Wojna z Iranem (3)
9. stycznia Trump ponownie publicznie odniósł się do narastającej przemocy w Iranie, zaznaczając, że „śledzi ją bardzo uważnie” i otwarcie dając do zrozumienia, iż dni irańskiego Najwyższego Przywódcy są policzone. Prezydent, komentując sugestię, że Ali Chamenei rozważa ucieczkę do Rosji, odpowiedział: „Albo gdzieś indziej, tak. On chce się gdzieś udać. Czas poszukać nowego przywódcy w Iranie”.
Biorąc pod uwagę maksymalistyczne stanowisko administracji Trumpa w sprawie irańskiego programu nuklearnego (tj. zerowe wzbogacanie), w połączeniu z innymi kwestiami, jakie Trump powiązał z irańskim programem nuklearnym (pociski balistyczne i wsparcie dla regionalnych sojuszników/peryferii), prawdopodobieństwo pomyślnego zakończenia negocjacji wydawało się nikłe. Iran jednak, być może wyczuwając brak determinacji USA w realizacji gróźb militarnych, zgodził się na negocjacje, które odbyły się w dwóch odrębnych rundach – pierwszej w Omanie, a drugiej, która właśnie się zakończyła, w Genewie.
Trump najbardziej potrzebował czasu – czasu na przesunięcie zasobów wojskowych, niezbędnych do realizacji celów większej operacji wojskowej, mającej na celu nie tylko obalenie irańskiego reżimu, ale także ograniczenie możliwości Iranu do zagrażania Izraelowi i arabskim sojusznikom USA w Zatoce Perskiej za pomocą swoich pocisków balistycznych. Chociaż połączone zdolności Izraela i USA w zakresie obrony przeciwrakietowej nie były w stanie powstrzymać Iranu przed atakiem na Izrael w dowolnym momencie podczas 12-dniowej wojny w czerwcu 2025 roku, nowy plan Pentagonu, który wydaje się obejmować ogromny wysiłek proaktywnego tłumienia możliwości Iranu do odpalania pocisków poprzez przejęcie kontroli nad przestrzenią powietrzną i wokół potencjalnych stref działań rakietowych, co w połączeniu ze znacznym wzmocnieniem obrony przeciwrakietowej, ma na celu zminimalizowanie zagrożenia rakietowego ze strony Iranu.
Steve Witkoff i Jared Kushner wykazali się zaangażowaniem, przekonując irański zespół negocjacyjny pod przewodnictwem ministra spraw zagranicznych, Aragcziego, iż istnieją akceptowalne ramy negocjacji, które Irańczycy zabrali z powrotem do Tehranu na dwutygodniowy okres, gdzie planują opracować tekst irańskiego stanowiska.
Jednak okazja do przedstawienia tego irańskiego tekstu najprawdopodobniej nigdy się nie zmaterializuje. Podczas gdy Irańczycy pracują nad językiem dyplomacji, administracja Trumpa skupiała się na przygotowaniu machiny wojennej do ataku na Iran, co nastąpi prędzej niż później, ale w każdym razie nastąpi. Niestety, polityka logistyczna wymusza taki wynik.
Aby wzmocnić obronę przeciwrakietową sił zbrojnych USA i sojuszników oraz infrastrukturę, podatną na irański atak rakietowy, Stany Zjednoczone musiały pozbawić obrony inne strategiczne regiony, takie jak Pacyfik i Europa. Co najmniej dwie baterie THAAD zostały rozmieszczone na Bliskim Wschodzie (jedna w Jordanii, druga w Zjednoczonych Emiratach Arabskich), wzmacniając dwie już istniejące (jedną w Izraelu, drugą w Katarze). Oznacza to, że 50% amerykańskiej struktury sił THAAD zostało rozmieszczonych na Bliskim Wschodzie. Szacuje się, iż nawet 2/3 z 15 baterii Patriot armii amerykańskiej może zostać rozmieszczonych w różnych miejscach na całym Bliskim Wschodzie.
W kwietniu ubiegłego roku pojedyncza bateria Patriot została przeniesiona z Korei Południowej na Bliski Wschód, co wymagało 73 oddzielnych misji C-17. Od 15. stycznia 2025 roku C-17 wykonały ponad 142 misje w rejonie działań wojennych na Bliskim Wschodzie, z czego 75 w bazie lotniczej Muwaffaq Salti w Jordanii.
Celowe osłabianie regionalnej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej w strategicznie ważnych regionach świata nie jest zrównoważonym modelem w kontekście globalnego bezpieczeństwa, co oznacza, że trwająca redystrybucja zdolności obrony przeciwrakietowej na Bliski Wschód nie jest długoterminową siłą, lecz raczej taką, którą można utrzymać jedynie przez ograniczony czas. Co więcej, koszty związane z tą relokacją są horrendalnie wysokie; Stany Zjednoczone nie chcą tego regularnie powtarzać, ale raczej jednorazową transakcją, mającą na celu osiągnięcie konkretnego celu – zmiany reżimu w Iranie.
Mając tarczę przeciwrakietową na miejscu (zostanie ona dodatkowo wzmocniona przez obecność kilku okrętów Marynarki Wojennej USA klasy Aegis, działających w ramach dwóch grup bojowych lotniskowców obecnie rozmieszczonych na tym obszarze – USS Abraham Lincoln, operujący na Morzu Arabskim i USS Gerald Ford, operujący we wschodniej części Morza Śródziemnego), Stany Zjednoczone nie gromadzą ostatecznych sił, niezbędnych do przeprowadzenia operacji zmiany reżimu w Iranie – dziesiątek zaawansowanych myśliwców, samolotów walki elektronicznej, tankowców i samolotów wywiadowczych, które w połączeniu z eskadrami powietrznymi dwóch lotniskowców i dziesiątkami samolotów bojowych już rozmieszczonych w regionie, zapewnią Stanom Zjednoczonym możliwość projekcji trwałej siły bojowej nad Iranem przez okres kilku tygodni.
To ogromne wzmocnienie amerykańskiej siły bojowej uzupełni izraelskie siły powietrzne, które najprawdopodobniej nie będą bezczynne w jakimkolwiek skoordynowanym ataku na Iran z udziałem sił USA. (Cdn.)
Scott Ritter
Tłum. Andrzej Filus
Za: Forum Geopolitica

