Szczyt Arabski: Retoryka bez determinacji? Granice solidarności arabskiej, Doha 2025
Nadzwyczajny Szczyt Arabsko-Islamski w Dosze potępił atak Izraela na terytorium Kataru, ale nie podjął żadnych konkretnych działań, obnażając rosnącą przepaść między retorykąa rzeczywistością w solidarności Arabów z Palestyną.
Pomimo „dobrych intencji”, śmiałych deklaracji i dramatycznych oświadczeń na Nadzwyczajnym Szczycie Arabsko-Islamskim w Dosze, reakcja na śmiertelny atak Izraela na terytorium Kataru była w dużej mierze symboliczna, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Tylko czas pokaże, czy ta droga do piekła jest wybrukowana „dobrymi intencjami”.
Pomimo ostrego potępienia ze strony obecnych delegatów i ich zbiorowej solidarności, nie podjęli oni żadnych konkretnych działań – gospodarczych, dyplomatycznych czy innych – które „mogłyby” i/lub „powinny” wywrzeć realną presję na Izrael i Stany Zjednoczone.
Słowa i deklaracje są bez znaczenia, jeśli nikczemne czyny nadal wyprzedzają puste słowa – zarówno dla Palestyńczyków, jak i dla całego regionu.
Szczyt Arabski to w najlepszym razie puste słowa!
15. września 2025 roku przywódcy z całego świata arabskiego i islamskiego zebrali się w Dosze na Nadzwyczajnym Szczycie Arabsko-Islamskim, zwołanym w odpowiedzi na eskalację izraelskiej agresji i celowe bombardowanie terytorium Kataru.
Jednym z takich przykładów retorycznej solidarności był przykład pakistańskiego premiera, Shehbaza Sharifa, który podczas szczytu wezwał do zawieszenia członkostwa Izraela w Organizacji Narodów Zjednoczonych, twierdząc, że jedynym realnym rozwiązaniem jest rozwiązanie dwupaństwowe. Potępił to, co nazwał naruszeniem suwerenności Kataru, oświadczając: „Państwo siostrzane Katar padło ofiarą ataku… i stanowczo potępiamy ten atak”.
Szczyt w Dosze obnażył pogłębiającą się przepaść między „retoryką a rzeczywistością” w świecie arabskim i islamskim.
Izraelski atak wymierzony był w wysokich rangą przywódców Hamasu, którzy spotykali się, aby omówić popieraną przez Stany Zjednoczone propozycję zawieszenia broni. W tym bezprecedensowym akcie agresji zginęło co najmniej sześć osób: pięciu członków Hamasu i jeden katarski oficer bezpieczeństwa. Oprócz społeczności międzynarodowej, nawet Mossad wyraził zastrzeżenia wobec tak prowokacyjnej taktyki – nie dlatego, iż cel nie uświęca środków, ale dlatego, że misja powinna być przeprowadzona z większą delikatnością i uwzględnieniem realiów geopolitycznych oraz możliwości pojawienia się kolejnych negatywnych komentarzy w prasie.
I co w związku z tym?
Jednak nawet jeśli takie oświadczenia padają swobodnie na spotkaniach na wysokim szczeblu, nie są one w stanie powstrzymać trwającego w Strefie Gazy ludobójstwa ani dążeń Netanjahu do „Wielkiego Izraela”. Sytuacja jest złowroga: skoro Zachodni Brzeg nie ucierpiał jeszcze bardziej, trudno ignorować możliwość, że Palestyńczycy z obywatelstwem izraelskim mogą ponownie doświadczyć gniewu śmiercionośnej machiny wojennej Izraela.
Dla wielu Palestyńczyków nadzieja na coś więcej niż słowa stała się koniecznością. Słowa – jakkolwiek mocne – są bowiem bezsilne w obliczu bombardowań, okupacji, głodu, przymusowych przesiedleń i celowych ataków na ludność cywilną. Według Światowego Programu Żywnościowego co trzeci mieszkaniec Strefy Gazy nie jadł od kilku dni, a według szacunków prawie 500 osób już umarło z głodu.
Prześladowany staje się prześladowcą
Pomimo powszechnych zdjęć dzieci, które przypominają niewiele więcej niż szkielety, Izrael zaprzecza swojej oczywistej kampanii masowego głodu i odrzuca ją jako fake news, podsycane przez wściekły antysemityzm. Jednak świat się budzi, zwłaszcza młodsze pokolenia. W świecie zalewanym filmami, przedstawiającymi budynki mieszkalne niszczone przez precyzyjne ataki rakietowe oraz mężczyzn, kobiety i dzieci, zastrzelonych w kolejkach po żywność przez amerykańskich kontrahentów wojskowych, podszywających się pod pracowników pomocy humanitarnej, wielu nie wierzy już w narrację, że Izrael jest bezbronną ofiarą. Przeciwnie, Izrael stał się sprawcą dokładnie tego rodzaju ataków, których często twierdzi, że jest ofiarą.
