Żydowska krew na ukraińskich rękach (5)
X X X
Pojęcie Holocaustu i studia nad nim ugruntowały swoją pozycję dopiero w latach 90. XX wieku. Najbardziej zainteresowane tematem środowiska żydowskie skupiły się na antysemityzmie na najwyższych szczeblach decyzyjnych Trzeciej Rzeszy i badania nad Holocaustem na Ukrainie pozostały mniej znanym aspektem Shoah. Po drugie, „syndrom oświęcimski”, czyli tendencja wśród historyków, filozofów, politologów i ogółu społeczeństwa do skupiania się na ośrodkach zagłady, w których w uprzemysłowiony, systematyczny sposób zagazowano i spalono około 3 milionów mężczyzn, kobiet i dzieci, napędzał także stypendium na wczesnych etapach studiów nad Holocaustem. „Auschwitz stał się centralnym symbolem wykolejenia nowoczesności, upadku cywilizacji zachodniej”, co nieuchronnie doprowadziło badaczy do zaniedbania innych miejsc, w których Zagłada rozegrała się w inny, mniej spektakularny sposób.
Po trzecie, do 1991 r. badacze nie mieli dostępu do archiwów regionalnych byłego Związku Radzieckiego. Podczas zimnej wojny sowieccy urzędnicy starali się stłumić większość dyskusji na temat wyjątkowo smutnego losu Żydów pod rządami nazistów. ZSRR wolał przez lata wypracować model cierpienia wszystkich narodów, miłujących pokój, bez wskazywania konkretnych nacji. Dziś miejsca egzekucji na Ukrainie są praktycznie niewykrywalne.
Co ciekawe, w opinii społecznej nie wykuwa się konkretny obraz tejże zagłady – kultowe obrazy miejsc pamięci o Holocauście na całym świecie – Arbeit Macht Frei otoczona okuciami, łukowata brama do Auschwitz-Birkenau, albo komin krematorium. Według Centralnej Bazy Danych Nazwisk Ofiar Shoah, prowadzonej przez Centrum Pamięci o Holocauście w Yad Vashem, około 50 procent żydowskich ofiar „Holocaustu od kul” nadal nie zostało zidentyfikowanych. Wiele żydowskich ofiar, zamordowanych przez nazistów również pozostaje niewidocznych.
„Zagłada kulami” ma kluczowe znaczenie dla zrozumienia rozwoju Shoah. Co więcej, to właśnie po masowym rozstrzelaniu żydowskich ofiar, niemiecka polityka wobec Żydów przyjęła fatalny obrót. Masowe mordy z broni palnej zebrały żniwo wśród żołnierzy niemieckich i okazały się nieskuteczne w osiąganiu celów, mających na celu eksterminację wszystkich Żydów. To doświadczenie i niepowodzenia „Holocaustu kulami” ostatecznie doprowadziły do decyzji o przejściu na zorganizowane, systematyczne mordowanie Żydów w formie przemysłowych obozów zagłady.
Ukraińska policja aktywnie brała udział w wymordowaniu ukraińskich Żydów. O ile na Ukrainie centralnej i wschodniej znacznej części ludności żydowskiej udało się przeżyć okupację, o tyle na jej zachodnich obszarach (Wołyń i Galicja Wschodnia) wymordowanych zostało ponad 90 procent Żydów. „Wielu pomocników zbrodni było Ukraińcami. Pośród nich wyróżniali się w szczególności bojówkarze OUN, którzy znęcali się nad Żydami, mordowali ich i w wielu przypadkach wydawali Niemcom (…). Nie możemy dopuścić, aby historia, zarówno z jej strasznymi, jak i dobrymi wydarzeniami, została zapomniana” – prezydent Izraela, Re’uwen Riwlin wygłosił takie przemówienie w ukraińskiej Radzie Najwyższej w roku 2012. Pretekstem była 75. rocznica masowej egzekucji w Babim Jarze.
Ukraińcy mogą „poszczycić się” jednostkami, które stricte wpisują się w niemiecką koncepcję zabijania podludzi. Już wówczas istniały ukraińskie wojskowe formacje kolaboracyjne: bataliony Nachtigall (zastępcą dowódcy był Roman Szuchewycz, później jeden z dowódców UPA) i Roland. Ich członkowie weszli następnie w skład Ukraińskiej Policji Pomocniczej, działającej na terenie Generalnego Gubernatorstwa i na Białorusi. Liczba jej członków szacowana jest nawet na 35 tys. Ukraińscy policjanci brali aktywny udział w niemieckiej eksterminacji kilkuset tysięcy Żydów. W ukraińskich podręcznikach szkolnych Zagłada Żydów pojawia się wyłącznie w kontekście obozów koncentracyjnych, jak Auschwitz czy Treblinka, całkowicie pomijając zarówno mordowanie Żydów na terenie Ukrainy, jak też ukraiński współudział w Holocauście. Tego w programach nauczania się nie znajdzie.
