Reorganizacja świata
Świat zmienia się bardzo szybko. Rok 2026 powinien być naznaczony powrotem stref wpływów i końcem imperiów kolonialnych. Przede wszystkim będzie to powrót prawa międzynarodowego do innych reguł niż te, które znaliśmy do tej pory. Tylko ci, którzy potrafią zrozumieć te zmiany i szybko się do nich dostosować, będą mogli nadal prosperować.
Jesteśmy świadkami reorganizacji świata po szczycie w Anchorage (15. sierpnia 2025 r.), zawieszeniu broni w Strefie Gazy (10. października 2025 r.) i operacji Absolutne Rozwiązanie w Wenezueli (3. stycznia 2026 r.). Jest już jasne, że prezydenci: Donald Trump i Władimir Putin na Alasce podzielili świat między siebie. Potwierdzenie tego porozumienia nastąpi podczas kolejnego szczytu Trump-Xi.
Jedynymi informacjami, jakie posiadamy, jest mapa rosyjskiego Sztabu Generalnego, opublikowana przez Andrieja Martianowa. Dzieli ona świat na trzy strefy wpływów, co nie jest sprzeczne z zasadą świata wielobiegunowego. Prymitywne prawo międzynarodowe – mam na myśli to sprzed zimnej wojny – rozwiązuje jedynie kilka problemów. Daje ono państwom pełną swobodę działania w granicach, które same sobie wyznaczyły.
W poprzednim felietonie wyjaśniłem, iż wbrew powszechnemu przekonaniu, choć Stany Zjednoczone mogły dopuścić się przestępstwa, porywając prezydenta Maduro, zgodnie z poprzednimi przepisami, miały do tego prawo, opierając się wyłącznie na swoich zobowiązaniach. To, czy ktoś uzna tę rzeczywistość za szokującą, niczego nie zmienia. Tak właśnie musimy teraz działać.
Do tej pory światem rządziła grupa G5/6/7/8/7, w skład której wchodziły wcześniej Niemcy, Kanada, Francja, Stany Zjednoczone, Włochy, Japonia, Wielka Brytania i Unia Europejska.
Jej upadek oznacza koniec imperiów brytyjskiego i francuskiego. Musimy przyznać, że Francja będzie musiała zdekolonizować Nową Kaledonię i Polinezję Francuską; Stany Zjednoczone będą musiały zdekolonizować Samoa, Guam i Wyspy Dziewicze; Nowa Zelandia będzie musiała zdekolonizować Tokelau; a Wielka Brytania będzie musiała zdekolonizować Anguillę, Bermudy, Wyspy Dziewicze, Kajmany i Falklandy, Gibraltar, Montserrat, Świętą Helenę oraz Turks i Caicos. Będzie to musiało nastąpić bardzo szybko, jeśli Francja, Wielka Brytania, Nowa Zelandia i Wielka Brytania chcą utrzymać obecność w swoich byłych koloniach.
Prawdopodobne jest, że Wspólnota Narodów ulegnie rozpadowi. Jej państwa członkowskie co najmniej zrezygnują ze wspólnego obywatelstwa.
G7 zostanie zastąpiona przez C4/5, w którego skład wejdą Chiny, Stany Zjednoczone, Indie i Rosja, do której prezydent Trump ma nadzieję dołączyć Japonię. Jednak prawdopodobne jest, iż Japonia nie zostanie przyjęta ze względu na jej wojownicze oświadczenia. Chiny pozostają wściekłe z powodu wzrostu japońskiego militaryzmu imperialnego, negacjonizmu rządu Sanae Takaichi, jej poglądów na temat tajwańskich mikroprocesorów i eksploracji ziem rzadkich.
Ze względu na swoją siłę, cztery główne mocarstwa światowe będą mogły działać we wszystkich sprawach, nieobjętych prawem międzynarodowym – tak jak Stany Zjednoczone zrobiły to w Wenezueli.
Kilka sojuszy regionalnych pozwoli mocarstwom drugorzędnym odgrywać znaczącą rolę.
Nie będę omawiał NATO, które zostanie rozwiązane do połowy 2027 roku, a może wcześniej, jeśli pozwoli na to przekazanie Grenlandii Stanom Zjednoczonym. Przestrogi kilku Europejczyków niczego nie zmienią: nie będą oni prowadzić wojny ze Stanami Zjednoczonymi ani z Rosją.
Sojusz AUKUS (Australia, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania) również nie przetrwa podziału świata.
Oczekuje się, że również zniknie UE. Obecność Ursuli von der Leyen na ceremonii podpisania umowy o wolnym handlu między UE a Mercosurem tylko przyspieszyła jej upadek: mieszkańcy Francji, Polski, Austrii, Irlandii i Węgier właśnie zdali sobie sprawę, iż ta biurokracja nie broni ich interesów, lecz poświęca swoich rolników dla potrzeb niemieckiego przemysłu.
Zarządzanie przejmie kilka organizacji: Połączone Siły Ekspedycyjne (JEF), brytyjskie mini-NATO, w którego skład wchodzą już Estonia, Litwa, Łotwa, Dania, Norwegia, Islandia, Szwecja, Finlandia i Holandia, wszystkie skupione wokół Zjednoczonego Królestwa. Ukraina dołączy do sojuszu, a Islandia do Stanów Zjednoczonych (po cesji Grenlandii). Kanada i Grenlandia leżą na amerykańskim szelfie kontynentalnym, podobnie jak Islandia, co zrozumiałe wzbudza zainteresowanie Stanów Zjednoczonych. Z kolei Bułgaria, Finlandia, Łotwa, Litwa, Polska i Szwecja utworzyły już Sojusz Frontu Wschodniego. Nie ma pewności, czy ta nowa organizacja będzie trwała, ponieważ obecnie brakuje jej zarówno budżetu, jak i sekretariatu.
Te sojusze wojskowe będą uzupełniane koalicjami politycznymi, podobnie jak UE uzupełniała NATO. Najważniejszą z nich jest Inicjatywa Trójmorza. Zrzesza ona Austrię, Bułgarię, Chorwację, Estonię, Grecję, Węgry, Łotwę, Litwę, Polskę, Rumunię, Słowację, Słowenię i Czechy. Jej celem jest reforma średniowiecznej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, czyli projektu Federacji Międzymorza marszałka Józefa Piłsudskiego: utworzenie federacji między Niemcami a Rosją.
To polski projekt, którego orędownikiem jest prezydent Karol Nawrocki (Prawo i Sprawiedliwość), natomiast Sojusz Frontu Wschodniego to projekt premiera Donalda Tuska (Koalicja Obywatelska).
Na Bliskim Wschodzie rywalizacja Arabii Saudyjskiej z Iranem zakończyła się mediacją Chin w 2023 roku. Zastąpiła ją rywalizacja Arabii Saudyjskiej ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Rywalizacja ta ujawniła się już w Jemenie i Sudanie. Ci, którzy jeszcze cztery lata temu byli najlepszymi przyjaciółmi, teraz są zaciekłymi rywalami.
Rijad, wraz z Pakistanem, Turcją, Egiptem i Somalią, próbuje pozyskać dla niego poparcie. Z kolei Abu Zabi, które zawarło już sojusze wojskowe z frakcjami sudańskimi, libijskimi i somalijskimi, ma zbliżyć się do Izraela i włączyć Etiopię do swoich szeregów.
W Afryce Sojusz Państw Sahelu, złożony z Burkina Faso, Mali i Nigru, jest jedynym regionalnym sojuszem wojskowym. Oczekuje się, że Chiny i Rosja będą do tego zachęcać. W Ameryce Łacińskiej Boliwariański Sojusz Ludów Naszej Ameryki (ALBA) już nie funkcjonuje. Wręcz przeciwnie, koalicja wokół Argentyny i Chile tworzy się za zgodą Stanów Zjednoczonych.
Chiny, Indie i Rosja chcą zachować Organizację Narodów Zjednoczonych. W związku z tym prezydent Trump porzucił plany opuszczenia siedziby ONZ. Kluczowe jest zrozumienie, że wiele z tego, co zbudowała ONZ, zostanie rozmontowane, aby dostosować ją do prawa międzynarodowego. Ponieważ, wbrew temu, co sami sobie wmówiliśmy, Organizacja Narodów Zjednoczonych nie jest organizacją prawa międzynarodowego.
Thierry Meyssan
Tłum. Andrzej Filus
Za: Voltaire.net

