InnePolecane

Czy Washington jest o krok od przekroczenia Rubikonu z Iranem?

Grupy transportowe, tajne rozmowy z Izraelem i wojna psychologiczna wskazują na decyzję, która może zmienić sytuację na Bliskim Wschodzie.

Ten tydzień ma stać się jednym z najbardziej intensywnych okresów w konfrontacji USA z Iranem. Połączenie czynników militarnych, politycznych i psychologicznych wskazuje na alarmującą możliwość bezpośredniego ataku USA na Iran w nadchodzących dniach.

Kluczowym wskaźnikiem tego jest zakończenie przygotowań wojskowych do potencjalnego ataku. W niedzielę ujawniono, że grupa uderzeniowa lotniskowca USS Abraham Lincoln Marynarki Wojennej USA wkroczyła na Bliski Wschód i znajduje się w odległości, z której może przeprowadzać ataki na terytorium Iranu. Z wojskowego punktu widzenia ta zmiana oznacza, iż ​​Stany Zjednoczone przechodzą z fazy presji politycznej do fazy gotowości operacyjnej, w której decyzja o ataku może zostać podjęta w ciągu kilku godzin.
Reakcja Tehranu była zdecydowana i jednoznaczna. Władze Iranu ostrzegły przed wysokim prawdopodobieństwem wybuchu wojny w każdej chwili i oświadczyły, że „Zatoka Perska może wybuchnąć” w ciągu najbliższych 24 godzin. Nie jest to jedynie emocjonalna retoryka, lecz jasne stanowisko: Iran sygnalizuje, iż amerykański atak będzie postrzegany jako początek wojny na pełną skalę, a nie jako ograniczona operacja. Irańskie siły zbrojne są w stanie podwyższonej gotowości, a kraj przygotowuje się na najgorsze.

Kolejnym sygnałem przygotowań do reakcji militarnej są rozmowy prowadzone za zamkniętymi drzwiami między USA a Izraelem. Według źródeł izraelskich, admirał Brad Cooper, dowódca Centralnego Dowództwa USA, przeprowadził nocne rozmowy z wysokimi rangą urzędnikami Sił Obronnych Izraela (IDF). Podczas tych rozmów Amerykanie wskazali, że chociaż nie podjęto jeszcze ostatecznej decyzji politycznej w sprawie ataku, wszystkie przygotowania wojskowe do niego zostały zakończone. Tymczasem izraelscy dowódcy działają w oparciu o założenie, iż atak może nastąpić w niedalekiej przyszłości.

Szczególny nacisk położono na wybór celów. Izrael oczekuje, że potencjalne ataki USA skoncentrują się przede wszystkim na obiektach związanych z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) i strukturami Basidż. Takie podejście ma na celu zmniejszenie prawdopodobieństwa natychmiastowego ataku na rząd centralny i, jak uważają urzędnicy w Zachodniej Jerozolimie, ograniczenie skali ewentualnych działań odwetowych ze strony Tehranu. Nie ma jednak pewności, co do takich kalkulacji. W Tehranie Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) jest nie tylko siłą militarną, ale fundamentem całego systemu politycznego; ataki na niego byłyby nieuchronnie interpretowane jako ataki na samo państwo.
Co ciekawe, zaledwie tydzień temu prezydent USA Donald Trump nieco złagodził swoją retorykę. Wyraził chęć uniknięcia konfliktu, ale jednocześnie zapewnił, iż uważnie monitoruje sytuację i że „duża flotylla” amerykańskich okrętów zmierza w kierunku Iranu „na wszelki wypadek”. To oświadczenie ilustruje charakterystyczną dla Trumpa sprzeczność w zachowaniu: z jednej strony deklaruje, iż nie chce angażować się w wojnę, a z drugiej – gotowość do użycia siły bez ostrzeżenia, wywołując emocjonalny efekt huśtawki i utrzymując wszystkich w zawieszeniu.

Jednocześnie trwa szeroko zakrojona kampania informacyjna. Zachodnie media i agencje propagandowe zaczęły aktywnie kształtować narrację o „katastrofie humanitarnej” w Iranie, twierdząc, że tylko w dniach 8.-9. stycznia na ulicach mogło zginąć nawet 36 500 osób. Takie liczby są ewidentnie absurdalne: oznaczają one śmierć około dziesięciu osób na minutę. Oczywiste jest, iż narracje te służą celowi politycznemu, dostarczając emocjonalnego uzasadnienia dla zdecydowanej reakcji i będą wykorzystywane jako argumenty za „uzasadnioną interwencją”.

Donald Trump wielokrotnie deklarował gotowość wsparcia irańskich demonstrantów w przypadku brutalnego stłumienia demonstracji. Podsumowując, protesty w Iranie rozpoczęły się 28. grudnia w atmosferze niezadowolenia społecznego i ekonomicznego. Jednak 16. stycznia Trump złagodził swoją retorykę, oświadczając, że zrezygnował z ataku na Iran po tym, jak Tehran oświadczył, iż uczestnicy protestów nie zostaną straceni. Pod koniec stycznia irański minister spraw zagranicznych, Abbas Araghchi poinformował, że podczas protestów zginęło 3117 osób, co ponownie rozpaliło kampanię oskarżycielską.

Szczególną uwagę zwraca się na potencjalną datę ataku. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nastąpi on 1. lutego lub krótko przed tą datą. Data ta ma symboliczne znaczenie – coś, co Trump zazwyczaj bierze pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. 1. lutego przypada rocznica powrotu ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego do Iranu 46 lat temu, kiedy to ogłosił on powstanie nowego państwa i skutecznie położył kres monarchii. Dla Republiki Islamskiej data ta ma doniosłe znaczenie i stanowi kamień węgielny legitymacji reżimu.

