Trumpowy kabaret: Rozproszenie uwagi, oszustwo i kradzież amerykańskiej gospodarki
Nazwij to po imieniu: kradzieżą
Korupcja, kumoterstwo i samouwielbienie, które obecnie definiują amerykański rząd – szczególnie pod rządami Donalda Trumpa – sprowadzają się do napadu w zwolnionym tempie, przeprowadzonego jawnie, w biały dzień.
Ale oto haczyk: to kradzież ukryta za spektaklem. Administracja Trumpa zalewa scenę hałasem, żebyśmy „my, ludzie”, nie zauważyli, co dzieje się za kulisami.
Jesteśmy manipulowani, by patrzeć na niewłaściwe rzeczy
Te rozproszenia uwagi są częścią planu, mającego na celu okradzenie nas na ślepo.
Nie trzeba szukać daleko, żeby zobaczyć, jak działa oszustwo. Nigdzie indziej oszustwo nie jest bardziej oczywiste niż rozeznaniu, jak wykorzystywana jest sama prezydentura.
Dla rodziny Trumpów prezydentura nie jest służbą publiczną. To przepustka do bogactwa, władzy i przywilejów – nieustanna próba wyciśnięcia maksymalnych korzyści osobistych z urzędu publicznego.
Podatnicy płacą rachunek za ten ogromny przekręt: bezpieczeństwo dla dalszej rodziny prezydenta Trumpa, luksusowe podróże, prywatne przedsięwzięcia biznesowe, weekendy w należących do Trumpa ośrodkach golfowych i projekty próżności z ukrytą ceną za przywilej noszenia jego nazwiska.
My za to płacimy. Oni na tym zarabiają.
Nawet Kongres jest w to zamieszany.
W jawnym akcie politycznego schlebiania, republikanie w Senacie próbują przemycić do ustawy o finansowaniu ICE zapis, który przeznaczyłby miliard dolarów z pieniędzy podatników na długo wyczekiwaną przez Trumpa salę balową w Białym Domu – omijając w ten sposób debatę i nadzór.
Miliard dolarów
Nie po to, by obniżyć rachunki za zakupy. Nie po to, by naprawić opiekę zdrowotną. Nie na infrastrukturę, służącą społeczeństwu, tylko na salę balową.
Ale takie działanie odsłania słabości u większości Amerykanów: sala balowa to nie tylko projekt próżności, ale przede wszystkim odwraca uwagę. Podobnie jak jego plany przebudowy pola golfowego East Potomac. Podobnie jak jego przemalowanie Reflecting Pool. Podobnie jak spektakl, w którym inscenizuje walkę UFC na trawniku przed Białym Domem. Podobnie jak jego niekończące się, bombastyczne, pełne oburzenia, maniakalne, trafiające na pierwsze strony gazet posty w Truth Social.
Trump jest dobry w rozgrzewaniu ludzkich emocji. Doskonale wie, co oburzy, rozproszy uwagę i wciągnie ludzi w kolejną bezsensowną kłótnię. Im głośniej i głośniej, tym lepiej. Takie jest widowisko.
A skoro już oglądamy cyrkowe wygłupy Trumpa, dzieje się coś jeszcze.
Prawdziwe szkody wyrządzone naszej republice są zmanipulowane – odwlekane, poprzemieniane, negowane.
Ta gra w trzy kubki skupia naszą uwagę na kosztownych wybrykach Trumpa, podczas gdy jego wspólnicy w zbrodni wykorzystują tę okazję, by zamknąć kraj i pozbawić nas tego, co nam się prawnie należy.
To nie jest tylko jeden misterny podstęp, ale seria tuszowań i zaciemniania, mająca na celu powstrzymanie nas przed zbyt wnikliwym przyglądaniem się sprawie lub zadawaniem zbyt wielu pytań o to, co się naprawdę dzieje.
To, co zaczęło się jako próba odwrócenia uwagi opinii publicznej – od pytań o Epsteina po wojnę, spektakle w Białym Domu, represje imigracyjne i teatr wojny kulturowej – przerodziło się w stale rozszerzającą się sieć sztucznie wykreowanych dywersji i odwracania uwagi.
Mamy oglądać spektakl, a nie rządowe księgi rachunkowe
Kiedy nie widzimy szkód – w kraju ani za granicą – nie jesteśmy w stanie oszacować kosztów. Ale jesteśmy proszeni o zapłatę, a cena rośnie z dnia na dzień.
