PolecaneRzeczypospolita

Na karuzeli – Kołodziejczak i inni

Jeśli godzimy się i poddajemy propagandzie konsumpcjonizmu, odrzucamy to, co tradycyjne, to co było z nami zawsze prawdziwe, zdrowe a autorytety uznajemy za zło wcielone – to w swej autonomicznej decyzji, będąc na pasku kreatorów duszy, umarliśmy do cna! Żyje tylko ciało, dusza wyparowała i uleciała w niebycie! Mieszczuchy z wielkich, zasmrodzonych metropolii nie mogą się bronić na żadnej płaszczyźnie swojego marnego istnienia. Od urodzin pod czujnym okiem rozmaitych służb, aplikacji, sieciowych przypominajek, promocji i celów wyznaczanych przez tik tokowych bohaterów, bo im się udało! Miasto musi jeść, konsumować, pożerać i wydalać. Proces banalnie prosty i przewidywalny. Choć państwo, do którego grona aspirowała nasza ojczyzna rodzicielka znacznie, zliberalizowało pojęcie jedzenia, dawniej zwanego pokarmem danym od Boga, a mimo wszystko każdy rodzimy rolnik docelowo oszukuje nas miejskich pożeraczy, konsumentów, by mieć, by znaczyć o wiele więcej niż „te miastowe” biedaki.

Dziwię się, iż ci bogobojni biznesmeni w gumofilcach nie wpadli na to, by kluczem do rozwiązania ich dylematów, było bycie… razem! Razem przeciwko jeszcze gorszemu świństwu zza granicy. Wyświechtane obnoszenie się polskim rodowodem, jako marką niedoścignioną, wcale by nie przeszkodziło. Zaprzęgnięty Kościół Katolicki – ostoja tradycji – mógłby zrobić również wiele dobrego do promocji swojskiej strawy i dóbr wszelakich, co marki mają stąd, z tej ziemi! To, że skupy sprzedane za bezcen przez styropianowych buntowników nieboszczki Solidarności – pestka! To, że sklepy o logotypach sieci światowych, handlujące plastikiem i ścierwem, to również pestka. Zwyczajnie jest konkurencja! Gdyby nasz rodzimy, niemieszkający w metropolii wielkich miast plantator żywności wszelakiej zrzeszył się w grupy interesu, pozyskał kapitał na działanie, to byłby konkurencją! Zdrową konkurencją dla tych, co zawsze chcieli w RP być na wyłączność. I tu tkwi problem, ponieważ łebski umysł tego, co od roli, co wiecznie ma brud za paznokciami, podpowiedział, że lepiej być podwykonawcą na globalnej, korporacyjnej drodze do zatracenia. Nie walka o zdrowie ostatniego w drabinie zależności konsumenta, a walka o maksymalne obniżenie jakości i obniżenie ceny w relacji: polski ciemny chłop a ponadnarodowy gigant. Polski chłop ma pomyślunek! Dziś – w dobie całkowitego zakręcenia kroplówki z Rosji, dokręcania pętli przez skupy i jakościowo dramatycznie niezdrowe płody rolne z Ukrainy, w rytmie oberka wykończą tubylców, co tu byli z dziada pradziada. Może i dobrze – skoro głupi, chciwi i pazerni! My, miastowi, będziemy najwyżej żarli drogie świństwo, hodowane gdzieś na czernobylskich ugorach. I tak mamy żołądki rozepchane chemią i Bóg raczy wiedzieć, jakimi jeszcze świństwami. (Cdn.)

Roman Boryczko,

 sierpień 2023

(Visited 22 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *