ZEMSTA (2)
X X X
„Wydziały polityczne wykonują mnóstwo pracy wśród żołnierzy, tłumacząc, jak postępować z ludnością, odróżniając niepoprawnych wrogów od uczciwych ludzi, z którymi prawdopodobnie będziemy mieli jeszcze wiele do zrobienia. Kto wie, może będziemy musieli im jeszcze pomóc odbudować wszystko, co zniszczyła wojna. Prawdę mówiąc, wielu naszym żołnierzom trudno zaakceptować to taktowne podejście do ludności, zwłaszcza tych, których rodziny ucierpiały z rąk nazistów podczas okupacji” – wiosna 1945 roku, E. S. Katukowa, członek sztabu 1. Gwardyjskiej Armii Pancernej. „Statystyk nie znam: ilu łotrów, maruderów i gwałcicieli było wśród naszych żołnierzy, nie wiem. Jestem pewien, iż stanowili oni nieznaczną mniejszość. Jednak to oni wywarli, że tak powiem, niezatarte wrażenie” – Lew Kopelew, były oficer polityczny. „Żołnierze radzieccy mogli zachowywać się jak „karząca armia niebiańska”, kierując się wyłącznie nienawiścią do ludności niemieckiej. Wielu Niemców wiedziało mniej więcej dokładnie, co wydarzyło się w Związku Radzieckim i dlatego obawiało się zemsty lub odwetu. Naród niemiecki może rzeczywiście uważać się za szczęściarza – nie doznał adekwatnej sprawiedliwości” – radziecki publicysta E. Kubi. „Nie mogę przestać myśleć o 1941 roku. Wszystko zostało w mieszkaniach – luksusowe meble, naczynia i inne rzeczy. Nasi żołnierze mają teraz prawo wysyłać paczki i nie giną. Pisałem już, że byliśmy w dworach, gdzie mieszkali niemieccy baronowie. Uciekli, zostawiając cały swój dobytek. A my jemy i poprawiamy się ich kosztem. Nie brakuje nam wieprzowiny, jedzenia ani cukru. Już się najedliśmy i nie chcemy wszystkiego jeść. Teraz Niemcy będą nas wyprzedzać, a czasem spotykamy kolumny Fritza, jakby czymś przybite, z plecakami na ramionach. Niech sami doświadczą, jak dobrze jest. Czasem spotykamy naszych ludzi, wracających do Ojczyzny. Można ich od razu rozpoznać. I tak mimowolnie porównuje się 1941 z 1945 i myśli, że ten 1945 powinien być ostatnim” – napisała W. Gierasimowa do swojej rodziny 20. lutego 1945 roku z czynnej armii. „Nie jesteśmy tacy jak Fritzowie, którzy byli w Krasnodarze – nikt ludności nie okrada i niczego nie zabiera, ale to są nasze legalne trofea, wzięte bądź ze stołecznych berlińskich sklepów i magazynów, bądź z wypatroszonych walizek – major W. W. Syrlicyn.
X X X
22. marca 1945 roku alianci rozpoczęli ostateczną ofensywę w Niemczech, przełamując Ren i rozwijając atak od Bałtyku po Alpy. Zajęto zachodnie tereny Niemiec i doprowadzono do połączenia sił alianckich z Armią Czerwoną. Do dziś niezbyt lubianą historią jest zachowanie się żołnierzy alianckich wobec wyzwolonej niemieckiej ludności cywilnej. Dajmy głos materiałom źródłowym: „Zwycięstwo oznaczało prawo do trofeów. Zwycięzcy zabierali wrogowi wszystko, co chcieli: alkohol, cygara, aparaty fotograficzne, lornetki, pistolety, strzelby myśliwskie, ozdobne miecze i sztylety, srebrną biżuterię, naczynia, futra. Ten rodzaj grabieży nazywano „wyzwoleniem” lub „zbieraniem pamiątek”. Żandarmeria wojskowa nie zwracała na to uwagi, dopóki drapieżni wyzwoliciele (zwykle żołnierze pomocniczy i pracownicy transportu) nie zaczęli kraść drogich samochodów, antycznych mebli, odbiorników radiowych, narzędzi i innego sprzętu przemysłowego, a następnie opracowywać sprytne metody przemytu skradzionych dóbr na wybrzeże, by później wysłać je do Anglii”- we wspomnieniach Osmara White’a. „Większość oddziałów okupacyjnych w rejonie Erlangen aż do Bambergu i w samym Bambergu stanowiły oddziały