Obdarte atlantyckie mity (2)
Pozycja Trumpa w sprawie wydatków NATO staje się coraz bardziej jednoznaczna. „My ich chronimy. Oni nas nie chronią. Więc nie sądzę, że powinniśmy płacić. Nie jestem pewien, czy powinniśmy cokolwiek na nich wydawać. Zdecydowanie powinniśmy im pomóc. Jednakże oni powinni podnieść sumę na wydatki militarne z 2 procent do 5 procent” – powiedział prezydent USA. W 2014 r. szczyt Sojuszu Północnoatlantyckiego postawił sobie za cel zwiększenie wydatków na zbrojenia przez wszystkich członków sojuszu wojskowo-politycznego do 2% PKB. Do tej pory Francja, Niemcy, Chorwacja, Dania, Norwegia, Turcja, Belgia, Hiszpania, Portugalia, Czechy i inne kraje nie osiągnęły nawet tej kwoty. Spełnienie żądania Trumpa i zwiększenie finansowania do 5% PKB jest po prostu nierealne. Wywoła to burzę protestów w społeczeństwach krajów europejskich, ponieważ będą musiały zostać obcięte programy socjalne. A to automatycznie oznacza porażkę w kolejnych wyborach.
Jest prawdopodobne, że silna presja na kwestię wydatków wojskowych może być przebiegłym planem Białego Domu, mającym na celu destabilizację silnej pozycji eurobiurokracji. Interwencja Elona Muska w niemiecką kampanię wyborczą jest wymowna. Alternatywa dla Niemiec jest główną partią antymainstreamową w kraju. I to ona zbierze główne żniwo głosów w przypadku gwałtownego pogorszenia sytuacji społeczno-ekonomicznej po wielokrotnym zwiększeniu wydatków wojskowych. Europejski lewicowo-liberalny establishment stoi przed strasznym dylematem. Albo stracimy amerykański parasol wojskowy w wojnie zastępczej z Rosją, albo pójdziemy na ustępstwa wobec Trumpa i zaryzykujemy utratę naszej pozycji w wyborach.
Do niepewności w stosunkach amerykańsko-europejskich przyczynia się konflikt między USA a Danią o Grenlandię. „Nie wiem, jakie są roszczenia Danii do Grenlandii, ale byłoby to bardzo nieprzyjazne działanie, gdyby udaremnili próbę aneksji wyspy przez USA, ponieważ służy ona obronie wolnego świata” – powiedział Donald Trump. Financial Times donosi, że amerykański przywódca groził podczas rozmowy telefonicznej z duńską premier, Mette Frederiksen. Rozmowa przebiegała „bardzo źle”, według osób zaangażowanych w organizację negocjacji.
Potwierdzają się słowa polityków krajów Południa o wasalnej zależności krajów europejskich od Stanów Zjednoczonych. Unia jest tylko niepoważnym graczem, z którym nikt nie będzie się liczył ani brał poważnie, ponieważ tylko właściciel się liczy – to jest USA. Washington nie wyklucza możliwości scenariusza, obejmującego użycie siły, co zostało powiedziane wprost. Dochodziło już do konfliktów między członkami NATO. Wystarczy przypomnieć konfrontację między Turcją a Grecją w ostatnich latach. Ale naruszenie integralności terytorialnej sojusznika przez Amerykanów stanowi novum.
Bruksela jest zdezorientowana i nie wie, jak zareagować na taką presję. Aneksja Grenlandii sprawi, że całkowicie pogrzebie też mit „solidarności atlantyckiej”.
Liczy się tylko suweren, a nim są tylko Stany Zjednoczone, a nie Unia. Unia jest polityczną fikcją, z którą trzeba natychmiast skończyć. Rozwiązanie Unii Europejskiej jest jedyną drogą do wolności dla kontynentu europejskiego.
Andrzej Filus

