Wojna z Iranem (4)
Podczas 12-dniowej wojny Izraela z Iranem w czerwcu 2025 roku izraelskie siły specjalne rozmieszczone na terytorium Iranu przeprowadziły misje przechwytywania pocisków rakietowych. Jest wysoce prawdopodobne, że operacje te będą częścią planowania misji ataku na Iran. Prawdopodobne jest również utworzenie w Iranie oddzielnych „kill boxów” dla amerykańskich i brytyjskich sił specjalnych, które mają doświadczenie w operacjach przeciwrakietowych, sięgające wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku.
Przemieszczanie tak ogromnej siły bojowej w warunkach, uwarunkowanych realiami geopolitycznymi, wymaga od armii amerykańskiej stosowania procesów, które wcześniej znane były jako Time Phased Force Deployment Data (TPFDD). W operacji Pustynna Tarcza/Pustynna Burza w latach 1990-1991 złożoność TPFDD wyznaczyła moment rozpoczęcia konfliktu. W 2003 roku armia amerykańska próbowała usprawnić proces TPFDD, wprowadzając nowy system znany jako Request for Forces (RFF). Jednak doświadczenie w realizacji operacji Iraqi Freedom pokazuje, że złożoność rozmieszczenia i późniejsze „budowanie rozmieszczenia” RFF również determinowały harmonogramy realizacji operacji OIF.
Obecna praktyka stopniowego rozmieszczania sił, znana jako planowanie adaptacyjne (AP), miała na celu zapewnienie większej elastyczności dowództwu wojskowemu i cywilnemu w kwestii tego, jak i kiedy rozmieszczone siły amerykańskie zostaną/mogą zostać użyte w walce. AP nie jest jednak zaprojektowane tak, aby reagować na masowe rozmieszczenie sił, jakie ma obecnie miejsce na Bliskim Wschodzie. Oznacza to, że w obecnym przypadku armia amerykańska musiała powrócić do dawnych praktyk TPFDD/RFF, ze wszystkim, co się z tym wiąże w zakresie wyznaczania harmonogramów realizacji operacji. W obecnej sytuacji, obecne etapowe rozmieszczanie sił USA najprawdopodobniej przekroczyło punkt krytyczny, co oznacza, iż nawet gdyby prezydent Trump chciał wyłączyć ten przełącznik, impet sił politycznych i wojskowych zmobilizowanych do misji zmiany reżimu w Iranie uniemożliwiłby to bez poniesienia niedopuszczalnego ryzyka w kraju i za granicą.
Wojna z Iranem doprowadzi do katastrofy dla wszystkich zaangażowanych stron. Nie ma gwarancji sukcesu ze strony Stanów Zjednoczonych i Izraela ani porażki ze strony Iranu. Istnieje ogromne ryzyko, że wojna ta doprowadzi do poważnych zakłóceń w kluczowych zdolnościach produkcji energii w jednym z najważniejszych regionów energetycznych na świecie, wywołując poważny kryzys bezpieczeństwa energetycznego, który może załamać gospodarki regionalne i globalne.
Kluczowe pytanie brzmi zatem, dlaczego Donald Trump, człowiek, który kandydował z programem pokojowym, jest gotów zaryzykować utratę swojego politycznego elektoratu w przededniu kluczowych wyborów uzupełniających, stawiając na pomyślne przeprowadzenie krótkiej wojny z Iranem, która doprowadzi do pożądanej zmiany reżimu?
Prosta odpowiedź brzmi: ponieważ po prostu nie ma wyboru. Połączenie wewnętrznej reakcji politycznej na wysłanie przez Trumpa armii agentów federalnych na ulice amerykańskich miast oraz ciągłych politycznych konsekwencji ujawnienia akt Epsteina poważnie osłabiło zdolność Trumpa do zagwarantowania, iż Partia Republikańska utrzyma kontrolę nad obiema izbami Kongresu w listopadzie. Utrata Izby Reprezentantów oznaczałaby koniec legislacyjnej wykonalności Trumpa w pozostałych latach jego urzędowania, ponieważ Trump musiałby stawić czoła wielokrotnym wnioskom o wszczęcie procedury impeachmentu.
Jedyną nadzieją Trumpa na zrekompensowanie politycznych katastrof ICE/Epsteina jest odniesienie bezprecedensowego zwycięstwa militarnego nad Iranem – czego nie udało się dokonać żadnemu prezydentowi USA od czasów Jimmy’ego Cartera.
A co, jeśli mu się nie uda? Wielu obserwatorów postrzega wysłanie przez Trumpa agentów Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) jako próbę generalną przed wprowadzeniem stanu wojennego, co mógłby zostać wywołane załamaniem gospodarczym z powodu wojny, która spowoduje globalny kryzys energetyczny, będący konsekwencją nieudanej próby Trumpa zmiany reżimu w Iranie. Stan wojenny umożliwiłby Trumpowi całkowite skrócenie wyborów lub ich przeprowadzenie w sposób sprzyjający zwycięstwu Republikanów.
Tak czy inaczej, wojna z Iranem nie będzie wojną, napędzaną uzasadnionymi obawami o bezpieczeństwo narodowe, lecz wojną z wyboru, napędzaną wewnętrznymi względami politycznymi USA – krótko mówiąc, nielegalną wojną agresywną, która sprawi, że inwazja i okupacja Iraku z 2003 roku wyjdą na jaw. Będzie to ostateczny przejaw niepowodzenia narodu amerykańskiego w wyborze odpowiedzialnych przywódców, a amerykańskiej republiki konstytucyjnej w pociągnięciu nieodpowiedzialnej władzy wykonawczej do odpowiedzialności przed rządami prawa.
Będzie to gwóźdź do trumny amerykańskiego eksperymentu demokratycznego, ostateczna metamorfoza od wizji ojców założycieli sprzed około 250 lat, o krainie, w której panowała wolność, w kierunku tego samego typu tyrańskiego imperium, z jakim naród amerykański walczył u zarania swojej historii.
Amerykański sen o Republice Konstytucyjnej przetrwał prawie 238 lat.
Oby nie upadł.
Módlmy się, abyśmy znaleźli sposób na podtrzymanie tego marzenia.
A będzie to możliwe tylko wtedy, gdy znajdziemy sposób na powstrzymanie szaleńczego pędu do wojny z Iranem.
Scott Ritter
Tłum. Andrzej Filus
Za: Forum Geopolitica

