Wahadełko wieści zmiany… (2)
Dostawy militarne w czasie konfliktu, udział inwestycyjny w powojennej odbudowie kraju – w zamian za ziemię, minerały ziem rzadkich, wyssanie z Ukrainy białych ludzi (siła robocza). Na Ukrainie globaliści budowali silną proamerykańską i antyrosyjską strategiczną bazę wypadową (tuż obok Kremla) oraz liczący się rynek o wielkim potencjale gospodarczym do zniszczenia Unii Europejskiej śmieciowym, tanim produktem. Władze jednoznacznie proamerykańskie oraz rozwiązania systemowe made in USA.
Federacja Rosyjska nie mogła i nie może pozwolić sobie na takie poczynania amerykańskiej (i zachodniej) wizji nowej geopolitycznej układanki. Przegrana w tym konflikcie to upadek wartości, kręgosłupa, integralności rosyjskiego narodu i państwa. Jest jeszcze coś straszniejszego. Wojna, sprowokowana przez obce czynniki (wojna dla zabawy, wojna dla zysku) zewnętrzne toczona jest pomiędzy dwoma największymi narodami słowiańskimi – na ich niekorzyść i z „pożytkiem” dla owych czynników zewnętrznych, które scenariusz do tej dramatycznej sztuki napisały. Odrabianie ogromnych rosyjsko-ukraińskich strat ludzkich, materialnych i moralnych może trwać przez całe stulecia, do czasu aż narodzą się nowe pokolenia obywateli, którzy ułożą realistycznie i po nowemu swe wzajemne powiązania.
USA i Rosja wiedzą, że nie mogą przegrać, a konsekwencje długofalowe i globalne tej satanistycznej zabawy są jeszcze trudne do przewidzenia. Propozycji pokojowych na stole jest kilka, a jedna z nich zakłada tzw. rozwiązanie koreańskie (Ukraina Zachodnia i Ukraina Wschodnia jako odrębne podmioty państwowe). Byłoby to jednak „rozwiązanie” poronione, jak świadczy o tym właśnie casus koreański. Otóż, po morderczej tamtejszej wojnie z udziałem USA (pod sztandarem ONZ), nie udało się zawrzeć do dziś traktatu pokojowego, a jedynie chwiejne porozumienie o zawieszeniu broni (z dnia 27.07.1953 r.). Półwysep Koreański nieprzerwanie generuje niebezpieczne napięcie międzynarodowe! ONZ jest bezsilna w obliczu takich inklinacji.
W konfiguracji rosyjsko – ukraińsko – amerykańskiej występuje pewien aspekt z pogranicza sensacji politycznej, czy nawet teorii spiskowej. Nowe państwo na mapie, które nie będzie miało niczego wspólnego z Ukrainą. Nowa Chazaria (w Izraelu mówi się o tym: Drugi Izrael). W zamyśle jego promotorów – państwo o tej nazwie miałoby powstać na historycznych terenach Chazarów (obecnie: południowo-zachodnia a nawet południowo-wschodnia Ukraina – głównie na terenach obwodów odesskiego, mikołajowskiego, zaporoskiego i dniepropietrowskiego). Byłoby to właśnie coś w rodzaju Izraela-bis, dokąd można by – ewentualnie – przesiedlić mieszkańców Ziemi Świętej (obywateli biblijnego „narodu wybranego”) zagrożonych przez nasilającą się presję arabsko-islamską, szczególnie ze strony Iranu.
X X X
Od kiedy pamiętamy, głosy ze świata zachęcały Ukraińców do odzyskania wolności. Ukraińscy (tzw. opozycjoniści) mieli walczyć o obalenie władzy (niby prorosyjskiej) na Ukrainie. Zwycięstwo w tej walce miałoby utorować drogę do powrotu władzy (prozachodniej i proamerykańskiej) w Kijowie. Znamienne, iż władze ukraińskie, przecież legalnie wybrane przez naród oraz władze rosyjskie reagowały początkowo dosyć tolerancyjnie i bez nerwów na wstępne poczynania Amerykanów (oraz ich popleczników zagranicznych, także unijnych i co mnie najbardziej boli – polskich, lub polskojęzycznych) na Majdanie, choć stanowiły one jawną i brutalną ingerencję w sprawy wewnętrzne niepodległego kraju (Ukrainy). Prezydent Wiktor Janukowicz po prostu znalazł się w niewłaściwym czasie i po niewłaściwej stronie wydarzeń… Kwestia stowarzyszenia Ukrainy z UE czy z NATO oraz zablokowanie tego procesu stanowiło jedynie pretekst i swoiste alibi dla ukierunkowania opozycji w stronę prób obalenia tegoż prezydenta i jego rządu. „Pokojowy protest” – wolne żarty…
Co ciekawe i Polska i Ukraina (tylko w różnym czasie) przechodzi tę samą „transformację”, czyli przepoczwarzenie się z kraju cokolwiek posiadającego – w kraj totalnie niesamodzielny finansowo (długi) i niesamodzielny politycznie. Stany Zjednoczone nie mogą pogodzić się z erozją swej pozycji supermocarstwa. Stają się też one coraz bardziej nieobliczalne, agresywne, nerwowe i wybuchowe. Casus Polski: 1772 rok – początek trzech rozbiorów; Polska znika z mapy Europy. Mocarstwa ościenne wchłonęły nasz kraj. Cesarz Napoleon włączył Polskę (Księstwo Warszawskie) do francuskiej „strefy wpływów” (1807 r. – 1815 r.). Po wojnach napoleońskich, w 1816 r., utworzono kadłubowe Królestwo Kongresowe, które przetrwało do 1864 r. Po czym, każdy z zaborców zagarnął „swoją” część dla siebie i nią zarządzał. I tak to się kołatało aż do końca I wojny światowej, kiedy na kongresie pokojowym w Wersalu, w 1918 r., Polska powróciła na mapę Europy, ale po zachodniej stronie barykady. Zachód okazał się jednak dla Polski niezwykle cyniczny i okrutny oraz poprzez politykę „dziwnych sojuszy” nasłał na nią Hitlera – ze wszystkimi znanymi tego konsekwencjami i super tragediami.
Po II wojnie światowej, na konferencjach w Tehranie, w Jałcie i w Poczdamie, Zachód nie wyrażał bynajmniej chęci, woli, szczodrości finansowania odbudowy ruin i zgliszcz i tego, co zostało z Polski i wolał ją przekazać „w opiekę” Josipowi Stalinowi (znów przesunięcie na Wschód). Tak było wygodniej i taniej! I tak to trwało do upadku „muru berlińskiego” oraz do rozpadu ZSRR. Od 1989 r. Polska znów funkcjonuje w zachodniej „strefie wpływów”, lecz nie jako państwo – a jako podnóżek z mocno ograniczonym terminem przydatności. Zgodnie z logiką historyczną i „wesołą zdradą” niczym w najbardziej żywiołowym polskim tańcu – oberku – po pewnym czasie, kolejnej zdradzie Polska powinna powrócić ponownie na Wschód, nawet na Daleki Wschód! Ot, mentalność niewolnika polskich decydentów, polskiej polityki i nas samych! (Cdn.)
Roman Boryczko,
15.07.2025

