KulturaPolecane

Zbliżamy się do autorytaryzmu?

Rozmieszczenie żołnierzy Gwardii Narodowej Kalifornii i żołnierzy piechoty morskiej USA w czynnej służbie na ulicach Los Angeles jest atakiem na federalizm, narusza prawo federalne i stanowi niebezpieczny wzorzec zachowań rządowych, sprzeczny z zasadami konstytucyjnymi i praworządnością.

Nic z tego nie miało miejsca, dopóki prezydent Donald Trump, wbrew wyraźnej woli gubernatora Kalifornii, Gavina Newsome’a, nie sfederalizował Gwardii Narodowej Kalifornii, nie został jej naczelnym dowódcą i nie nakazał jej udaremnianie zarówno legalnych, jak i nielegalnych demonstracji w Los Angeles.

Tam agenci Straży Granicznej Stanów Zjednoczonych i Służby Imigracyjnej i Celnej (ICE) próbowali dokonać bez nakazu aresztowania osób, które oni i ich koledzy uważali za przebywające nielegalnie w USA. Wkrótce przybyli demonstranci, z których niektórzy zgromadzili się pokojowo i głośno sprzeciwili się aresztowaniom, a niektórzy próbowali im przeszkodzić siłą.

Oczywiste jest, że akty fizycznej ingerencji nawet w bezprawne aresztowania są same w sobie bezprawne, ale potępianie działań rządu, machanie meksykańskimi flagami, kibicowanie aresztowanym, a nawet stanie na drodze agentom federalnym do czasu otrzymania rozkazu przemieszczenia się, to wszystko są chronione akty ekspresji i historycznie uznane akty obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Konflikty między niektórymi – nie wszystkimi – demonstrantami a agentami federalnymi czasami stawały się gwałtowne, a władze lokalne i stanowe nakazały policji ochronę agentów federalnych i trzymanie demonstrantów na dystans – ale nie uciszanie ich – podczas gdy federalni wykonywali swoje zadania.

Następnie prezydent wydał rozkaz sfederalizowanej Gwardii Narodowej, a następnie — niemal niewyobrażalnie – wydał rozkaz sprowadzenia Marines w czynnej służbie. Widok uzbrojonych żołnierzy w czynnej służbie, konfrontujących się z nieuzbrojonymi osobami, korzystającymi z konstytucyjnie chronionej wolności słowa oraz deklaracja braku stref wolności słowa były i są rozdzierające, nie-amerykańskie i bez prawnego precedensu w czasach współczesnych.

Oto historia:

Konstytucja czyni prezydenta naczelnym dowódcą wojsk USA i jednostek Gwardii Narodowej stanowej, gdy te ostatnie zostaną powołane do służby federalnej przez Kongres lub prezydenta. W licznych ustawach Kongres określił, kiedy i w jakich okolicznościach prezydent może dowodzić personelem wojskowym stanu.

Ci ostatni są znani większości Amerykanów. Są to cywile/żołnierze na pół etatu, nasi sąsiedzi, z których żaden nie jest w czynnej służbie, poza kilkoma administratorami i są zazwyczaj rozmieszczani bez broni, aby pomagać lokalnym organom ścigania, gdy poprosi ich gubernator stanu. Wszyscy widzieliśmy, jak bezinteresownie pomagają ratować ludzi i dostarczają pomoc po klęskach żywiołowych.

Czy oddziały Gwardii Narodowej mogą być wykorzystywane do egzekwowania prawa? To zależy od tego, kto ich wezwie.

Kongres zajął się tym w licznych ustawach federalnych, uchwalonych w 1792, 1794, 1795 i ponownie w 1807 roku. Istota tych praw pozwala prezydentowi ogłosić się naczelnym dowódcą Gwardii Narodowej w celach egzekwowania prawa wyłącznie na prośbę gubernatora stanu. Poza żądaniem gubernatora, Gwardia nie może zostać wezwana przez prezydenta w celach egzekwowania prawa, z wyjątkiem przypadków inwazji lub rebelii.

