Polaków przy życiu trzyma własna głupota…
W roku 2015 na rosyjskojęzycznym portalu rusjev.net/2015/08/02.ukazały się szalenie ciekawe rozważania autorstwa Witalija Rożdajewa i Wiktora Szewczuka (tytuł oryginału Почему Украинцы опасаются и не говорят о главном), dotyczące perspektywy współpracy polsko-ukraińskiej w wielu aspektach i szalenie pozytywnej wizji przyszłości obu państw razem.
Autorzy wyszli z tezą, iż Polska i Ukraina mają w dużej mierze wspólną historię, w której nie brakowało sytuacji konfliktowych. Nie zapomniano dodać, że zręby międzywojennego państwa ukraińskiego tworzono przecież właśnie na tle walki z Rzeczpospolitą. Pamiętajmy, iż ekonomiczne i polityczne powiązania znacznych obszarów Ukrainy z Polską istniały aż do 1939 roku, kiedy to pakt Ribbentrop-Mołotow znów podzielił Polskę na części. „Dziś (rok 2015) natomiast, ekonomiczne powiązania Ukrainy i Polski przeżywają wzrost i w pewnym stopniu renesans. Jeżeli za 10–15 lat Polska i Ukraina byłyby w stanie połączyć się politycznie i ekonomicznie, tworząc także sojusz militarny, to stanęłyby w jednym rzędzie z takimi państwami jak Niemcy, Wielka Brytania i Francja, a jednocześnie znacznie wyprzedziłyby Rosję’’.
Wystarczy przytoczyć pewne dane statystyczne i w wielu politycznych, wizjonerskich głowach rysował się idylliczny plan wielkiej gospodarczo militarnej potęgi. „Polska z około 39-milionową ludnością i Ukraina z 43,5 milionem swoich mieszkańców (bez uwzględnienia mieszkańców Krymu), mając przemysł ciężki i zamknięte cykle produkcyjne, mogą stać się godną konkurencją dla towarów europejskich w ramach wspólnego rynku. Polityczny sojusz Polski i Ukrainy miałby ogromne znaczenie, chociażby przez swe geopolityczne położenie. Taki sojusz całkowicie przegrodziłby drogę z Europy do Azji od Bałtyku do Morza Czarnego. Pozostałby tylko niepewny przesmyk przez Turcję. Tymczasem rozbudowana sieć transportowa Ukrainy i Polski byłaby trwałą podstawą przemieszczania towarów – stacją tranzytową „wielkiego szlaku jedwabnego”, który już teraz jest intensywnie budowany przez Chiny. Należy tu podkreślić też ważność sojuszu militarnego obu państw. Taki sojusz musiałby przewidywać silną armię, która już przeszła próbę w walkach z poważnym przeciwnikiem. W wypadku zjednoczenia i przejścia na nowe technologie wojskowe, wspólna armia Polski i Ukrainy może odgrywać nie ostatnią rolę w NATO, a taką, jak obecnie Francja czy Wielka Brytania. Wojsko Polskie (140 tys. stałego składu) i Armia Ukraińska (250 tys.) ze wspólnym budżetem 16 mld dol., plus ciężkie uzbrojenie i możliwość umieszczenia systemów obrony przeciwrakietowej na swoich terytoriach, przekształciłyby ten region w dobrze bronioną granicę. Armia tego sojuszu byłaby najsilniejszą w Europie”.
Według autorów tekstu przyszłość Ukrainy nie powinna być związana tylko ze strukturami Unii Europejskiej, ile z integracją z silnym historycznym partnerem, co pozwoliłoby na prowadzenie silnej i niezależnej polityki ekonomicznej obu bytów dla wspólnego dobra. „Lokalna integracja – to ścieżka w przyszłość, którą należy budować już dziś, bez względu na możliwy opór szeregu sił politycznych i ekonomicznych. Tu należy tez zagwarantować sobie poparcie strony, która byłaby najbardziej zainteresowana w takim sojuszu. Są to USA i Kanada, które są zainteresowane w silnym proamerykańskim sojuszniku w Europie, szczególnie na jej Wschodzie. W taki sposób USA otrzymałyby dwóch sojuszników – Wielką Brytanię i Polskę-Ukrainę – na dwóch przeciwstawnych rubieżach Europy, które niosłyby gwarancje bezpieczeństwa całego regionu”. (Cdn.)
Roman Boryczko,
marzec 2024

