Odnosząc zwycięstwo a jednocześnie przyznając się do porażki: Nie ma łatwego sposobu na otwarcie Cieśniny Ormuz
Trump zdaje sobie teraz sprawę, że wojna jest przegrana – może i przegrana, ale jeszcze się nie skończyła. Może potrwać jeszcze jakiś czas.
Bloomberg: „To prawdopodobnie Iran odniósł najważniejsze zwycięstwo strategiczne… Wszystko wskazuje na to, iż zdolność Tehranu do kontrolowania Cieśniny rośnie”.
Klęski, które Zachód wciąż ponosi, „[są] przede wszystkim… intelektualne”. A „brak zrozumienia tego, co widzą – oznacza, że nie da się na to skutecznie zareagować”. Tak argumentował Aurelien. Ale „problem wykracza poza walkę na polu bitwy, a obejmuje dostrzeżenie i zrozumienie natury wojen asymetrycznych oraz ich wymiaru ekonomicznego i politycznego”.
„Dotyczy to w szczególności Iranu, gdzie… Washington wydaje się niezdolny do zrozumienia, iż „druga strona” ma strategię z elementami ekonomicznymi i politycznymi – i ją wdraża”.
„[Zgodnie z zachodnią obsesją na punkcie drobiazgów], cała uwaga mediów skupiała się ostatnio na przemieszczaniu się wojsk amerykańskich do regionu i ich możliwym wykorzystaniu, jakby to samo w sobie miało o czymś decydować. Jednak w rzeczywistości prawdziwym problemem jest opracowanie i rozmieszczenie przez Irańczyków nowej koncepcji prowadzenia wojny, opartej na pociskach rakietowych, dronach i przygotowaniach obronnych oraz niezdolność Zachodu, z jego mentalnością platformową, do zrozumienia i przetworzenia tych wydarzeń [tj. pełnego przyswojenia strategii, stojącej za wojną asymetryczną]”.
Irańska koncepcja i model bezpieczeństwa zostały opracowane ponad 20 lat temu. Impulsem do przejścia na paradygmat asymetryczny było całkowite zniszczenie przez Stany Zjednoczone scentralizowanego dowództwa wojskowego Iraku w 2003 roku w wyniku trzytygodniowego zmasowanego ataku powietrznego na Bagdad.
Problem, który pojawił się przed Iranem, dotyczył tego, jak kraj mógłby zbudować odstraszającą strukturę militarną, skoro nie posiadał (i nie mógł posiadać) niczego, co przypominałoby potencjał porównywalnych sił powietrznych. A także tego, że Stany Zjednoczone mogłyby obserwować z góry zasięg irańskiej infrastruktury wojskowej dzięki kamerom satelitarnym o wysokiej rozdzielczości.
Cóż, pierwszym rozwiązaniem było po prostu pozostawienie jak najmniejszej części struktury wojskowej na widoku, aby można ją było obserwować z góry. Jej elementy musiały być zakopane – i to głęboko (poza zasięgiem większości bomb). Drugim rozwiązaniem było to, iż głęboko zakopane pociski mogłyby w efekcie stać się irańskimi „siłami powietrznymi” – tj. substytutem konwencjonalnych sił powietrznych. W ten sposób Iran konstruuje i gromadzi pociski od ponad dwudziestu lat. Trzecim rozwiązaniem był podział irańskiej infrastruktury wojskowej na autonomiczne dowództwa prowincjonalne – decentralizację centrów dowodzenia, z których każde miałoby oddzielne składy amunicji, oddzielne silosy rakietowe, a w razie potrzeby własne siły morskie i milicję.
Krótko mówiąc, irańska machina militarna – w przypadku ataku dekapitacyjnego – została zaprojektowana tak, aby działać jak zautomatyzowana, zdecentralizowana machina odwetowa, której nie da się łatwo zatrzymać ani kontrolować.
Kiedy nie jesteśmy w stanie zrozumieć tego, co dzieje się na naszych oczach, najłatwiej sięgnąć po to, co się zna – koncentrację wojsk – i kontynuować działania, które w przeszłości nie przynosiły rezultatów.
W poprzednim wcieleniu, młodszy Trump – desperacko pragnący być podziwianym jako gwiazda w świecie nieruchomości na Manhattanie – wziął sobie za osobistego mentora nowojorskiego prokuratora, Roya Cohena. „Ten ostatni był również prawnikiem pięciu największych rodzin przestępczych w mieście – który dzięki takim koneksjom zasłużył na reputację osoby, z którą nie należy zadzierać” – relacjonuje izraelski komentator wojskowy, Alon Ben David:
„W większości przypadków Trumpowi wystarczyło przedstawić Cohena drugiej stronie ugody, aby ta zgodziła się na jego warunki. Czasami Trump był również zmuszony… zaciągnąć drugą stronę do sądu, gdzie Cohen szczerzył zęby przed sędziami i wygrywał. Ale to zawsze było celem Trumpa: zwycięstwo. Nie po to, by powiększyć tort, nie po to, by obie strony wygrywały, ale po to, by zwyciężyć tylko dla siebie – i najlepiej z poddaniem się drugiej strony”.
Czas płynie dalej i dziś, jak pisze Ben David, amerykańska potęga militarna służy Trumpowi za „Roya Cohena”. Prezentuje amerykańską potęgę militarną Irańczykom, licząc na ich szybką kapitulację; w przeciwnym razie on, Trump, puści smycz. Trump skarżył się Witkoffowi, gdy flota amerykańskich okrętów wojennych zgromadziła się u wybrzeży Persji, że jest „zdziwiony i zdezorientowany” tym, dlaczego Irańczycy nie skapitulowali jeszcze po ujrzeniu zgromadzonej zbiorowej potęgi morskiej.
„[Powodem zdziwienia Trumpa jest to, iż] tym razem staje on w obliczu przeciwnika innego niż wszyscy, których znał. To nie są potentaci rynku nieruchomości z Manhattanu ani gangsterzy z Atlantic City, to Persowie, członkowie 3000-letniej kultury, którzy mają inne pojęcie czasu i tego, czym jest zwycięstwo”.
Trump nie wie teraz, co robić: jest zdezorientowany i nie wie, jak wybrnąć z tej opresji. Groził Iranowi, ale ten nie kapituluje. I jak można się spodziewać, Netanjahu, obawiając się, że Washington może rozpocząć negocjacje z Iranem, zanim irański potencjał militarny zostanie całkowicie zdemontowany, „naciska na administrację Trumpa, aby przeprowadziła krótką, intensywną operację, która mogłaby obejmować siły lądowe” – pisze izraelski komentator Ben Caspit w Ma’ariv. (Cdn.)
Alastair Crooke,
Tłum. Andrzej Filus
Autor jest byłym brytyjskim dyplomatą oraz założycielem i dyrektorem działającego w Bejrucie Conflicts Forum, organizacji opowiadającej się za współpracą między islamem politycznym a Zachodem. Wcześniej był ważną postacią zarówno w brytyjskim wywiadzie (MI6), jak i dyplomacji Unii Europejskiej.