murzyńskie. Oddziały te stacjonowały głównie w miejscach, gdzie występował silny opór. Opowiadano mi o takich okrucieństwach, jakich dopuszczali się ci Murzyni, jak włamania do mieszkań, kradzieże biżuterii, niszczenie mieszkań i napaści na dzieci” – Hans Endretsky, kwiecień 1945 roku, relacja niemieckiego komunisty, wyzwolonego z nazistowskiego więzienia. „W Bambergu, przed budynkiem szkoły, w której zakwaterowani byli ci Murzyni, leżało trzech straconych Murzynów, których jakiś czas wcześniej zastrzelił patrol żandarmerii wojskowej za napaść na dzieci. Ale podobnych okrucieństw dopuścili się również biali, regularni żołnierze amerykańscy…” – O. A. Rzheshevsky. „Po przeniesieniu walk na terytorium niemieckie, wiele gwałtów zostało popełnionych przez żołnierzy na froncie i przez tych, którzy podążali za nimi bezpośrednio. Liczba tych gwałtów zależała od postawy wyższych oficerów. W niektórych przypadkach sprawcy zostali zidentyfikowani, postawieni przed sądem i ukarani. Prawnicy byli tajemniczy, ale przyznali, iż niektórzy żołnierze zostali rozstrzelani za okrutne i perwersyjne akty seksualne z Niemkami (zwłaszcza w przypadkach, gdy byli czarnoskórzy). Wiedziałem jednak, że wiele kobiet zostało zgwałconych również przez białych Amerykanów. Nie podjęto żadnych działań przeciwko sprawcom” – australijski korespondent wojenny, Osmar White, który służył w Europie w 3. Armii Amerykańskiej pod dowództwem George’a Pattona w latach 1944–1945. Jego dzienniki i artykuły prasowe stały się podstawą książki Conquerors’ Road.
Oto świadectwo jednej Niemki o zachowaniu Francuzów: „Kiedy wojna zakończyła się w maju 1945 roku, pojawili się „wyzwoliciele” – młodzi oficerowie francuscy – i natychmiast nie pozostał żaden ślad po radosnym uczuciu końca wojny. Wiele kobiet zostało napadniętych i zgwałconych. Tak rozpoczął się pokój!”. Według raportu senatora stanu Missouri, Jamesa Estlanda, złożonego 23. kwietnia 1945 r. dla Senatu USA (17. lipca 1945 r.), „pierwszego dnia obecności wojsk francuskich w Stuttgarcie odnotowano 1198 przypadków gwałtu na kobietach niemieckich”. Senator doniósł, iż senegalscy żołnierze, wchodzący w skład rodzimych oddziałów armii francuskiej, w ciągu pięciu dni zgwałcili kilkaset kobiet, zgromadzonych w stuttgarckim metrze. W tym czasie policja otrzymała kilka zgłoszeń o morderstwach kobiet, dokonanych przez mężczyzn w turbanach. John Dos Passos w magazynie Life z 7. stycznia 1946 roku cytuje „majora o rumianych policzkach”, który oświadczył, że „żądza, whisky i grabieże to nagroda dla żołnierza”. Pewien żołnierz napisał w magazynie Time 12. listopada 1945 roku: „Wiele normalnych amerykańskich rodzin byłoby przerażonych, gdyby wiedziały, z jaką całkowitą nieczułością na ludzkość zachowują się tu »nasi chłopcy«…”. „Przenieśliśmy się do Oberhunden. Czarnoskórzy wykonali tu okropną robotę. Podpalali domy, tną każdego Niemca, którego mogli, brzytwami i gwałcili” – amerykański sygnalista wojskowy, Edward Wise. „…Europa jest teraz miejscem, gdzie kobieta przegrała swoją długą walkę o skromność, bo tylko bezwstydni pozostają przy życiu” – dr George N. Schuster, rektor Hunter College, grudzień 1945 roku w piśmie Catholic Digest. Pewna berlińska praczka ujęła to tak: „Dziewczyny Hitlera wkrótce będą zaciągać waszych żołnierzy do łóżek i kazać im zapominać o rozkazach. Nie widzą w tym nic złego. Będą się potem dobrze bawić, śmiać i żartować. W pieprzeniu nie ma nic złego. Zobaczysz sam – wkrótce będą sypiać z Murzynami i Żydami!”. (Cdn.)
Roman Boryczko,
styczeń 2026