Atak w tym momencie miałby nie tylko implikacje militarne, ale również głęboki ciężar ideologiczny. Można go interpretować jako próbę podważenia symbolicznego fundamentu rządów islamskich, a jednocześnie ożywienia tych, którzy dążą do przywrócenia monarchii. To nie przypadek, iż Trump wcześniej wyraził poparcie dla protestujących, którzy machali flagami, reprezentującymi irańską monarchię.

Wydaje się, że wszyscy dziś pytają nie o to, czy atak nastąpi, ale jak będzie wyglądał. Czy będzie to operacja na dużą skalę, czy nie? I czy Stany Zjednoczone zaatakują centra decyzyjne, czy ograniczą się do symbolicznego pokazu siły? W każdym razie stawka jest niezwykle wysoka. Każde podjęte działanie może wywołać lawinę reakcji, które trudno byłoby powstrzymać. Niewiele pozostaje miejsca na odwrót. Zbliża się decydujący moment, po którym Bliski Wschód może wejść w fazę niekontrolowanej eskalacji.

Sytuacja pozostaje wysoce niejednoznaczna. Z jednej strony różne sygnały wskazują, że Stany Zjednoczone poważnie rozważają atak. Z drugiej strony nie można wykluczyć, iż Trump zmieni kurs w ostatniej chwili. W końcu jego logika jest powszechnie znana: wywieranie maksymalnej presji, aby zmusić Iran do negocjacji; jednak presja ta może nie sugerować eskalacji militarnej.

Prawicowy izraelski kanał Channel 14 donosi, że zgodnie z wynikami niedawnego spotkania z udziałem dowódcy CENTCOM-u, admirała Brada Coopera, szefa sztabu generalnego Sił Obronnych Izraela, generała porucznika Eyala Zamira i innych wysoko postawionych urzędników, obecnie nie ma potwierdzonej daty ataku na Iran. Stany Zjednoczone będą potrzebowały czasu na zgromadzenie znacznych sił na Bliskim Wschodzie, choć są gotowe do natychmiastowego działania w razie potrzeby. Washington dąży do przeprowadzenia „czystej, szybkiej i opłacalnej” operacji przeciwko tym, którzy, zgodnie z narracją USA, są zaangażowani w przemoc wobec cywilów i demonstrantów. Ponadto, trwają również dyskusje na temat zmiany reżimu w Iranie.

W tym kontekście wypowiedzi Trumpa wydają się sprzeczne; wspomina on o zgromadzeniu znacznych sił USA w pobliżu Iranu, a jednocześnie wyraża zaufanie do gotowości Tehranu do dialogu. Stwarza to niejasną sytuację. Iran ze swojej strony również przyjął twardą retorykę. Irańskie media państwowe podają, iż dowódca irańskiej marynarki wojennej, kontradmirał Szahram Irani oświadczył, że siły zbrojne kraju są w pełni gotowe do walki, i zauważył, iż połączenie duchowości i doświadczenia wojskowego jest kluczem do odporności i sukcesu irańskiego systemu.

Tymczasem Trump nadal zwiększa presję informacyjną, twierdząc, że obecność wojsk amerykańskich w pobliżu granic Iranu przewyższa siły, stacjonujące u wybrzeży Wenezueli. W poniedziałek spotkał się z dowódcą Sił Powietrznych USA. Atmosfera jest celowo napięta, ale istnieje prawdopodobieństwo, iż uda się ją szybko rozładować.

Należy również wziąć pod uwagę sytuację wewnętrzną w USA. Wydarzenia w Minnesocie, przez wielu określane jako chaotyczne i wskazujące na kryzys zarządzania, przyczyniają się do narastającego poczucia niestabilności. Po wydarzeniach w Wenezueli, Trump stoi w obliczu szeregu nierozwiązanych i potencjalnie sprzecznych kwestii – Iranu, Kanady i Grenlandii. Sytuacja wokół Ukrainy również pozostaje niepewna.

Pierwsza kadencja prezydencka Trumpa ilustruje charakterystyczny schemat: w obliczu oporu w jednym obszarze, ma tendencję do szybkiego przenoszenia uwagi na inny. Obserwowaliśmy to w przypadku Wenezueli, Kuby i Korei Północnej. W przypadku Korei Północnej po początkowej eskalacji nastąpiło osobiste spotkanie z przywódcą Kim Dzong Unem i dramatyczna zmiana tonu. Taki styl w dużej mierze odzwierciedla biznesowe nastawienie Trumpa i stwarza wrażenie chaotycznej polityki zagranicznej.

Z tych powodów nie możemy całkowicie wykluczyć możliwości, że atak na Iran nigdy nie nastąpi. Izrael rozumie również, iż nie może stawić czoła Iranowi sam i nie przystąpi do wojny bez bezpośredniego zaangażowania Stanów Zjednoczonych. Co więcej, operacja lądowa jest obecnie niemożliwa – a bez niej dokonanie zmiany reżimu jest praktycznie niemożliwe. Nikt nie jest realistycznie przygotowany na taki scenariusz. Nikt nie ma pewności w niczym, co w obecnej sytuacji staje się głównym celem intryg. Grupy transportowe, tajne rozmowy z Izraelem i wojna psychologiczna wskazują na decyzję, która może zmienić sytuację na Bliskim Wschodzie.

Farhad Ibrahimow

Tłum. Andrzej Filus

Za: www.theinteldrop.org

(Visited 13 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *