Co się dzieje w „pułapce miodu”? (2)
W każdym razie Donald Trump został prezydentem, opierając się na obietnicach zakończenia wojen i rzucenia wyzwania państwu głębokiemu poprzez ujawnienie dokumentów i historii, związanych z Epsteinem, JFK, RFK i 11. września. Niestety, nie dotrzymał tych obietnic, choć teraz zepchnął piłkę na dalszy plan, nakazując prokurator generalnej Pam Bondi przejrzenie materiałów Epsteina i ujawnienie wszystkiego, co jest „wiarygodne”. Jak podejrzewam, Trump spróbuje zataić materiały, ujawniające jego bliskie relacje z Epsteinem, a ona będzie lojalna wobec swojego szefa i nie znajdzie w nich niczego interesującego, a w szczególności tego, co obciążałoby prezydenta.
Pam Bondi prawdopodobnie także nie potwierdzi dowodów na potencjalne szpiegostwo na rzecz Izraela przez zawarcie jakiegoś porozumienia o współpracy z liczną grupą amerykańskiej elity, która była szantażowana. Należy zauważyć, że Trump początkowo zasugerował, iż nie będzie poruszał kwestii Epsteina tuż po tym, jak Binjamin Netanjahu odbył z nim trzy spotkania podczas wizyty, o którą zabiegał izraelski premier i, co nietypowe, nie zorganizowano po niej konferencji prasowej, która poruszyłaby omawiane kwestie. Wiadomo, iż Netanjahu ma kłopoty polityczne w Izraelu z powodu procesu korupcyjnego, a konflikt ze Stanami Zjednoczonymi w tym czasie byłby niemile widziany przez jego zwolenników w kraju. W ten sposób Netanjahu mógł pojawić się w Washingtonie, aby dodać głos Izraela do głosu rządów państwa głębokiego, które twierdzi, iż ujawnienie informacji o Epsteinie jest niedopuszczalne.
Gdyby akta Epsteina zostały ujawnione, cały wysiłek włożony w gromadzenie możliwości szantażu wobec tych, których można by uznać za amerykańską klasę rządzącą, poszedłby na marne. Gdyby akta zostały ujawnione, a informacje upublicznione, potencjalne informacje o szantażu, o ile w ogóle istnieją, byłyby w większości bezużyteczne. Co ważniejsze, amerykańska opinia publiczna dowiedziałaby się, że Izrael dąży do szantażowania amerykańskich elit, aby służyć interesom Izraela, a nie Ameryki.
Podsumowując, z jednej strony impulsywna wojowniczość obecnej administracji, a z drugiej głuchota, co świadczy, że prezydent Donald Trump nie chce żadnego poparcia od członków MAGA, którzy domagają się ujawnienia akt Jeffreya Epsteina i jest gotów powiedzieć im to prosto w twarz. Tak wyraził się w środę rano w mediach społecznościowych, a następnie wygłosił w późniejszych komentarzach w Białym Domu. Trump potępił swoich „BYŁYCH” zwolenników za wierzenie w „bzdury”. Następnie całkowicie się z nimi zerwał, mówiąc: „Niech ci słabeusze idą dalej i robią robotę dla Demokratów, nawet nie myślcie o mówieniu o naszym niesamowitym i bezprecedensowym sukcesie, bo nie chcę już ich poparcia!”. Później podwoił stawkę, ponownie nazywając tych, którzy domagają się więcej informacji, „głupimi ludźmi”, wykonującymi robotę dla Demokratów – słowami, których może żałować do końca życia!
Philip Giraldi
19. lipca 2025
Tłum. Andrzej Filus
Za: Ron Paul Institute

