JAK ZAKŁAMAĆ HISTORIĘ! (2)
8. maja jako Dzień Wyzwolenia już w 1950 roku NRD ogłosiła świętem państwowym. Kierownictwo partii zachowywało się tak, jakby „antyfaszystowska” NRD wraz z Armią Czerwoną przyczyniła się do zwycięstwa nad Hitlerem. Partia komunistyczna w NRD operowała sugestią, jakoby byli naziści mieszkali wyłącznie w RFN, co było oczywistą nieprawdą. Zachęceni przez swych komunistycznych sąsiadów, ale braci z krwi, Niemcy z RFN w osobie prezydenta Richarda von Weizsäckera w roku 1985 podczas obchodów czterdziestej rocznicy kapitulacji przedstawili alternatywną rzeczywistość, która stała się wygodna im samym. Prezydent RFN, Richard von Weizsäcker oświadczył w niemieckim Bundestagu: „8. maja był dniem wyzwolenia. Wyzwolił nas wszystkich od nieludzkiego systemu narodowosocjalistycznego terroru”.
Ta teza była tym bardziej znamienna, że w procesie zbrodniarzy wojennych w Norymberdze ojciec von Weizsäckera został skazany na siedem lat więzienia za zbrodnie przeciwko ludzkości, a on sam stanął wówczas w jego obronie. Dziesięć lat później zjednoczone Niemcy nie omieszkały uczcić tego dnia wspólnie ze zwycięskimi mocarstwami. Prezydent Roman Herzog zaprosił przywódców byłych państw alianckich na oficjalne uroczystości do Berlina w dniu 8. maja 1995 roku. Z okazji 60. i 70. rocznicy zakończenia wojny kolejni prezydenci Niemiec przemawiali w podobnym tonie. I tak w 2005 roku Horst Köhler podziękował „narodom, które pokonały Niemcy i wyzwoliły je od narodowego socjalizmu”. Dziesięć lat później Joachim Gauck oświadczył, że wojna zakończyła się dopiero wtedy, gdy alianci zmusili Niemcy do kapitulacji, „a tym samym wyzwolili także i nas, Niemców, spod dyktatury nazistów”.
X X X
Kogo więc wyzwalać mogła Armia Czerwona, skoro według dzisiejszej alternatywnej historii wszyscy Niemcy byli przeciwnikami reżimu hitlerowskiego, spiskowali i wkładali kij w tryby tej rachitycznej machiny? Wychodząc z tego dzisiejszego oczadzenia fałszem, wyłania się ogrom zbrodni zwyczajnej bierności tych, którzy, mimo że pośrednio w czystych ubraniach chodzili do pracy, prowadzili gospodarstwa, byli podporządkowani, najedzeni i szczęśliwi. Koniec wojny był jednak wyzwoleniem dla pewnej grupy – „żywych trupów”, więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych, o jakich dziś wszyscy wolą zapomnieć. Również prześladowani rasowo, religijnie, światopoglądowo a nawet ułomni zdrowotnie i umysłowo, jako będący na celowniku reżimu hitlerowskiego mogli odetchnąć z ulgą. To samo dotyczy milionów zagranicznych jeńców wojennych i robotników przymusowych. Ale zdecydowana większość Niemców znajdowała się po drugiej stronie barykady.
Dlatego tym bardziej zdumiewające jest, z jaką pewnością siebie wielu Niemców zalicza się dziś do ofiar i przeciwników reżimu narodowosocjalistycznego. My Polacy jesteśmy dziś częścią europejskiej rodziny państw demokratycznych. Według art.2 traktatu z Lizbony oraz Karty praw podstawowych Unii Europejskiej, również nam dany jest dostęp do wspólnego rozwoju, poszanowania prawa, wspierania pokoju na świecie jako jednego z filarów dobrobytu dla obywateli UE. Jak to jest, iż dziś w moim kraju nawet nie można spokojnie mówić o tej wzniosłej dacie Dnia Zwycięstwa Armii Czerwonej i narodu radzieckiego nad nazistowskimi Niemcami?
Uśmiechnięci Polacy, oczadziali z nienawiści prawicowi konserwatyści, prawica liberalna, tożsamościowa, jak również wszelkiej maści polska lewica są dziś w europejskim obozie wymazywaczy historii niewygodnej tym, którzy wtedy w tych mrocznych czasach, nigdy prawdziwie nie rozliczeni ze zbrodni, realizowali projekty eksterminacyjne dla wschodnich Europejczyków – ba, właściwie dla całej ludzkości jak okiem sięgnąć, zaś nasi dzisiejsi żółto-niebiescy „bracia” w obozach internowania i zagłady te lata temu najęli się jako gorliwi pomocnicy w dokonywaniu zbrodni na „podludziach” naszych przodkach z krwi, o czym dziś… zapomnieli. Najzabawniejsze jest to, że medialnie przymuszani, dziś sami mamy zapomnieć – kto kat a kto ofiara…
Roman Boryczko,
09.05.2025