Naprzód, Chrześcijańscy Żołnierze
Mówienie „całkowicie odrzucamy agresję”, podczas gdy ludzie wciąż umierają jak muchy, jest jak obserwowanie dziecka z terminalnym rakiem i po prostu potępianie choroby. Słowa mają niewielkie znaczenie, jeśli nie są poparte konkretnymi działaniami. Brutalna agresja Izraela na Katar i cały region nadal podważa perspektywy pokoju na szerszą skalę, a jej ostatecznym celem jest wciągnięcie Stanów Zjednoczonych w wojnę na Bliskim Wschodzie.
Palestyńczycy czekają z zapartym tchem, wiedząc, że gdy Gaza zostanie „oczyszczona”, Zachodni Brzeg stanie się kolejnym celem Izraela w zakresie rozwoju rynku nieruchomości. Rozpoczął się już tzw. ruch osadniczy i w zawrotnym tempie zwiększa się liczba nielegalnych osiedli. Podczas, gdy oczy świata zwrócone są na Gazę, tysiące Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu straciło domy i ziemię pod groźbą broni.
Pomimo wypranych mózgów Amerykanów i Europejczyków, którzy wciąż powtarzają jak papuga: „Izrael ma prawo do obrony”, izraelski minister finansów odszedł od utartych schematów. Podczas niedawnej konferencji poświęconej odnowie miejskiej w Tel Avivie, Bezalel Smotrich z satysfakcją stwierdził: „Na stole prezydenta Trumpa leży plan biznesowy opracowany przez najbardziej profesjonalnych ludzi, jakich można sobie wyobrazić… jak to wszystko przerodzi się w prawdziwy raj na rynku nieruchomości”.
Jeśli ktoś NADAL uważa, iż w tej wojnie chodzi o cokolwiek innego niż o ziemię, zysk i całkowitą zagładę narodu palestyńskiego, mam do sprzedania piękną nieruchomość nad brzegiem morza w Palm Beach na Florydzie.
Podstawowe pytanie, na które nie ma odpowiedzi, a którego niewielu chce się podjąć, brzmi: jak wyglądałaby prawdziwa solidarność i jakim kosztem, zarówno w perspektywie krótkoterminowej, jak i długoterminowej?
Solidarność arabska to w najlepszym razie puste słowa!
Prawdziwy wpływ wymaga działania, a nie tylko „całkowitego odrzucenia”, aby cykl przemocy nie ogarnął Zachodniego Brzegu, terytoriów z 1948 roku i dalej. Jeśli historia jest jakimkolwiek przewodnikiem, bez niej śmiertelna choroba dziecka pozostaje nieleczona.
Rozłam arabsko-islamski jest normą, co widać po tym, że państwa Zatoki Perskiej (takie jak ZEA) utrzymują ciche stosunki z Izraelem (np. lądowanie wojskowego samolotu ZEA w Tel Avivie podczas szczytu), podczas gdy inne, takie jak Turcja, oferują wymianę technologii obronnych, ale nie tworzą konkretnego bloku antyizraelskiego.
Aby powstrzymać „trwające ludobójstwo”, potrzebne byłyby elementy, których brakowało na szczycie: zjednoczone bojkoty ekonomiczne, odstraszanie militarne (np. za pośrednictwem proponowanej grupy zadaniowej) oraz presja na podmioty, takie jak Stany Zjednoczone, na przykład kolejne embargo naftowe. Bez tego wszystkiego słowa z Dohy, Islamabadu, Washingtonu czy stolic europejskich, jakkolwiek dobrze brzmiące, nie dają żadnej ochrony przed bombami, głodem i strzałami w głowę dzieci.
Nawet CNN trafnie ujął swój nagłówek, momentami trafiając w sedno: arabscy przywódcy wygłaszają twarde słowa, ale niewiele robią w sprawie Izraela podczas szczytu w Katarze!
