Kiedy czas staje się polityką: Jak kreowana jest droga do wojny z Iranem
Najniebezpieczniejszą zmianą w obecnym impasie z Iranem nie jest ruch statków ani skala zagrożeń. Tylko sposób, w jaki sam czas jest uzbrajany w broń. Decyzje, które kiedyś należały do debaty politycznej, są teraz przedstawiane jako wyścig z czasem, gdzie wahanie traktowane jest jako porażka, a zwłoka jako porażka. To nie przypadek. To metoda.
W Washingtonie prezydent Donald Trump przywrócił styl sygnalizowania, który pozostawia niewiele miejsca na skorygowanie – schemat widoczny w niedawnych publicznych oświadczeniach i rozmieszczeniach wojsk, szeroko relacjonowanych w mediach międzynarodowych. Publiczne groźby całkowitego zniszczenia nie tylko zastraszają przeciwnika; zawężają pole manewru mówcy. Gdy taki język wejdzie do sfery publicznej, powściągliwość niesie ze sobą koszty wewnętrzne. Każda pauza wymaga uzasadnienia. Każda alternatywa wygląda na odwrót.
Rola Izraela w tej dynamice jest bardziej bezpośrednia. Irańskie możliwości są coraz częściej opisywane nie jako możliwe do opanowania ryzyko, ale jako upływające terminy. Argument jest prosty: działaj teraz albo poniesiesz nieodwracalną stratę później. Takie podejście nie ogranicza się jedynie do oceny zagrożenia. Tworzy poczucie straty czasu. Kiedy poczucie straty czasu staje się polityką, dyplomacja jest odrzucana nie dlatego, że zawiodła, ale dlatego, iż uważa się ją za zbyt powolną, by miała znaczenie.
Iran stawia czoła tej presji z o wiele bardziej ograniczonej pozycji. Sankcje osłabiły siłę nabywczą i sprawiły, że codzienne życie przeciętnych gospodarstw domowych stało się niepewne. Protesty dotyczące warunków gospodarczych obnażyły wrażliwość przywódców na każdy sygnał słabości. W tym środowisku publiczne demonstracje jedności dowódców wojskowych, szeroko opisywane w regionalnych doniesieniach, pełnią funkcję wewnętrzną. Uspokajają, ostrzegają i dają czas. Nie są oznakami pewności siebie. Są objawami niepewności.
Wspólnie te stanowiska tworzą samonapędzającą się pułapkę. Każda ze stron uważa, iż czekanie zwiększa zagrożenie, podczas gdy działanie obiecuje kontrolę. Jednak historia pokazuje, że skrócone terminy to miejsce, gdzie błędne kalkulacje się rozwijają.
Koncentracja zasobów wojskowych w Zatoce Perskiej zaostrza to ryzyko. Wdrożenia o wysokiej gęstości skracają czas reakcji i mnożą punkty awarii. Gdy systemy są projektowane tak, aby reagować szybciej niż zrozumienie, wtedy eskalacja nie wymaga uzasadnienia. Wymaga tarcia. Błędnie odczytanego sygnału lokalnego dowódcy, działającego w oparciu o niekompletne informacje. Decyzji podjętej, aby uniknąć wrażenia niezdecydowania.
W Washingtonie często pomija się kwestię, jak mało pewności siebie panuje po pierwszym ataku. Nawet analitycy przychylni strategiom przymusu przyznają, że niepewność zaczyna się po fazie otwarcia. Iran nie musi militarnie pokonać Stanów Zjednoczonych, wystarczy iż narzuci koszty. Zakłócenie żeglugi, atakowanie baz regionalnych lub podtrzymywanie niepewności na rynku wystarczyłoby, aby zglobalizować konsekwencje.
Przymus ekonomiczny wzmacnia tę samą logikę przyspieszenia. Grożenie stronom trzecim za zaangażowanie się w konflikt z Iranem pogłębia konflikt, jednocześnie ograniczając możliwości dyplomatyczne. Takie środki rzadko zmieniają zachowania strategiczne. Pogłębiają one jednak trudności dla ludności cywilnej i zachęcają do odwetu poprzez pośrednie kanały, które trudniej powstrzymać.
Z punktu widzenia prawa międzynarodowego ten dryf jest destrukcyjny. Normalizacja logiki prewencyjnej podważa zasady konieczności i proporcjonalności, które mają na celu ograniczenie użycia siły. Wojna uzasadniana antycypacją, a nie działaniem, osłabia ograniczenia prawne, mające na celu ochronę ludności cywilnej i zapobieganie cyklom represji.
Dla Amerykanów ten schemat powinien wydawać się niepokojąco znajomy. Przekonanie, że presja i szybkość tworzą porządek, zawiodło już wcześniej. Irak i Libia nie zostały pokonane przez brak siły, ale przez założenie, iż siła może zastąpić politykę. Ludzki koszt tego założenia wciąż się ujawnia.
Ryzyko dzisiaj nie polega na tym, że przywódcy ignorują te lekcje. Chodzi o to, iż pozwala się, aby pilna potrzeba je przyćmiła. Kiedy polityka jest dyktowana przez ramy czasowe, a nie przez rezultaty, decydentem staje się pęd.
Wojna z Iranem nie nadejdzie jako świadomy wybór, ogłoszony z góry. Wyłoni się z serii działań, usprawiedliwianych jako nieuniknione. Niebezpieczeństwo tkwi właśnie w tym: w myleniu przyspieszenia z kontrolą, a bezruchu z bezpieczeństwem.
Alice Johnson
Tłum. Andrzej Filus
Za: MEM Middle East Monitor