 

Kto odpowiada za egzekwowanie prawa?

Konstytucja zachowuje władzę policyjną w stanach. Sąd Najwyższy orzekł, iż przepisy i ich egzekwowanie w zakresie zdrowia, bezpieczeństwa, dobrobytu i moralności są domniemanymi funkcjami stanowymi, które nie zostały przekazane władzom federalnym, gdy 13 stanów utworzyło Unię, a później, gdy 37 stanów dołączyło do Unii. Jest to zasada suwerenności stanowej, inaczej zwana federalizmem.

Federalizm został wzmocniony dramatycznie jeszcze w 1997 r. w sprawie Printz v. U.S. Tam Kongres uchwalił przepisy, dotyczące broni i nakazał stanom ich egzekwowanie. W opinii zmarłego sędziego, Antonina Scalii, jaka unieważniła ustawę, sąd wzmocnił federalizm – prymat stanów w kwestiach bezpieczeństwa i immunitet, z którego korzystają stany przed przejęciami federalnymi.

Sam Kongres również wypowiedział się na ten temat, choć nie w epoce nowożytnej. Ustawa Posse Comitatus z 1878 r. – część kompromisu, który zakończył tzw. Rekonstrukcję w stanach południowych – absolutnie zabrania używania wojsk federalnych do celów egzekwowania prawa, chyba że gubernator o to poprosi lub w przypadku inwazji lub rebelii. Współczesny Kongres zdefiniował „bunt” jako zbiorowe akty przemocy, mające na celu obalenie lub znaczną destabilizację rządu.

W ten sposób możemy zobaczyć, że federalizacja Gwardii Narodowej – która przekształca ją w wojska federalne – faktycznie uniemożliwia jej wykonywanie obowiązków, związanych z egzekwowaniem prawa, które mogłaby legalnie wykonywać pod dowództwem gubernatora Newsome’a. Ponadto, ponieważ nie ma inwazji ani rebelii, tak jak definiują je prawa, nie ma prawnej podstawy dla wszystkich tych wojsk na ulicach.

To nie jest konstytucyjne czepianie się. To bardzo poważna sprawa. Jeśli władze federalne mogą określić nieuzbrojone zgromadzenie protestujących jako inwazję tylko dlatego, iż są wściekli, noszą obcą flagę i wolą obcy język – wszystko to jest chronioną mową – i angażują się w obywatelskie nieposłuszeństwo, a tym samym usprawiedliwiają użycie siły militarnej przeciwko nim, czyje wolności są bezpieczne?

Rząd twierdzi, że obecny stan rzeczy w Los Angeles stanowi sytuację nadzwyczajną, a zatem ma szerokie uprawnienia do zajęcia się nią. To konstytucyjna bzdura.

Sąd Najwyższy konsekwentnie orzekał, iż w Konstytucji nie ma wyjątku nadzwyczajnego, który uwolniłby rząd. Nawet podczas wojny między stanami – choć orzekając później – sąd uznał, że rząd zachowuje obowiązek przestrzegania i uznawania wszystkich swobód chronionych przez Kartę Praw. Argument o sytuacji nadzwyczajnej jest nie tylko niekonstytucyjny, ale i pozakonstytucyjny. Został stworzony przez tych, którzy odrzucają swoje przysięgi zachowania, ochrony i obrony najwyższego prawa kraju.

Thomas Jefferson napisał, iż celem rządu jest zabezpieczenie naszych swobód, a nie szukanie sposobów na ich atakowanie. Czy zmierzamy w kierunku autorytaryzmu? NIE. Wydarzenia w Los Angeles to jeden wielki krok w tym opłakanym, nieodwracalnym kierunku.

Andrew P. Napolitano,

14. czerwca 2025 r.

Tłum. Andrzej Filus

Za: RonPaulInstitute

odwiedź https://JudgeNap.com.

(Visited 14 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *