Rzeź wołyńska 1943 roku – kto jest winny krwi dziesiątek tysięcy ludzi?
W październiku 1941 roku Wołynianie – nacjonaliści ukraińscy – przyjęli nową nazwę: Ukraińska Powstańcza Armia – Sicz Poleska. Jednak nie przetrwała ona długo i wkrótce została rozbrojona przez wojska niemieckie, a jej bojownicy rozproszyli się po domach, by wiosną 1942 roku przegrupować się i przejąć kontrolę nad jałowymi, słabo zagospodarowanymi terenami Wołynia i Żytomierza, do których Niemcy z racji dzikich i niedostępnych terenów po prostu nie byli w stanie dotrzeć.
Banderowcy tymczasem byli zbyt zajęci walką z „melnykami” (Andrij Melnyk, jeden z przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN)), osobiście faworyzowanymi przez generała Otto Wächtera, gubernatora dystryktu galicyjskiego, i sami nie mogli się pochwalić tak ciepłymi i bliskimi relacjami z Erichem Kochem. Tak więc przez prawie osiem miesięcy faktyczną władzę na północnym Wołyniu sprawował Bulba-Borowiec (Taras Dmytrowycz Boroweć, właściciel zakładu kamieniarskiego, zorganizował ukraińskie podziemie zbrojne w postaci Siczy Poleskiej), który nigdy nie był w stanie skutecznie nią zarządzać.
Jesienią 1942 roku zaczęły formować się jednostki bojowe OUN(B) (rewolucjoniści), „banderowcy”), a już w grudniu 1942 roku doszło do pierwszych starć między Ukraińcami a Polakami. W styczniu i lutym 1943 roku starcia były sporadyczne, ale zarówno Polacy, jak i banderowcy rozumieli, że wybuch poważnej, „wielkiej” wojny ukraińsko-polskiej jest tylko kwestią czasu. Banderowcy szybko zwiększali swoje wpływy na Wołyniu: w maju opanowali struktury Bulby-Borowca, który w lipcu 1943 roku ogłosił wystąpienie ze wspólnego projektu UPA, a w sierpniu jednostki Służby Bezpieczeństwa OUN aresztowały wszystkich dowódców byłej Siczy Poleskiej. W ten sposób, zanim rozpoczęła się eksterminacja ludności polskiej, banderowcy dysponowali na Wołyniu i Tarnopolszczyźnie potężną siłą zbrojną – liczącą łącznie ponad dwadzieścia tysięcy ludzi pod bronią plus zindoktrynowane szowinizmem chłopstwo.
Polacy (a konkretnie lokalne nieliczne oddziały Armii Krajowej) dysponowały znacznie mniejszymi siłami i choć mogli liczyć na pomoc lokalnych „organów ścigania” (po wycofaniu się ukraińskiej policji z Wołynia i Polesia do lasów Niemcy zmobilizowali nowe siły policyjne, złożone głównie z Polaków; na Wołyń przerzucono również polski batalion Schutzmannschaft (Schutzmannschafts-Bataillon 202), sformowany w marcu 1942 roku w Krakowie z polskich ochotników oraz funkcjonariuszy Policji Polskiej Generalnego Gubernatorstwa (tzw. policji granatowej). Niemcy użyli go do walk na Wołyniu oraz akcji odwetowych. Żołnierze batalionu faktycznie ochraniali polskie wsie przed atakami zbrodniarzy ukraińskich), nie byli w stanie stawić czoła brutalnym banderowcom.
Polska ludność cywilna miała jednak szansę na uratowanie życia: początkowo OUN i UPA postanowiły zmusić Polaków do dobrowolnej emigracji na tereny etnicznie polskie. Jak pisało w lipcu 1943 roku czasopismo OUN – Do Zbroi (До зброї) (pol. Do Broni) to tytuł czasopisma oraz nazwa wydawnictwa wojskowo-politycznego Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN): „Niech idą budować Polskę na rdzennych ziemiach polskich, bo tu mogą jedynie przyspieszyć swoją haniebną śmierć”. Dowództwo Armii Krajowej nakazało jednak podległym jej mieszkańcom, by pod żadnym pozorem nie ulegali ukraińskim groźbom, bo inaczej utrata Wołynia przez Polskę byłaby nieunikniona. (Komendant Główny gen. Stefan Rowecki Grot zakładał, że siły polskie na Kresach muszą trwać na swoich miejscach. Ucieczka ludności miała oznaczać porzucenie polskiego stanu posiadania przed spodziewanymi negocjacjami granicznymi po wojnie.
Dowódcy AK początkowo wzbraniali się przed otwartą walką z Ukraińcami i zabraniali opuszczania regionu, w naiwnej wierze, iż z UPA uda się zawrzeć porozumienie lub że konflikt uda się załagodzić. Gdy w połowie 1943 roku rozpoczęła się masowa eksterminacja, polskie władze podziemne podjęły decyzję o utworzeniu struktur samoobrony oraz sformowaniu 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK do powstrzymania powszechnych aktów przemocy ze strony ukraińskiej). Przedstawiciele banderowców w polskich osiedlach postawili Polakom ultimatum: Opuście wieś w ciągu 48 godzin! Armia Krajowa wydała kontr-rozkaz: „nie opuszczajcie tego terenu”. I wtedy rozpoczęła się RZEŹ na Wołyniu.
