Washington stracił kontakt z rzeczywistością. Jeśli się nie dostosuje, świat zapłaci wojną (2)
Podważanie hegemonii USA
Nie jest zaskoczeniem, że raport amerykańskiej społeczności wywiadowczej obwinia Chiny, Rosję i Iran, wraz z garstką podmiotów niepaństwowych (w tym Hezbollahem w Libanie, Hamasem w Palestynie i Houthi w Jemenie) za kwestionowanie nie tylko zasad systemu międzynarodowego, ale przede wszystkim „prymatu w nim” USA.
Wydaje się, iż prawdziwym przestępstwem nie jest kwestionowanie samego systemu, ale raczej hegemonii USA. O ile jednak tak niedorzeczne stanowisko mogło zostać zaakceptowane jeszcze kilka lat temu, o tyle obecnie jest ono otwarcie kwestionowane – lub przynajmniej niechętnie przyjmowane – przez wiele krajów tak zwanego Globalnego Południa.
Tylko mniejszość krajów w Europie i Azji Wschodniej uważa prymat USA za niezbędny warunek wstępny stabilnego systemu międzynarodowego. W rzeczywistości analiza ostatnich dwóch dekad historii dowodzi czegoś wręcz przeciwnego.
Globalny porządek zmienia się z jednobiegunowego, skoncentrowanego na Stanach Zjednoczonych, na wielobiegunowy. Na przestrzeni dziejów imperia powstawały, a następnie upadały. Amerykańscy decydenci polityczni powinni dostosować się do tych reguł historii i porzucić przekonanie o swojej niezbędności. Stoją oni teraz przed binarnym wyborem: zaakceptować werdykt historii, tak jak stopniowo robiła to Wielka Brytania od 1945 r., lub katastrofalnie się mu przeciwstawić.
Odniesienie w raporcie do kryzysu w Strefie Gazy jest jeszcze bardziej pouczające na temat dychotomicznych poglądów amerykańskiej społeczności wywiadowczej: „Wystarczy spojrzeć na kryzys w Strefie Gazy – wywołany przez wysoce zdolną, niepaństwową grupę terrorystyczną Hamas, napędzany częściowo przez regionalnie ambitny Iran i zaostrzony przez narracje zachęcane przez Chiny i Rosję do podważania Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej – aby zobaczyć, jak kryzys regionalny może mieć rozległe skutki uboczne i komplikować współpracę międzynarodową w innych pilnych kwestiach”.
Fragment ten sugeruje, że amerykańska społeczność wywiadowcza jest zasadniczo niezdolna do postrzegania konfliktu w Strefie Gazy jako tego, czym naprawdę jest: walką narodowowyzwoleńczą, wywołaną przez dziesięciolecia brutalnej i bezkarnej izraelskiej okupacji ziem palestyńskich, ułatwionej przez masowe dostawy broni z USA i tarczę polityczną w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, gdzie w przeciwnym razie rząd izraelski zostałby pociągnięty do odpowiedzialności za swoje zbrodnie wojenne.
Narracja USA – że wydarzenia z 7. października można również przypisać chińskim i rosyjskim próbom osłabienia Washingtonu na arenie światowej – graniczy z absurdem.
Podwójne standardy
Prawdziwym czynnikiem, podważającym globalną pozycję USA, nie są rzekome działania niektórych autokracji, ale przede wszystkim zachowanie Washingtonu na arenie międzynarodowej i podwójne standardy, czego przykładem jest jego niezachwiane poparcie dla izraelskiej rzezi w Strefie Gazy – ataku, który narusza wszystkie zasady, oficjalnie głoszone przez USA od dziesięcioleci.
Doskonale pokazuje to zachowanie administracji Bidena po niedawnym przyjęciu rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, żądającej zawieszenia broni w Gazie. Po przyjęciu uchwały w drodze wstrzymania się od głosu Stany Zjednoczone pośpieszyły, aby zminimalizować jej znaczenie i skutki, kwalifikując ją jako niewiążącą.
Tak więc, dla jasności, niezastąpiony naród, który szczyci się tym, iż jest głównym czynnikiem, umożliwiającym wprowadzenie długotrwałych zasad systemu międzynarodowego, latarnią na wzgórzu, zasadniczo mówi innemu państwu członkowskiemu ONZ (Izraelowi), że może zignorować rezolucję Rady, żądającą natychmiastowego zawieszenia broni po tym, jak w Gazie zginęło ponad 34 000 osób. Tragiczna ironia losu polega na tym, że rząd Netanjahu nie potrzebował nawet tego nawoływania ze strony Stanów Zjednoczonych; i tak zignorowałby tę uchwałę.
Dla przypomnienia, rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ są zawsze wiążące. W ten sposób administracja Bidena straciła kolejną doskonałą okazję do zdystansowania się od obłudnych podwójnych standardów. Dokonała wybitnego arcydzieła, denerwując wszystkich: Izrael i ogromne lobby proizraelskie w USA za to, iż nie rzuciły weta; oraz lewicę Partii Demokratycznej Stanów Zjednoczonych, naród palestyński i resztę świata za skandaliczne nazwanie rezolucji niewiążącą.
Tymczasem amerykańska ocena zagrożenia przypisuje Chinom „zdolność do bezpośredniego konkurowania ze Stanami Zjednoczonymi i sojusznikami USA oraz do zmiany globalnego porządku opartego na zasadach”. W ten sposób utożsamia proste chińskie zdolności ze świadomym zamiarem, realizowanym przez ich przywódców, pośrednio potwierdzając, że w oficjalnym myśleniu USA jedynym porządkiem światowym, jaki można rozważać, jest porządek kierowany przez Washington.
W przebłysku zdrowego rozsądku w ocenie zagrożenia przyznano, iż działania USA, mające na celu odstraszenie obcej agresji są często „interpretowane przez przeciwników jako wzmacniające ich własne przekonanie, że Stany Zjednoczone zamierzają ich powstrzymać lub osłabić, a te błędne interpretacje mogą skomplikować zarządzanie eskalacją i komunikacją kryzysową”.
Jeśli analitycy społeczności wywiadowczej USA zaskakująco mądrze i uczciwie dostrzegli ten problem, znany ekspertom ds. stosunków międzynarodowych jako koncepcja „niepodzielności bezpieczeństwa” (tzn. każdy środek bezpieczeństwa, zastosowany przez jeden naród może być interpretowany jako zagrożenie przez inny), powinni także umieć przyznać, iż ich tendencja do utożsamiania hipotetycznych możliwości z automatycznymi intencjami – w dużej mierze przyczynia się do wzrostu napięć, charakteryzujących współczesną geopolitykę.
Marco Carnelos
Tłum. Andrzej Filus
Marco Carnelos jest byłym włoskim dyplomatą. Został akredytowany w Somalii, Australii i Organizacji Narodów Zjednoczonych. W latach 1995–2011 pracował w sztabie ds. polityki zagranicznej trzech włoskich premierów. Ostatnio był koordynatorem procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie, specjalnym wysłannikiem rządu włoskiego do Syrii oraz – do listopada 2017 r. – ambasadorem Włoch w Iraku.
Za: https://www.middleeasteye.net

