InnePolecane

Wcale nie taka daleka Somalia (4)

X X X

„Do czego ludziom jest potrzebny rząd?”. Zwolennikom anarchokapitalizmu – przekonanym, że każdy rząd, nawet najlepszy, hamuje wolność gospodarczą i zmniejsza ludzkie szczęście oraz dobrobyt – zdarzało się cytować Somalię jako przykład. Znany amerykański ekonomista – Peter T. Leeson (znany także z upodobania do intelektualnych prowokacji; zajmował się kiedyś np. badaniem ekonomii wypraw pirackich) napisał nawet artykuł, w którym twierdził, że „chociaż poziom rozwoju pozostaje niski, w prawie 18 kluczowych wskaźnikach, które pozwalają na porównanie poziomu dobrobytu przed upadkiem rządu i po nim, Somalijczykom lepiej się wiedzie w stanie anarchii niż wtedy, kiedy mieli rząd” .

Ciekawostką jest, że jeden z najbiedniejszych krajów Afryki, nieuznawany na arenie międzynarodowej Somaliland, który odłączył się w 1991 r. od pogrążonej w wojennym chaosie Somalii, wyprzedza wiele rozwiniętych krajów w dziedzinie elektronicznych transakcji bezgotówkowych. Bierze się to zapewne z wysokiej przestępczości, która sprawia, iż trzymanie przy sobie gotówki jest tam niebezpieczne. Somaliland poczynił postęp technologiczny tak zaawansowany, że zasięg telefonów komórkowych nawet na środku pustyni jest tam możliwy, rozmowy międzynarodowe są najtańsze na świecie i wszyscy przesyłają pieniądze przez komórki.

To jedna z wielu niespodzianek, które czekają w Somaliland na gościa z Zachodu. Chociaż od 20 lat nie ma tam centralnego rządu, ludzie radzą sobie zaskakująco dobrze. Obieg pieniężny w Somalii należy do najdziwniejszych na świecie. Monet nie widziano tam żadnych, a banknoty tylko dwóch rodzajów – amerykańskie studolarówki (koniecznie według najnowszego wzoru, wydrukowane po 2006 r., starszych nikt nie przyjmuje) oraz stare szylingi somalijskie, ale jedynie o najwyższym nominale, 1000 szylingów. Ponieważ aktualny kurs szylinga wynosi 34 tys. za dolara, więc równowartość stu dolarów – 3 400 000 szylingów – a to już pokaźna torba pieniędzy. Żaden banknot w ciągłym obiegu nie przetrwa 20 lat. Wiele banknotów wygląda dziś, jak by  były kopią kopii. Ktoś je drukuje!

W sąsiednim Puntlandzie nie było wojny, a miasto – od kiedy zostało stolicą autonomicznego regionu – bardzo szybko się rozwija. Nie brakuje nawet w restauracjach bardzo przyzwoitych włoskich ekspresów do kawy. Mieszkańcy Puntlandu pieniędzmi obracają głównie bezgotówkowo – płacąc za pomocą telefonu komórkowego. System nazywa się Sahal i obsługuje go lokalny de facto monopolista telekomunikacyjny, firma Golis – powiązana z rodziną prezydenta Puntlandu. Sieci telekomunikacyjnych w różnych regionach Somalii jest podobno aż dziewięć. Golis jest tani – rozmowa zagraniczna kosztuje kilka centów za minutę – i ma imponujący zasięg: jego maszty widać wszędzie i nawet na środku pustyni zwykle można porozmawiać przez komórkę (w kraju nie ma sieci elektrycznej poza dużymi miastami: wszystkie maszty telefonów komórkowych mają własne zasilanie z generatorów, do których co kilka dni ciężarówka dowozi paliwo). Oczywiście wszystkie telefony są w systemie pre-paid: zdrapki firmy Golis można kupić wszędzie, nawet w najmniejszych wioskach. Golis jest także bankiem. Pieniądze – gotówkę w dolarach – wpłaca się na swoje konto w systemie Sahal w biurze, a potem za pomocą prostego menu w telefonie (działa w każdym, nawet najprostszej Nokii) można je przelać za darmo na cudze konto. Wystarczy potwierdzić transakcję kodem PIN, a w chwilę później przychodzi SMS z potwierdzeniem. Rozliczenia prowadzone są w amerykańskich dolarach. W sklepach, restauracjach i właściwie wszystkich miejscach, w których płaci się za coś – nawet na stoiskach z khatem, popularnym lekkim narkotykiem – wiszą numery Sahal.

Dziś przy każdej wizycie w miastach Somalii – Hargeysa, Mogadiszu czy Garowe, a nawet mniejszych miasteczkach, uderza liczba ofert edukacyjnych. Od religijnych szkół podstawowych, sponsorowanych przez Arabię Saudyjską po prywatne uniwersytety, na których pracują doktoranci z diaspory w Kanadzie i USA, rynek edukacyjny tętni życiem. Instytucje są wyłącznie prywatne, ale z czasem ich dostępność spowodowała, że Somalijczycy w szczątkowy sposób znów mają dostęp do edukacji.

Podobnie dostawcy wody i energii elektrycznej są w większości prywatni, choć ich sytuacja znacznie się poprawiła, zwiększając możliwości rozwoju innych sektorów społeczeństwa. Istnieją instytucje kształcące lekarzy, oferujące informatykę i nauczanie prawa. (Cdn.)

 

Roman Boryczko,

16.06.2023

(Visited 19 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *