może jeszcze z większym trudem, jak było to kiedyś – prawdę od kłamstwa.
Coś z tym smogiem jest „nie halo”
Pamiętamy czasy, kiedy to koksownie i huty na Śląsku stanowiły element krajobrazu, zaś dymy, wydobywające się z tychże obiektów stanowiły nieodłączny dodatek. Pamiętamy też ludzi, dożywających sędziwego wieku, sąsiadujących częstokroć niemalże z koksowniczymi bateriami. Smrodno było i nie za czysto – prawdy tej nikt ukrywać nie zamierza, marchewka w ogródku rosła, jabłuszka rumiane – z robaczkiem często – smakowały a jakże, kobiety na Śląsku urodne, zgrabne, zdrowe dziecka nam rodziły. Mieszkania wietrzyło się pomiędzy jednym wypchnięciem koksu z baterii a drugim, wszystko jak w zegarku. Szpitale wypełnione onegdaj były staruszkami, którzy czekali już tylko na swoje odejście.
Dziś oddziały ginekologiczne wypełnione są młodymi kobietami a często pacjentkami tychże oddziałów szpitalnych są dziewczyny z nowotworami dróg rodnych (a koksowni i smrodu już nima). Chłopy mniej do podziwiania, ale silne jak tury niegdyś i rozumne na Śląsku rosły. Dziś słabe toto, w sile wieku zapadają na swoje wstydliwe choroby, które są niestety początkiem szybkiego zejścia, a hut i koksowni „nima” (z uporem dodaję, dla lepszego rozpoznania problemu), nawet wróble upodobniły się do tych fruwających w Warszawie. 40 lat temu miały troszkę inny kolor piórek i latały na nieco niższym pułapie, (sadza na skrzydełkach nie pozwalała na pokonanie większych wysokości), dożywały owe ptaszki wieku podobnego do ludzi. Dziś często spotykamy ptaszka, leżącego na drodze, który zbyt wcześnie zakończył swój żywot z różnych powodów niestety, cywilizacyjnych z pewnością.
A oni tylko w mediach, że smog i dymy z kominów…. Węgiel jako przestępca pilnie poszukiwany! (Temat kabaretu? Niestety nie!).
Komin po to, żeby dymił, a dym, byle tylko nie był radioaktywny, to już sobie z nim matka natura poradzi. Wyczuwając smród o nieco innym, aniżeli przed laty zapachu, zaczynamy z uporem maniaka wręcz doszukiwać się prawdy.
Dociekliwy, nieufny rdzenny mieszkaniec tego przepięknego o czystym lufcie regionu, traci wiele cennego czasu w poszukiwaniu prawdy, no bo – chwalić Boga – w te wszystkie bzdury, którymi nas karmią, uwierzyć nie sposób. Intuicja, bo tylko to nam dziś zostało, kieruje człowieka tam, gdzie ma nadzieję czegoś się dowiedzieć. Po wielu uporczywych poszukiwaniach udaje mu się zdobyć jedno z niewielu źródeł, któremu można jeszcze zaufać i…
Po przeczytaniu tegoż dochodzi do wniosku, iż w trybie pilnym tą że wiedzą należy się podzielić z możliwie jak najszerszym gronem zainteresowanych. (Cdn.)
Tadeusz Puchałka