Po 1991 r. w kraju nie powstało żadne duże muzeum, poświęcone Zagładzie czy też szerzej – historii ukraińskich Żydów. Nadal nie ma też finansowanych przez państwo ośrodków badawczych, a kierunki studiów nad historią i kulturą Żydów na państwowych uniwersytetach są nieliczne. Wszystko, co dzieje się w tej dziedzinie na Ukrainie, jest zasługą organizacji pozarządowych. To one upamiętniają żydowskie ofiary (jak lwowskie Centrum Historii Miejskiej, które było odpowiedzialne za konkurs na nowe żydowskie miejsca pamięci we Lwowie), edukują nauczycieli i młodzież (jak kijowskie Centrum Badań nad Zagładą) czy wydają monografie naukowe i wspomnienia z Zagłady (jak kijowskie Centrum Judaiki). Państwo i państwowe uniwersytety wciąż pozostają w tych kwestiach bierne.
X X X
Na terenie Polski – według różnych szacunków – przebywają obecnie ponad 4 miliony Ukraińców, coś koło miliona to młodzi mężczyźni, którzy uciekli od powinności bronienia swojej ojczyzny przez podobno jednego z najgorszych wrogów, jakiego posiadają – Federację Rosyjską. Ukraińcy – w szczególności bardzo bogaci ludzie, którzy swój majątek zdobyli na Ukrainie w sposób przestępczy, a w kraju UE, jakim jest Polska owe pieniądze swobodnie zalegalizowali, powoli zaczynają urządzać nam tu w Polsce ukraińską narrację i świat, na który mamy patrzeć przez malowane w barwy wschodniego sąsiada szkła.
Polacy, Polonia z USA zasponsorowała pomnik, monument, dzieło Andrzeja Pityńskiego. Dzieło mistrza liczy 14 metrów wysokości. Ma postać orła z rozpostartymi skrzydłami. W korpusie wycięty jest krzyż. Na jego tle artysta umieścił dziecko, nabite na tryzub. Na skrzydłach orła wypisane są kresowe miejscowości, gdzie doszło do rzezi Polaków. Monumentalna rzeźba została odlana w brązie w Gliwicach w 2018 roku. Pierwotnie pomnik miał zostać odsłonięty 11. lipca 2018 roku, w 75. rocznicę rzezi wołyńskiej, jednak weteranom nie udało się znaleźć dla niego lokalizacji. Odmówiły władze Jeleniej Góry, Stalowej Woli, Rzeszowa oraz Torunia. Wszyscy biurokraci w Polsce boją się Ukraińców, boją się, że ze „sług Ukrainy” przejdą na pozycję „ruskich onuc” i „przyjaciół Putina”.
Dopiero w kwietniu 2021 roku radni gminy Jarocin wskazali lokalizację w Domostawie. 14. lipca (godz. 11:00) w 81. rocznicę kulminacji masowych zbrodni na Polakach na Wołyniu odbyła się uroczystość odsłonięcia pomnika. Kilkanaście tysięcy ludzi, brak władz państwowych, wyższych i niższych urzędników, hierarchii kościelnej, nikłe zainteresowanie mediów… Władza i korporacyjne media zastosowały akcję „przemilczania”!
Ukraińcy w Polsce już się „zagotowali” z oburzenia. Głos zabrał prezes Związku Ukraińców w Polsce, Mirosław Skórka. Według niego pomnik „ma na celu rozbudzić i budzić czy utrzymywać nienawiść w relacjach polsko-ukraińskich”. Jego zdaniem, Ukraińcy interpretują to jako „półprawdę o tym, co się działo na Wołyniu”. „Lekcję historii o tym, do czego może prowadzi nienawiść, już mieliśmy, trzeba robić wszystko, aby się nie powtórzyła (…). O rzezi wołyńskiej powinno się dyskutować, zastanawiać, modlić się za poległych, a nie robić z tego spektaklu, który ma wzmacniać nienawiść (…). Przede wszystkim bardzo mądrze trzeba to robić, a więc trzeba ludziom wytłumaczyć, co się wydarzyło, a nie wzbudzać negatywne emocje”.
„Postawienie tego rodzaju pomnika w Ukrainie [pisownia oryginalna] interpretowana jest jako absolutne niezrozumienie czy absolutna półprawda o tym, co się działo na Wołyniu”. To nie dzisiejsza Ukraina będzie stawiała nam warunki – a przyszła Ukraina płaciła będzie osądzone zadośćuczynienie za winy swych zbrodni. Również rząd BND nie powinien tak hardo stawać na stanowisku całkowitego rozliczenia nazizmu, jako bytu skończonego. Niemcy nigdy nie odetną się od zarazy zbrodni, jakiej dokonali. My, Polacy mamy prawo zadośćuczynienia od każdego, kto uczynił nam wielkich rozmiarów zbrodnię. Zbrodnia wymaga nie tyle przeprosin, co zadośćuczynienia.
A tego Ukraińcy nie rozumieją!
Roman Boryczko,
lipiec 2024