Ten sam człowiek, który doprowadził do bankructwa własne firmy, teraz stosuje tę samą taktykę wobec rządu USA.
Rozważmy gospodarkę Trumpa w liczbach. To one pokazują prawdziwą historię.
Rząd wydaje więcej, niż otrzymuje.
Dług publiczny wynosi obecnie 31 bilionów dolarów, więcej niż cała gospodarka USA. Po raz pierwszy od II wojny światowej dług przekroczył 100 procent produktu krajowego brutto (PKB).
To nie jest drobnostka.
Chociaż obie partie polityczne ponoszą odpowiedzialność za dekady niegospodarności, administracja Trumpa przyspieszyła kryzys poprzez toksyczną kombinację lekkomyślnych wydatków, ulg podatkowych i kosztownych, nieautoryzowanych wojen.
W chwili, gdy Amerykanie z trudem wiążą koniec z końcem, administracja Trumpa wydaje ogromne sumy – kosztem podatników – na projekty, które odwołują się do ego Trumpa, podsycają jego próżność, konsolidują jego władzę, nagradzają jego sojuszników lub umacniają policyjny aparat kontroli.
Neron grał na skrzypcach, gdy Rzym płonął.
Trump gra w golfa, podczas gdy Ameryka płonie – i wciąż zapala zapałkę.
Podczas gdy „my, ludzie”, płacimy więcej za wszystko, Trump bogaci się na prezydenturze – kosztem podatników.
Stał się znacznie bogatszy.
Miliardy powiększyły jego fortunę – w czasie sprawowania przez niego urzędu prezydenta. Bogactwo jego rodziny również osiągnęło gigantyczne rozmiary.
Wiecie, kto na tym traci?
My, ludzie (naród). Zwłaszcza ci z nas, którzy nie należą do politycznej i korporacyjnej elity.
A co robi Trump?
Leci do Mar-a-Lago na koszt podatników. Gra w golfa, ciągnąc za sobą pełną ochronę. Zamienia Biały Dom – a co za tym idzie, znaczną część stolicy kraju – w swój prywatny folwark, remontując go według własnych upodobań, nie przejmując się zbytnio życzeniami narodu amerykańskiego.
Żyje jak król, a my płacimy za jego ekscesy, w ten czy inny sposób.
Ogranicza wydatki rządowe na programy edukacyjne, chroniące i wspierające Amerykanów, jednocześnie budując wartą 1,5 biliona dolarów machinę wojenną i wzmacniając wszystkie aspekty państwa policyjnego, które traktuje nas jak podejrzanych – zamykając nas i wiążąc.
Buduje pomniki dla własnego ego: salę balową za 400 milionów dolarów – teraz potencjalnie wartą miliard dolarów, finansowaną z pieniędzy podatników, aby uzyskać dostęp i wpływy, jeśli republikańscy senatorowie postawią na swoim; profesjonalne, finansowane z pieniędzy podatników pola golfowe, które zastąpią parki publiczne; nową Złotą Flotę pancerników klasy Trump, z których każdy będzie kosztował 13 miliardów dolarów.
Naciska, aby lotniska, dworce kolejowe i inna infrastruktura nosiły jego imię, a następnie dorzuca wątpliwe umowy licencyjne na ten tak zwany przywilej.
Zmienia wojnę w wielki biznes i na tym zarabia.
Jednak równie ważny jak matematyka, która nas wysysa, jest spisek odwracający uwagę, utrzymujący nas w nieświadomości kradzieży, jaka ma miejsce w naszym otoczeniu.
Bo podczas gdy my oglądamy program, trwa napad. Kasjerzy napełniają torby skradzionymi łupami. I wykorzystują rząd jako samochód do ucieczki.
Tak właśnie działa oszustwo.
Jak ostrzegaliśmy w książce Battlefield America: The War on the American People i jej fikcyjnym odpowiedniku Dziennikach Erika Blaira, tak właśnie rozrasta się machina państwa policyjnego: nie tylko poprzez niekończące się wojny, niekontrolowaną władzę i rząd, który nie odpowiada już przed ludźmi, ale także poprzez spekulacje, kumoterstwo i korupcję pod płaszczykiem reform, efektywności i nacjonalizmu.
W tym tkwi szwindel Trumpa: podczas gdy my jesteśmy ogłupiani spektaklem, oni opróżniają skarbiec.
John W. i Nisha Whitehead,
Tłum. Andrzej Filus
Źródło: Instytut Rutherforda