OPEC jest bezzębny i bezkręgosłupowy
Pomimo śmiałych oświadczeń ze strony państw takich jak Katar, Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie, kraje te wydają się albo niezdolne, albo niechętne do wywierania znaczącej presji na Izrael lub jego głównego sojusznika, Stany Zjednoczone, w celu wynegocjowania zawieszenia broni. Ten brak konkretnych działań stoi w jaskrawej sprzeczności ze zjednoczonym frontem przedstawionym przez państwa arabskie w 1973 roku, kiedy Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) wykorzystała embargo na ropę jako potężną broń, by wpływać na mocarstwa globalne i zapewnić zawieszenie broni podczas wojny Jom Kipur.
Embargo z 1973 roku było przełomowym momentem w geopolityce Bliskiego Wschodu. Odcinając eksport ropy naftowej krajom wspierającym Izrael, przywódcy arabscy zmusili te kraje do wywarcia presji na Izrael, by ten zaprowadził zawieszenie broni.
Sprawa palestyńska wydaje się obecnie tracić na znaczeniu, zwłaszcza wśród niektórych państw arabskich, mimo że jest pilniejsza niż kiedykolwiek. Realia gospodarcze, układy poboczne i wspólne interesy z Izraelem i mocarstwami zachodnimi osłabiły determinację, którą niegdyś przejawiały OPEC i Liga Arabska. Punkt ciężkości przesunął się w stronę współpracy i zysku, odsuwając na dalszy plan los Palestyńczyków.
Nikt nie ma monopolu na hasło „NIGDY WIĘCEJ!”
Wpis, opublikowany kiedyś na Instagramie przez Muzeum Holokaustu w Los Angeles, a następnie nagle usunięty po fali syjonistycznej reakcji, brzmiał: „Nigdy więcej nie może oznaczać tylko Nigdy więcej dla Żydów”. Ten podwójny standard przywodzi na myśl mrożący krew w żyłach rozkaz Adolfa Hitlera z 22. sierpnia 1939 roku:
„W związku z tym ustawiłem moje formacje trupich głów w gotowości – na razie tylko na Wschodzie – z rozkazem bezlitosnego i bezlitosnego zabijania mężczyzn, kobiet i dzieci polskiego [palestyńskiego] pochodzenia i posługujących się językiem. Tylko w ten sposób zdobędziemy potrzebną nam przestrzeń życiową (Lebensraum). Kto w końcu mówi dziś o zagładzie Ormian?”
Ta uwaga jest bezpośrednim nawiązaniem do ludobójstwa Ormian z 1915 roku, sugerując, że okrucieństwa zostaną zapomniane, jeśli zwycięzcom pozwoli się pisać historię. Cytat ten podkreśla ponurą rzeczywistość: bez zdecydowanych działań, trwające ludobójstwo w Strefie Gazy (według ONZ) i towarzyszące mu cierpienie na Zachodnim Brzegu grozi zniknięciem ze zbiorowej, globalnej świadomości. Okrucieństwa Izraela wkrótce zostaną przyćmione przez realia gospodarcze i polityczne oraz selektywną amnezję.
Szczekać, ALE NIE kąsać!
Szczyt w Dosze ostatecznie obnażył pogłębiającą się przepaść między „retoryką a rzeczywistością” w świecie arabskim i islamskim. Przywódcy wyrazili oburzenie, ale nie wykazali się determinacją ani zaangażowaniem; nie zaoferowali żadnych instrumentów nacisku – żadnych dotkliwych embarg, żadnych skoordynowanych bojkotów, żadnych wezwań do ostrych sankcji, żadnego wiarygodnego odstraszania, a już na pewno żadnych działań militarnych.
Dla Palestyńczyków ta rzeczywistość ma charakter egzystencjalny: podczas gdy spadają bomby, szerzy się głód, a rodziny chowają swoich zmarłych, deklaracje „solidarności” pozostają jedynie teatrem dyplomatycznym.
Pamięć 1973 roku powinna pokazać, co można osiągnąć wspólnym działaniem Arabów w krótkim czasie; jednak pamięć o zapomnianych ludobójstwach pokazuje, co gwarantuje bezczynność. Jeśli słowom ostatecznie nie będzie towarzyszyć zbiorowa wola, tragedia Palestyny grozi, iż stanie się czymś więcej niż tylko kolejnym rozdziałem wywłaszczenia Palestyńczyków.
Wkrótce stanie się to kolejnym ostrzeżeniem wymazanym z historii przez bezczynność tych, którym rzekomo najbardziej na tym zależy.
Seth Ferris,
20. września 2025 r.
Tłum. Andrzej Filus
Seth Ferris, dziennikarz śledczy i politolog, ekspert ds. Bliskiego Wschodu
Za: Theinteldrop

