11. listopada 2024 – jeszcze w domu!
Kolejne Święto Niepodległości obchodzimy w zróżnicowanych nastrojach, ale jednak w domu. Niefortunny twór, z przedziwnych powodów zwany UNIĄ Europejską, przerobił co prawda w Rocie Niemców na Krzyżaków i podtrzymuje wymienny charakter stołecznych rządów, by zaspokoić ambicje i konta bankowe mogli członkowie wszystkich partyjek – przy zachowaniu dozgonnej wdzięczności wobec dobroczyńców z okolic Unter der Linden – to jednak wciąż nie wraca oficjalnie do koncepcji „podludzi” i traktuje Polaków tak, jak sobie na to pozwalają. A że pozwalają niemal na wszystko, to już inna bajka. I nie tyle Polacy, co politycy, przydzieleni Warszawie ku chwale innych ojczyzn.
Wbrew bełkotowi oficjalnych mediów Kreml ma inne kłopoty, niż wojna z RP. O jakiej tu zresztą wojnie mówić, skoro broń i amunicja z polskich jednostek i składów MON już dawno przekroczyły linię Bugu w kierunku wschodnim? I nie ma się co łudzić – nie wrócą! Toteż grozi nam „co najwyżej” udział w awanturze, w jaką próbuje Rzeczypospolitą zaangażować min. Sikorski, choć to wszak kompetencje min. Kosiniaka-Kamysza. Ale ten nie ma sławnej, amerykańskiej żony…
Marsz Niepodległości się odbędzie, prezydent Trzaskowski może nie zadba o prowokacje wobec uczestników. O nich zresztą decyduje się wyżej, nie wszystkie kukiełki sceny politycznej mają dostęp do ściśle tajnych maili i szyfrogramów.
Świętujmy tedy, Polacy rozrzuceni po świecie, skoro jeszcze możemy.
Polskość rozstrzyga się w sercach i sumieniach. Jak dotąd obowiązkowy model demokracji atlantyckiej tam jeszcze dotrzeć nie umie.
Wszystkiego, co najlepsze, Drodzy Czytelnicy spod Biało-Czerwonej! I niech nam żaden urzędas z Brukseli czy Washingtonu nie wmawia, iż nie zasłużyliśmy…
Redakcja SięMyśli
11. listopada 2024 r.


