Niełatwa Wielkanoc 2026
Czas mamy prawdziwie niełatwy. Nawet kardynałowie nie do końca wiedzą, jakiemu Bogu służą. Nie wszyscy, ale jednak. Politycy, miast służyć swoim wyborcom, stają się niewolnikami mamony. Dla niej zdradzą każdego. Toteż tym łatwiej korporacjom i wielkim bankom sterować ludźmi, których większość uważa za liderów sceny politycznej. Będąc jedynie marionetkami – muszą oni godzić się na wszystko: zrywają sojusze, wypowiadają umowy gospodarcze, zrzucają biały fosfor na cywilne osiedla…
A przecież Wielkanoc to chwila zwycięstwa Dobra nad Złem. Jakże trudno jest dziś uwierzyć, iż kiedykolwiek miało ono miejsce, skoro tym, co widzimy, jest powiększające wciąż obszar posiadania w naszych duszyczkach Zło. Zło dynamiczne, Zło niszczące Dobro jawnie lub podstępnie. Skutecznie jednak. Szaleństwo szybkiej (im szybciej tym mniejsze koszty) przemiany świata w Ziemię, opanowaną przez idee transhumanizmu – postępuje. Tymczasowo, z punktu widzenia tzw. szarego człowieka, rzeczy mają się niezwykle podle.
A jednak… Cywilizacja ludzka (jeszcze ludzka) przechodziła już różne kryzysy. Siłą dzisiejszych form Zła jest propaganda = sterowalne media. Siłą dobra – wciąż, konserwatywne podobno, tkwienie w tradycyjnych kulturach, w przypadku Europy, w dorobku chrześcijaństwa.
Oby okres Wielkiej Nocy pozwolił nam na przypomnienie sobie, skąd idziemy. I zastanowienie się nad tym, czy naprawdę musimy podążać ku moralnej przepaści, jak tego chcą twórcy przeróżnych Światowych Forów Ekonomicznych, BlackRocków etc. Póki mamy sumienia i wciąż rozumiemy znaczenie Zmartwychwstania Chrystusa, póty nic jeszcze stracone definitywnie nie jest.
Czego naszym Czytelnikom i właściwie wszystkim „ludziom dobrej woli” życzy
Redakcja SięMyśli


Dopóki rozróżniamy światło
Czas nie pyta, po czyjej jesteśmy stronie,
przesuwa się cicho
między nagłówkami,
między ekranami,
między jednym strachem a drugim.
Widzimy twarze, które miały być światłem,
a są tylko odbiciem cudzych dłoni,
poruszanych gdzieś wyżej –
albo niżej,
tam, gdzie sumienie nie sięga.
Słowa tracą ciężar,
obietnice kruszą się szybciej niż chleb,
a prawda – jeśli jeszcze istnieje –
mówi półgłosem,
bo krzyk stał się walutą.
I tylko gdzieś pod tym wszystkim,
pod warstwą cynizmu i zmęczenia,
tli się coś upartego,
co nie chce umrzeć.
Nie jest spektakularne.
Nie ma sponsorów.
Nie potrzebuje zgody większości.
To pamięć,
że dobro nie zawsze zwycięża głośno,
że czasem powstaje w ciszy,
jak światło w grobie,
którego nikt już nie pilnuje.
Może właśnie tam
zaczyna się odwrót –
nie w deklaracjach,
nie w systemach,
lecz w jednym człowieku,
który jeszcze rozróżnia.
Bo dopóki potrafimy nazwać ciemność ciemnością,
a światło – choćby najmniejsze – światłem,
dopóty droga nie jest zamknięta.
I nawet jeśli idziemy przez noc,
to nie dlatego, że nie ma świtu,
lecz dlatego, że jeszcze
nie podnieśliśmy wzroku.
Andrzej Sztumski
W marcu 2026