Po reportażu Wiernikowskiej Ukraińcy wpadli w amok (2)
X X X
Pierwszy odcinek reportażu Kanału ZERO opublikowano 4. lutego 2026 pt. Wielka wyprawa Marii Wiernikowskiej w głąb Rosji #1. Nie będę teraz osądzał – czy i w jaki sposób materiał, realizowany przez znaną dziennikarkę jest prawdziwy. Reportaż Wiernikowskiej jest natomiast tak po ludzku ciekawy i daje do myślenia, bo pokazuje coś nowego, czego od wielu lat uderzani z ukraińskiego lewa, ukraińskiego prawa, ukraińskiego centrum i ze wszystkich ukraińskich mediów w Polsce zobaczyć nie mogliśmy – być może powierzchownie, ale jednak jest to życie, które współistnieje z całym okrucieństwem silnej wodzowskiej władzy.
Kaliningrad, miasto, ludzie obraz „przyziemnego” życia. Wiernikowska powstrzymuje się od oceniania, to my mamy, oglądając ten obraz sami (tu powtórzmy sami zdecydować komu wierzymy – nie przy pomocy Ukraińców z Centrum Operacji Informacyjno-Psychologicznych (CIPsO) – to zaplanowane działania, mające na celu przekazanie określonych informacji zagranicznym odbiorcom w celu wpłynięcia na uczucia, motywy i działania zagranicznych władz, organizacji, grup lub osób. Rzeczywistość, którą pokazał Kanał ZERO, stała się łagodniejsza – tylko dlatego, że ktoś odważył się ją naprawdę pokazać.
W świecie Ukraińców (którzy po dekadach uśpienia) i ich „demokratycznych” pomocników i autentycznych podnóżków – sługusów Ukrainy i Bandery – to niemal grzech śmiertelny. W uniwersum Wiernikowskiej pojawiają się twarze, wypowiedzi zwykłych Rosjan i pokazane życie wcale nie wygląda na jakieś ekskluzywne – ot, większe miasto, sklep, targ, autobus, kilka chwil na ulicy… Bo jak to – być w Rosji i nie wtrącać w co drugim zdaniu do przechodnia Rosjanina/Rosjanki „Putin = Hitler”? Bo jak to – być w Rosji i nie wtrącać w co drugim zdaniu „A pamiętacie o Buczy”?, „Czy cieszycie się, że Kijów zamarza?”, „Czy zamierzacie nas napaść, bo wiecie, to już nasza wojna?”. Prawdziwy polski (według nomenklatury „DAJ! DAJ! DAJ!”) patriota to patriota w pierwszej mierze ukraiński – nie jedzie nigdzie, nie patrzy, nie pyta, nie czyta – wystarczy takiemu osobnikowi słodka, ukraińska bajka…
Wiernikowska nie pokazała rosyjskich sodomitów, gwałcących bezpańskie psy, ludność zjadającą świeżo zakopane zwłoki, twarzy opuchniętych od picia denaturatu i wąchania kleju, więźniów, skazanych za pedofilię, pchających się w ogonku na front, byleby uniknąć odsiadki. Nie pokazała korupcji (na pewno według rusofobów jest na każdym kroku i o wiele większa niż na Ukrainie, gdzie to tylko „incydenty”), nie pokazała jawnej wrogości do Polaków (którą obdarzają nas Ukraińcy, posuwający się w Polsce do donoszenia na Polaków różnym instytucjom, czy grożeniu, np. wobec wójta gminy Radymno, Bogdana Szylara publicznie kierowane są groźby karalne ze strony Ukraińców) – w Rosji Wiernikowska powinna zostać obrzucona kamieniami… W efekcie dostaliśmy paradoks naszych czasów: klasyczny reportaż – jedno z podstawowych narzędzi wolnych mediów – staje się w oczach samozwańczych strażników jedynej prawdy aktem podejrzanym. Bo w świecie, gdzie wolność słowa jest głównie hasłem na sztandarze, a nie codzienną praktyką, największym zagrożeniem nie jest propaganda Kremla, lecz samodzielne myślenie i patrzenie własnymi oczyma. Ukraińska polityka w Polsce, ukraińskie media żyją i żyć będą tak długo, jak żywiciel będzie dojony z pieniędzy…
X X X
Gazeta Wyborcza i jej „wolnościowi” czytelnicy dostali depresyjnego orgazmu – szczytują jadem… „Żałosne filmidło, prymitywna bolszewicka propaganda. Zwykła pożyteczna idiotka, która nic nie skuma, nawet gdy gąsienica kacapskiego tanka jej na łeb wjedzie. Paskudne. Rosja to stan umysłu. Niestety pani Maria W. została zaczadzona tym ruskim gównem. Wiernikowska ma demencję. To się nazywa zeszmacenie za pieniądze. Wiernikowskaja. Wielka podróż Kacapii w głąb Marii Wiernikowskiej. Towarzyszka Wiernikowskaja charaszo rabotajet. Antypatyczna doktrynerka, która już dawno temu niedostatki intelektualne braki warsztatowe tuszowała przesadną egzaltacją. Dno moralne. Jawna dywersantka! Odstawić na granicę z Rosją wraz z jej synem pół-Ruskiem. Mają na nią jakieś haki..? Tymczasem Wiernikowska jeździ sobie i kręci…”. (Cdn.)
Roman Boryczko,
luty 2026

