Larry Johnson: Trump kłamie, trąbiąc na cały świat o „uratowaniu pułkownika Ryana” z zestrzelonego F-15E (2)
Anthony Aguilar, emerytowany oficer Sił Operacji Specjalnych, ma nieco inne zdanie. Stawia hipotezę:
„Akcja ratunkowa przerodziła się w operację wysokiego ryzyka, pożądaną przez jednostki Delta Force, JSOC, SOF i ST-6, której celem było również przejęcie uranu w Iranie; stąd potrzeba tak wielu operatorów, wsparcia, samolotów itd. Właśnie taką operację planowali. Poniosła porażkę. Co więc stało się z samolotem? Nie sądzę, żeby utknął. Widziałem MC-130J brnące przez błoto, śnieg, żwir itd. Wątpię, żeby utknął. Bardziej prawdopodobne jest, że samolot został trafiony w powietrzu, a także trafiony i uszkodzony na ziemi, w prowizorycznym punkcie zbiórki na starym lotnisku w Isfahanie, dogodnie położonym w pobliżu domniemanego składowiska uranu”.
Następnie Greg Bagwell, obecnie prezes Brytyjskiego Stowarzyszenia Energii Aeronautycznej (UK Aerospace Energy Association), honorowy członek RUSI i były dowódca wyższego szczebla w Królewskich Siłach Powietrznych (RAF). Napisał na X:
„Niektórzy mogą się zastanawiać, dlaczego Stany Zjednoczone użyły dwóch MC-130 na lądowisku w Iranie, zamiast innych dostępnych typów samolotów. Poszlaką jest użycie śmigłowców Night Stalker AH-6 Little Bird, które również zostały zniszczone na lądowisku”.
„Operator uzbrojenia znajdował się kilkaset kilometrów od irańskiego wybrzeża i prawdopodobnie uznano, iż lot helikopterem na tak dużą odległość jest zbyt ryzykowny po tylu ostrzeżeniach i po trafieniach, odniesionych podczas ewakuacji pilota pierwszego dnia. Jednak położenie operatora uzbrojenia wysoko w górach i jego widoczne obrażenia wymagały pomocy, którą mógł zapewnić tylko helikopter. I właśnie tutaj z pomocą przyszedł Night Stalker AH-6 Little Bird.
Można go przetransportować samolotem C-130 i przygotować do lotu w ciągu kilku minut od rozładunku. Potrzebne było zatem tylko miejsce do lądowania C-130, wystarczająco daleko od strefy katastrofy, ale wystarczająco blisko zestrzelonego pilota. AH-6 Little Bird miały zabrać zestrzelonego pilota i dostarczyć go na pas startowy. Jednak nawierzchnia pasa prawdopodobnie nie wytrzymałaby lądowania C-130. W rezultacie kilka samolotów De Havilland Canada Dash 8 zostało wysłanych w celu ewakuacji personelu, ale nie były one w stanie przewieźć AH-6 Little Birds. Dlatego jedyną opcją było zniszczenie zarówno MC-130, jak i śmigłowców AH-6, aby nie ryzykować odlotu tych ostatnich.
Dlatego nie widzieliśmy w tej operacji samolotów V-22 Osprey ani Sikorsky MH-60/HH-60 Pave Hawk – to była kalkulacja ryzyka i korzyści.”
A oto moja interpretacja tego, co się wydarzyło. Zestrzelenie F-15E nie było podstępem, mającym na celu zamaskowanie planowanego nalotu Sił Specjalnych na obiekt nuklearny w Isfahanie. To był niefortunny zbieg okoliczności. Biorąc pod uwagę rangę operatora systemu uzbrojenia – i jego ściśle tajne informacje o operacjach USA w Zatoce Perskiej i Iranie – jego ratunek stał się priorytetem.
Pilność sytuacji doprowadziła do wezwania jednostki Połączonego Dowództwa Operacji Specjalnych (zakładam, że z siedzibą w Kuwejcie) do udziału w akcji poszukiwawczo-ratunkowej. Dwa samoloty C-130J były prawdopodobnie już wyposażone w dwa śmigłowce AH-6 Little Bird. Uważam, iż to czysty przypadek, że zaginiony operator systemu uzbrojenia akurat znajdował się na północny zachód od prymitywnego pasa startowego, który jednostka Połączonego Dowództwa Operacji Specjalnych planowała wykorzystać do nalotu na Isfahan.
Nadal nie wiemy, dlaczego samoloty C-130 nie wystartowały i dlaczego dwa samoloty C295 z 427. Eskadry Operacji Specjalnych zostały wezwane do ewakuacji amerykańskich żołnierzy.
Utrata kilku kluczowych zasobów powietrznych i podatność na ataki odległego lotniska w pobliżu Isfahanu mogły zmusić amerykańskich dowódców do odwołania planowanego nalotu, mającego na celu przejęcie irańskich materiałów jądrowych. Chociaż siły amerykańskie zostały zgromadzone i rozlokowane w piątek, 3. kwietnia, do misji przeciwko Isfahanowi, dowódca CENTCOM mógł zmienić zdanie i poinformować Przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów o swoich obawach dotyczących naruszenia bezpieczeństwa operacyjnego.
Jedno wiem na pewno: nie poznaliśmy jeszcze całej prawdy o tej operacji.
Aleksandr Uralskij,
Tłum. Andrzej Filus

