„Dom Braci” – zabić w imię zysku! (3)
X X X
Był piękny jesienny dzień 1984 roku, a Khan, mający wówczas osiem lat, cieszył się długo wyczekiwaną wycieczką do miasta ze swoim zwykle zajętym ojcem. Jednak ojciec Hana miał jeszcze kilka spraw do załatwienia i zdecydował, iż najszybszym i najbezpieczniejszym rozwiązaniem będzie pozostawienie dzieci na kilka minut pod opieką policjanta. Nikt nie wiedział, że ten policjant rozdzieli rodzinę. „Autobus zatrzymał się przed komisariatem policji i zostaliśmy zmuszeni do wejścia do środka” – wspominał Khan ponad 30 lat później. „Policjant wymieniał nieznane gesty z ludźmi, którzy wysiedli z autobusu. Nie mieliśmy pojęcia dokąd nas zabierają. – Tata kazał nam tu czekać! Tata już idzie! – Płakaliśmy i szlochaliśmy. Zaczęli nas bić, mówiąc, że robimy za dużo hałasu”.
Autobus zabrał ich do Hyungje Bokjiwon, prywatnej instytucji, która oficjalnie była uznawana za ośrodek socjalny. Dla Khana i jego siostry przybycie tutaj oznaczało początek koszmaru, który miał trwać trzy i pół roku i na zawsze zmienić bieg ich życia. „Dowódca plutonu i kilku innych chłopaków zdjęli ze mnie ubranie i wylali na mnie wiadro zimnej wody. Kiedy próbowałem zasnąć, trzęsąc się na całym ciele, dowódca plutonu przyszedł ponownie i mnie zgwałcił. Robił mi to przez trzy noce z rzędu, aż zostałem przeniesiony do innego plutonu. Widziałem faceta w białym fartuchu, ciągnącego więźnia po podłodze. Wyglądał na martwego. Całe ciało miał zakrwawione. Oczy miał wywrócone do tyłu. Facet w białym fartuchu nie przejmował się tym i po prostu ciągnął go gdzieś dalej. Jedyne, co dostałem w tym ośrodku, to zestaw niebieskich dresów, gumowe buty i jeden komplet nylonowej bielizny. Rzadko brałem prysznic. Całe moje ciało było pokryte wszami. Codziennie, dosłownie codziennie, jedliśmy zgniłe ryby i cuchnący ryż jęczmienny. Prawie wszyscy więźniowie cierpieli z powodu niedożywienia. Cztery osoby spały rzędem na małym łóżku. Gwałty zdarzały się każdej nocy w kącie dormitorium”.
Choi Seung-woo, kolejny ocalały z Hyungye Bokjiwon, miał 13 lat, gdy został zabrany z ulicy, gdy wracał ze szkoły do domu. „Policjant kazał mi się zatrzymać i zaczął przeszukiwać moją torbę” – powiedział BBC. „Było tam pół bochenka chleba, resztki mojego lunchu, który dostałem w szkole. Zapytał mnie, skąd ukradłem chleb. Torturował mnie, przypalając mi genitalia zapalniczką. Nadal mnie bił, mówiąc, że nie puści mnie, dopóki nie przyznam się do „przestępstwa”. Chciałem tylko wrócić do domu, więc skłamałem. <Ukradłem go, ukradłem go. Proszę, puść mnie …>.” Około 10 minut po tym, jak zmuszono go do przyznania się do przestępstwa, którego nie popełnił, przyjechała chłodnia i siłą wpuszczono go do środka. Choi mówi, iż to był początek jego „więziennego życia”. Spędził prawie pięć lat w Hyungje Bokjiwon, w tym czasie był świadkiem i ofiarą poważnego znęcania się seksualnego i fizycznego. Choi został umieszczony w plutonie pod dowództwem innego więźnia, który awansował na dowódcę plutonu, otrzymał upoważnienie do „szkolenia innych” i po cichu zezwalał na stosowanie siły fizycznej.
X X X
W grudniu 1986 roku prokurator Kim Yong-won zaczął śledztwo po tym, jak coraz więcej osób wskazywało, iż za murami prywatnego ośrodka nie dzieje się dobrze i że osoby przetrzymywane mogą być darmową siłą roboczą. Na początku 1987 roku zapoczątkowano duże śledztwo, w ramach którego przeprowadzono rozmowy z ponad 100 osadzonymi osobami, strażnikami i zarządcami ośrodka. W efekcie ustalono, iż zdecydowana większość więźniów do Domu Braci trafiła wbrew swojej woli i była tam zmuszana do nieodpłatnej pracy – produkowali m.in. sprzęt wędkarski, długopisy, ubrania, buty, wykałaczki, koperty czy parasolki do drinków. Tak naprawdę ledwie 10 proc. osadzonych przed zatrzymaniem naprawdę było osobami w kryzysie bezdomności. Przeszukano pomieszczenia dyrektora – Park In-geuna, gdzie znaleziono w sejfie prawdziwą fortunę. Wyciąg z konta w banku, opiewający na 2 miliardy wonów (około 10,6 mln dolarów) – on i jego rodzina przywłaszczali sobie pieniądze, zarobione przez tysiące zmuszanych do pracy więźniów. Śledztwo zablokować próbowali wysoko postawieni urzędnicy – ponoć z obawy o to, by nie doszło do skandalu przed Igrzyskami w Seulu.
X X X
Od 1975 do 1987 roku w Domu Braci zamęczono 513 osób – ciała chowano w tajemnicy, czasem kremowano i umieszczano na publicznych cmentarzach, w niektórych przypadkach sprzedawano pobliskim szpitalom. W 2012 roku odnaleziono następnych 38 ofiar, które zmarły pomiędzy 1986 a 1988 rokiem. Południowokoreańska Komisja Prawdy i Pojednania, która rozpoczęła serię trzech dochodzeń w sprawie Domu Braci w 2022 roku, ustaliła, że w ośrodku zginęło łącznie 657 osób. W oficjalnych dokumentach odnotowano 144 zgony.
X X X
Park In-geun w 1989 roku został postawiony w Korei Południowej przed Sądem Najwyższym nie jako zwyrodnialec i morderca, a pod zarzutami nielegalnego przetrzymywania więźniów wbrew ich woli. Władze naciskały na wstrzymanie śledztwa i niski wymiar kary. Ostatecznie właściciela obozu przymusowej pracy skazano na bardzo krótki wyrok (2,5 roku), po odbyciu którego on i jego rodzina wyemigrowali do Australii, gdzie za pieniądze zdefraudowane i zrabowane ofiarom w Domu Braci rozkręcili nowy biznes. Park zmarł z przyczyn naturalnych w 2016 roku. Wyjątkowo smutna historia…
Roman Boryczko,
2025, wrzesień

