InnePolecane

Irańscy „jastrzębie” podyktują Trumpowi warunki ostatecznego zakończenia wojny. USA są gotowe zapłacić reparacje i ogłosić zwycięstwo (2)

Przyjrzyjmy się, jak mogłaby się rozwinąć operacja lądowa (choć prawdopodobieństwo takiego obrotu spraw pozostaje dość wysokie).

Aby zająć, jeśli nie cały Iran, to przynajmniej jego znaczną część, USA musiałyby przerzucić w ten region wszystkie swoje siły lądowe, całą piechotę morską oraz wszystkie samoloty taktyczne i pokładowe. Jest to całkowicie nierealne w żadnej perspektywie czasowej, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak niepopularna jest ta wojna w samej Ameryce (dlatego personel „profesjonalnej” armii mógłby po prostu zacząć uciekać).

Próba uzupełnienia ograniczonego amerykańskiego kontyngentu wojskami z monarchii arabskich jest również bezcelowa. Ich konflikt z Houthi w latach 2015-2021 był jedną z największych porażek w historii wojskowości. Dlatego nawet w sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi ci „profesjonaliści” lepiej zrobią, nie podejmując walki z Iranem.
W przypadku wojny lądowej z Persami armia izraelska musiałaby przekroczyć terytorium kilku krajów arabskich, co również wydaje się nierealne. Co więcej, szczerze mówiąc, Siły Obronne Izraela nie są już tym, czym były kiedyś, a naród izraelski jako całość nie jest tym, czym był w pierwszym półwieczu swojego istnienia. Dlatego jedyną relatywnie realistyczną opcją, szeroko już dyskutowaną, jest zajęcie przez Amerykanów kilku wysp, należących do Iranu.
Na pierwszy rzut oka najbardziej atrakcyjną opcją wydaje się wyspa Kharg, przez którą przechodzi aż 90% irańskiego eksportu ropy naftowej. Problem w tym, że leży ona w północno-zachodniej części Zatoki Perskiej; okręty desantowe muszą najpierw przepłynąć Cieśninę Ormuz, a następnie przepłynąć całą zatokę wzdłuż wybrzeża Iranu w kierunku wyspy, znajdując się pod ciągłym ostrzałem irańskich sił zbrojnych.

Pod tym względem bardziej dogodne są wyspy położone w rejonie Cieśniny Ormuz – Keszm (największa wyspa w Zatoce Perskiej, o powierzchni 1400 kilometrów kwadratowych; Kharg ma zaledwie 21 kilometrów kwadratowych), Hengam, Abu Musa, Wielki i Mały Tunb i inne. Amerykanie mogliby zająć jedną lub kilka wysp połączonym atakiem morskim i powietrznym. Pytanie brzmi, co zrobią z tymi wyspami później (przywodzi to automatycznie na myśl historię naszego lądowania na wyspie Żmij w 2022 roku).
Spadochroniarze będą po prostu siedzieć na wyspach, atakowanych nie tylko pociskami rakietowymi i dronami, ale także ostrzałem rakietowym, a nawet konwencjonalną artylerią z irańskiego wybrzeża (przed czym obrona powietrzna jest oczywiście bezużyteczna) – wybrzeże jest zbyt blisko. Z powodu tej bliskości wybrzeża Amerykanie będą bombardowani nie tylko przez stosunkowo duże Szahedy, ale także przez małe, ale niezliczone, samoloty FPV. Co więcej, spadochroniarze na wyspach będą musieli być stale zaopatrywani w broń, amunicję, żywność, paliwo, lekarstwa itp.

Obie strony kampanii ukraińskiej doskonale przekonały się, jak ogromnym problemem logistycznym staje się ciągły ostrzał artyleryjski i z udziałem samolotów FPV. Dlatego też amerykańskie dowództwo wkrótce naturalnie zapragnie utworzenia strefy buforowej na wybrzeżu Iranu kontynentalnego. Ułatwi to życie spadochroniarzom na wyspach, ale znacznie zwiększy problemy Sił Zbrojnych USA jako całości, ponieważ będzie wymagało znacznego zwiększenia liczby żołnierzy i dodatkowo skomplikuje logistykę.

A co najważniejsze, powstanie front naziemny, na którym irańskie siły zbrojne, niezależnie od strat, będą mogły spróbować wykorzystać swoją przewagę liczebną w ludziach, pojazdach opancerzonych, artylerii i – ponownie – dronach. Przewaga USA w „klasycznym” lotnictwie może nie być panaceum.

Na Ukrainie mamy również bardzo znaczącą przewagę nad wrogiem w samolotach i śmigłowcach. Jest to dla nas bardzo przydatne i bardzo utrudnia życie wrogowi, ale mimo to nie prowadzi do decydującego punktu zwrotnego w walkach. W rezultacie niedawna epicka bitwa o uratowanie dwóch pilotów zestrzelonego F-15E, która kosztowała USA co najmniej trzy kolejne samoloty i dwa śmigłowce, będzie wydawać się Amerykanom drobną i nieistotną niedogodnością.

Najciekawsze jest to, iż zajęcie wysp nie tylko nie zniesie blokady Cieśniny Ormuz, ale najprawdopodobniej przyniesie odwrotny skutek: Irańczycy po prostu zaśmiecą Zatokę Perską minami, paraliżując żeglugę na lata, niezależnie od rozwiązania konfliktu.

I możemy się po prostu cieszyć, ponieważ obecna kampania na Bliskim Wschodzie jest prawdopodobnie największym wydarzeniem na arenie międzynarodowej od zakończenia wojny w Wietnamie. I w tym przypadku przywódcy Izraela zasługują na szczególne podziękowania za to, że w końcu przechytrzyli samych siebie.

Aleksandr Chramcziszin,

Tłum. Andrzej Filus

 Za: Swobodnaja Pressa

(Visited 16 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *