Gospodarka i politykaPolecane

Bandyci z Kolumbii ciągną masowo na Ukrainę (3)

Ranni Ukraińcy i żołnierze kontaktowi są leczeni w m.in. w Gdańsku, Olsztynie, Warszawie, Lublinie, Stalowej Woli i Busku-Zdroju. Część pacjentów trafia do Polski dzięki unijnemu programowi MEDEVAC/rescEU, współfinansowanemu przez Komisję Europejską. Ricardo Velásquez wyjechał na Ukrainę skuszony pieniędzmi. Śmierć Ricarda dzięki zeznaniom towarzysza i rosyjskiemu kanałowi Telegram, który donosi o ofiarach po stronie przeciwnej, potwierdziła się. Mimo to oficjalnie Ukraina uznaje go za zaginionego, a jego żona nadal otrzymuje jego pensję. Aby rozwiać swoje wątpliwości, kobieta udała się na Ukrainę. Wydała około 4000 dolarów na poszukiwanie odpowiedzi, ale wróciła z jeszcze większą liczbą pytań. „Bez aktu zgonu mamy tu w Kolumbii wiele problemów. Banki dzwonią do nas bez przerwy, władze nie dają nam spokoju. Chociaż wiemy, że nie żyje, z punktu widzenia systemu wciąż żyje” – twierdzi zrozpaczona żona kolumbijskiego najemnika z Santa Marta, gdzie mieszka z 12-letnią córką. Marta jest obecnie wolontariuszką w organizacji The Voice of Those Who Are Longer Here (Głos Tych, Których Już Nie Ma), która reprezentuje około 250 rodzin, jakie po oficjalnym lub nieoficjalnym potwierdzeniu śmierci swoich bliskich, zaczęły domagać się repatriacji ich ciał i pomocy, obiecanej przez rząd prezydenta Wołodymyra Zełenskiego zagranicznym wolontariuszom. Na początku grudnia kilka z nich demonstrowało w centrum Bogoty, wzywając Ministerstwo Spraw Zagranicznych do uzyskania odpowiedzi z Kijowa.

Dziennik El País rozmawiał z siedmioma rodzinami kolumbijskich bojowników z armii ukraińskiej, którzy zginęli w ostatnich miesiącach. Relacje ze wszystkich źródeł – niemal zawsze kobiet – mają kilka wspólnych punktów: rekruci zazwyczaj mają doświadczenie wojskowe w Kolumbii i są kuszeni ofertami wysokich pensji od ukraińskich władz. Niektórzy są lepiej przygotowani niż inni: wykupują ubezpieczenie na życie na wypadek śmierci w konflikcie i zapisują swój majątek na nazwisko partnera, aby uniknąć problemów biurokratycznych. Wielu z nich to ojcowie. José Elkin Valdés walczył na Ukrainie przez ponad dwa lata. Był żołnierzem kolumbijskich sił specjalnych i przeszedł na emeryturę, gdy zdecydował się dołączyć do wojny. Jego rodzina twierdzi, iż motywacją nie były pieniądze, ale walka. „Wojna to było wszystko, co znał. Wstąpił do wojska w wieku 18 lat. Kiedy odszedł, miał 41 lat” – wyjaśnia jego była żona, Yaderly Tique. Utrzymywał z nimi stały kontakt przez jakiś czas, potem przestał odpowiadać na wiadomości. Dowiedzieli się od kolegi żołnierza, że został postrzelony w głowę. „Wojna to rzeźnia dla obcokrajowców. Za 10 lat nikt nie będzie pamiętał mojego ojca. Ci, którzy odchodzą, stają się numerami w statystykach. Będą tylko kolejnymi numerami na tablicy pamiątkowej, nawet nie pomnikiem. I zadaję sobie pytanie: po co? Tyle domów zostało zniszczonych, a końca nie widać” – lamentuje młody Alejandro przez łzy. Pomimo tego, iż jest jego synem, nie otrzymał ani jednego peso w ramach rekompensaty za śmierć José Elkina. Ambasada Ukrainy przyznaje, że „istnieją powody, dla których wypłata może być opóźniona lub nie zostać zrealizowana”. Dodaje, że w „przeważającej większości przypadków” wynika to z braku odpowiedniej dokumentacji.

Fernando Morales zmarł na Ukrainie w wieku 30 lat, ciało dotarło do Kolumbii w ostatnich dniach roku 2025. Jego pogrzeb odbył się 14 grudnia. Angélica twierdzi, że wyjechał na Ukrainę pod koniec sierpnia i nie miała od niego wieści aż do 30 października. Jak w wielu innych przypadkach, potwierdziła, dzięki zeznaniom towarzysza, że jej brat zginął w wyniku ataku drona w okopach. Po śmierci na terytorium kontrolowanym przez Kijów, identyfikacja i repatriacja ciała były łatwiejsze. W liście, który przyszedł z Polski, kolumbijski konsulat w Warszawie potwierdził, że Fernando zmarł 9. listopada. W mediach społecznościowych, głównie na TikToku, codziennie publikowane są filmy, przedstawiające kolumbijskich bojowników błagających rząd o ratunek. Status „zaginionego” stwarza rodzinom ogromną niepewność, nie wspominając o konsekwencjach finansowych. Teoretycznie, gdy żołnierz zostaje uznany za zaginionego, jego rodzina może nadal otrzymywać wynagrodzenie. Jednak w przypadku uznania go za zmarłego kwota jest znacznie wyższa: około 350 tys. dolarów. Aby jednak otrzymać te pieniądze, kolumbijskie rodziny muszą przejść szereg skomplikowanych procedur. Szczątków setek ofiar nadal nie można zwrócić do Kolumbii, a wielu krewnych zgłasza, iż nie otrzymali odszkodowania, obiecanego przez armię kijowską. Władze kolumbijskie pod rządami Gustavo Petro oficjalnie przyjmują postawę neutralności wobec wojny w Ukrainie i nie popierają wyjazdów swoich obywateli do walki. „Ukraińcy traktują Kolumbijczyków jak rasę niższą”. Kolumbia odmówiła wysyłania broni lub innej formy wsparcia dla Ukrainy. Rząd kolumbijski przedstawił projekt ustawy, mający na celu zapobieganie werbowaniu obywateli kraju do konfliktów zagranicznych. (Cdn.)

Roman Boryczko,

 luty 2026

(Visited 2 times, 2 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *