Totalitaryzm medyczny (2)
We wszystkich państwach członkowskich UE lekarze, zrzeszeni są w krajowych stowarzyszeniach medycznych, które pomagają utrzymać spójność zawodową. Te ramy prawne i zawodowe są niezbędne do utrzymania jednomyślności, zwanej również medycznym „konsensusem”. Od wszystkich europejskich lekarzy oczekuje się, że będą myśleć podobnie i podzielać te same przekonania na temat swojego zawodu i sposobu jego wykonywania. Niemniej jednak wszyscy składają przysięgę Hipokratesa, która na pierwszy rzut oka pozostawia każdemu lekarzowi swobodę decydowania o sobie, stawiania diagnozy każdemu pacjentowi i decydowania o sposobie jego leczenia. Wielki Covid Show pokazał, iż wręcz przeciwnie, wszyscy lekarze w UE musieli stosować się do decyzji, dotyczących leczenia podjętych na szczeblu rządowym („protokół”) i egzekwowanych przez biurokrację państwową, policję i organy sądowe. Surowo zakazano przepisywania alternatywnych leków, takich jak hydroksychlorochina i iwermektyna, a nieliczni lekarze, którzy mimo to odważyli się to zrobić, zostali surowo ukarani. Podobnie karano lekarzy, wręczających pacjentom podpisane oświadczenie, zwalniające ich z obowiązku noszenia maseczki podczas Wielkiego Covid Show.
Zgodnie z centralizacją medycyny, studenci medycyny w całej UE są szkoleni, aby myśleć i zachowywać się jak lojalni członkowie państwowego establishmentu medycznego. Innymi słowy, unijny establishment medyczny (będący już częścią globalnej sieci kontrolowanej i zarządzanej przez WHO) funkcjonuje jak Kościół rzymskokatolicki lub tradycyjna, staromodna Partia Komunistyczna. Medyczny „konsensus” (narzucany odgórnie) jest dla lekarzy tym, czym dogmat dla duchowieństwa rzymskokatolickiego, a linia partii dla komunistów. Wszyscy lekarze są zobowiązani do przestrzegania konsensusu medycznego, a ci, którzy tego nie robią, muszą za to płacić. Oznacza to, iż w praktyce przysięga Hipokratesa jest jedynie uroczym folklorystycznym zwyczajem bez treści i prawdziwego znaczenia.
* * *
Po prostu idź do lekarza. Zwłaszcza jeśli ma on (lub ona, ponieważ obecnie coraz więcej lekarzy to kobiety) mniej niż 60 lat, usiądziesz naprzeciwko lekarza, który nie będzie stał zwrócony do ciebie twarzą, lecz będzie patrzył w ekran. Z rękami na klawiaturze, pisze, zadając ci pytania z drzewa decyzyjnego na ekranie. Po kilku pytaniach i odpowiedziach odczyta ci diagnozę z ekranu. Następnie lekarz przepisze tabletki, a ty będziesz musiał wyjść i zrobić miejsce dla następnego pacjenta. Jeśli tabletki nie pomogą, zostaniesz zoperowany, a te części ciała, które nie działają prawidłowo, zostaną odcięte lub usunięte, po czym będziesz musiał brać kolejne tabletki. Tak działa system i lekarzom i pacjentom bardzo trudno jest z niego uciec. Lekarze mają kredyty hipoteczne i rachunki do spłacenia, a pacjenci nadal ufają swoim lekarzom i systemowi.
Obecny system został opracowany w XX wieku, a jego rozwój przyspieszył po zakończeniu II wojny światowej. Można zatem stwierdzić, że obecnie dominująca branża opieki zdrowotnej w UE ma korzenie amerykańskie.
W połowie lat 80. XIX wieku, gdy Europa (czyli terytorium, zajmowane obecnie przez państwa członkowskie UE) liczyła 200 milionów mieszkańców, we Francji było 15 000 lekarzy i ponad 6 000 farmaceutów. W 1873 roku w Niemczech praktykowało 15 000 lekarzy. Zatem prawdopodobnie na obszarze obecnej Unii pracowało około 60 000 lekarzy. Na początku XX wieku we Francji studiowało 7,5 tysiąca lekarzy, w Niemczech prawie 9 tysięcy, a w Austrii 4,5 tysiąca. Ponieważ ukończenie studiów i uzyskanie tytułu lekarza zajmowało studentowi medycyny około siedmiu lat, oznacza to, że każdego roku, zarówno we Francji, jak i w Niemczech, do zawodu lekarza wstępowało około tysiąca młodych lekarzy. Biorąc pod uwagę fakt, iż lekarze co roku przechodzą na emeryturę i umierają, można wnioskować, że całkowita liczba lekarzy rosła bardzo umiarkowanie. Zasadniczo na każde 10 000 mieszkańców przypadało od trzech do czterech lekarzy, czyli dziesięć razy mniej niż obecnie.
W tamtych czasach większość ludzi nie mogła sobie pozwolić na wizytę u lekarza w razie choroby. W takim przypadku zasięgali rady babci lub zielarki, która bardzo często załatwiała sprawę. Niektórzy udawali się do apteki i pytali o radę miejscowego farmaceutę. Do niedawna była to powszechna praktyka w Europie Południowej i Ameryce Łacińskiej. Lekarze byli wówczas zasadniczo jednostkami, a nie trybikami w centralnie zarządzanym systemie. Można by rzec, iż oczekiwana długość życia była znacznie niższa niż obecnie i że ludzie ogólnie żyli krócej, ale wynikało to raczej z wysokiej śmiertelności niemowląt i braku skutecznych metod zwalczania zarazków i pasożytów. Nie miało to nic wspólnego z dostępem do opieki medycznej i lekarzy.
Najpoważniejszym złem dzisiejszego systemu opieki zdrowotnej jest sztywne narzucanie jednego rodzaju medycyny, której podwaliny położyły wątpliwe postacie, takie jak Louis Pasteur i Robert Koch. Większość lekarzy podąża za dyktatem panującej ortodoksji medycznej i pogardliwie podchodzi do innych tradycji medycznych. Wikipedia wymienia kilkaset odmian „medycyny i nauki marginalnej”, a wśród nich znajdują się takie podejścia jak akupunktura, refleksologia (obie wywodzące się z chińskiej tradycji medycznej) i homeopatia.
To właśnie ścisłe przestrzeganie panującej ortodoksji medycznej wyjaśnia, dlaczego lekarze nie protestują masowo przeciwko rozpylaniu wszelkiego rodzaju substancji (chemtrails), powszechnemu stosowaniu trujących dodatków w przemyśle spożywczym, uznawaniu pewnych poziomów cholesterolu za niebezpieczne dla zdrowia ludzkiego (co jest niezbędne do marketingu szkodliwych statyn) i dziesiątkom innych powszechnych praktyk i błędnych założeń, opartych na „konsensusie” medycznym.
Można się również zastanawiać, dlaczego lekarze nie protestują masowo przeciwko nadużyciom szaleństwa płciowego i całemu wysoce dochodowemu cyrkowi, związanemu z przemianą i zmianą płci. Albo przeciwko legalizacji aborcji tuż przed porodem (co jest obecnie prawnie dozwolone w niektórych krajach UE). W związku z tym eksperymenty medyczne i morderstwa, dokonywane pod płaszczykiem „opieki zdrowotnej”, są teraz dozwolone w UE.
Można jedynie wnioskować, iż środowisko medyczne uległo moralnej demoralizacji, nie zdając sobie z tego sprawy. Wypaczona filozofia współczesnego środowiska medycznego UE i większości lekarzy osiągnęła punkt, w którym lekarze narażają się na niebezpieczeństwo, nie zdając sobie z tego sprawy. Chociaż nie ma dowodów na to, że mój brat ze stowarzyszenia studenckiego zmarł w wyniku przyjęcia szczepionki Pfizera przeciwko Covid-19, istnieje wiele dowodów statystycznych i medycznych, potwierdzających tezę o istnieniu związku przyczynowo-skutkowego między tymi szczepionkami a chorobami serca.
Czy lekarzowi rodzinnemu nadal można ufać? Czy można mieć zaufanie do chirurga, dentysty, pielęgniarek, personelu szpitalnego? Czy można być pewnym, iż przemysł farmaceutyczny jest zainteresowany czymś więcej niż tylko szybkim zarobkiem? Czy można zaufać Ministerstwu Zdrowia? Na wszystkie te pytania powinienem odpowiedzieć: „Nie”. Można by rzec, że dziś diagnozę stawia w istocie jakiś anonimowy urzędnik państwowy, któremu brakuje nawet podstawowej wiedzy medycznej.
Nadszedł czas na gruntowną reorganizację systemu opieki zdrowotnej w UE.
Hans Vogel,
Tłum. Andrzej Filus
Źródło: Unz