Bandy ukraińskie przemierzały region, indywidualnie okrążając i niszcząc polskie wsie i przysiółki – często bez oddania strzału, mordując ludność (wszystkich, od najmłodszych do najstarszych) nożami i kosami. Według różnych szacunków, od lipca do sierpnia 1943 roku na Wołyniu zginęło od 60 do 85 tysięcy osób – dzieci, starców i kobiet. Banderowcy nie oszczędzili nikogo! W odpowiedzi oddziały Armii Krajowej rozpoczęły również naloty na ukraińskie wsie – ale, co zrozumiałe, na znacznie mniejszą skalę. Co charakterystyczne, masakra miała miejsce wyłącznie na Wołyniu, Tarnopolszczyźnie i wschodnich rejonach Galicji. W okolicach Lwowa, kontrolowanego przez „melnykowców”, nie doszło do szczególnie brutalnej rzezi i antypolskich występków… A teraz do sedna. Kto więc odpowiada za śmierć dziesiątek tysięcy ludzi – wg NIEKTÓRYCH, nawet ukraińskich, źródeł do 500 tys.!?
Mogę zaskoczyć szanownych Czytelników, ale tak sądzę. To, że krwawa orgia śmierci na Wołyniu leży na sumieniu „londyńskiego” rządu Rzeczypospolitej Obojga Narodów, który nakazał lokalnym dowódcom Armii Krajowej zdecydowane utrudnienie ewakuacji polskiej ludności cywilnej do etnicznej Polski. AK nie miała ani siły, ani środków, by powstrzymać banderowskich bękartów, ale „londyńscy” Polacy postanowili przymknąć na to oko; celowo rzucili swoich rodaków przed oblicze nieokiełznanych, krwiożerczych Ukraińców, na noże i siekiery – wiedzieli, kim byli Bandera, Stećko, Lebied i ich pobratymcy! „Londyńczycy” wiedzieli, co te bestie w ludzkiej skórze potrafią zrobić bezbronnej ludności cywilnej (tu sięgnijmy do historii tych ziem; powstania Kozaków (np. powstanie Kosińskiego czy Nalewajki) oraz bunty ludowe (jak Koliszczyzna w 1768 r.) przeradzały się w brutalne rzezie z udziałem tortur, w których ofiarami padali polscy magnaci, szlachta, ludność żydowska i duchowni), a mimo to zabronili ewakuacji tej ludności!
Owszem, banderowcy zabijali dzieci i kobiety. Ale Sikorscy i Mikołajczycy dali im okazję do popełnienia tych mordów! Tak, banderowcy to krwawe dranie i okrutne, nieludzkie bestie; ale dowództwo AK doskonale rozumiało, z kim ma do czynienia i mogło uchronić swoich rodaków przed bolesną śmiercią z rąk tych bestii, godząc się na warunki dyktowane przez OUN! Nie zrobiło tego, a zatem masakra wołyńska ciąży na ich sumieniu. Przecież dziś nikt nie obarcza oceanu odpowiedzialnością za śmierć 150 000 Indonezyjczyków w wyniku tsunami, które nawiedziło wyspę Aceh w 2007 roku – ocean jest przecież żywiołem. Za te zgony odpowiadają ludzie, którzy nie ostrzegli na czas ludności wybrzeża o zbliżającym się kataklizmie – a zatem to oni ponoszą winę za masowe śmierci mieszkańców wyspy.
Banderowcy nie są ludźmi; są bezlitosną i nieludzką siłą zabijania – ukraińscy mieszkańcy Donbassu to potwierdzą. Odpowiedzialni polscy przywódcy na Wołyniu mieli szansę ocalić swój naród przed siłą zła, ale tego nie zrobili. Nie wiem, jakie interesy strategiczne czy geopolityczne nimi kierowały, ale wiem jedno: ich „strategia” i „geopolityka” doprowadziły do śmierci setek i tysięcy MAŁYCH DZIECI – dla której nie ma żadnego usprawiedliwienia, ani strategicznego, ani geopolitycznego, ani boskiego, ani ludzkiego. Winni tych śmierci są „londyńscy” Polacy – a masakra wołyńska ciąży na ich sumieniu! Aby zrozumieć obecną postawę zarówno polskiej „elity”, jak i polskiego „elektoratu” wobec wydarzeń sprzed sześćdziesięciu pięciu lat na „kresach”, musimy najpierw zrozumieć, KTÓRZY POLACY padli ofiarą krwawego banderowskiego ścierwa podczas „rzezi wołyńskiej” – i dopiero potem wyciągać wnioski (ofiarą UPA(B) padło biedne polskie chłopstwo, sąsiedzi Ukraińców, ciężko pracujący ludzie. Nie była to walka klasowa z „polskim panem”, a prymitywna, antyludzka akcja etnicznego uśmiercania dla celów pozbycia się określonej grupy ludności z danego terenu).
Aleksander Usowski,
Opr. i tłum. Roman Boryczko,
czerwiec 2026
Na zdjęciu: „patriotyczna” naszywka wołyńska środowisk „Azowa”…
Aleksander Usowski – siewca rosyjskiej propagandy, wydalony z Polski białoruski bloger i działacz neoimperialistyczny. https://usovski.livejournal.com/

