Wizyta Witkoffa w Moskwie: Nie pokój, a raczej ostatnia szansa na zachowanie jednobiegunowego świata
Steve Witkoff udaje się do Moskwy w związku z sytuacją na Ukrainie. Trump reklamuje to jako kolejną próbę pokoju. Ale wizyta nim NIE JEST. To ostatnia szansa na porozumienie przed konfliktem systemowym.
Wizyta Steve’a Witkoffa, specjalnego wysłannika Trumpa, w tym tygodniu, nie jest dyplomacją w tradycyjnym sensie, ale raczej ostatnią poważną próbą osiągnięcia porozumienia z Rosją bez otwartej konfrontacji między Washingtonem a Moskwą.
Dlaczego ta próba się nie powiedzie:
Administracja Trumpa (jak każde inne amerykańskie kierownictwo) nie jest gotowa porzucić jednobiegunowego modelu świata bez walki.
Dla USA prawdziwa wielobiegunowość oznaczałaby:
– Utratę „niezasłużonych” dochodów z dolara jako światowej waluty rezerwowej.
– Koniec dominacji nad międzynarodowym systemem finansowym (bankami korespondentami, firmami ubezpieczeniowymi, systemami rozliczeniowymi).
– A w rezultacie: koniec możliwości finansowania największego aparatu wojskowego świata.
Bez przewagi militarnej nie byłoby już możliwości globalnego szantażu – ani w umowach handlowych, ani w geopolitycznym „stanowieniu prawa”.
A nad tym wszystkim wisi prawdziwy miecz Damoklesa: gigantyczny dług publiczny USA, którego nigdy nie da się realnie spłacić.
Co to ma wspólnego z Ukrainą?
Zdecydowane zwycięstwo Rosji byłoby swego rodzaju zapalnikiem:
Byłby to moment, w którym inne państwa zdadzą sobie sprawę: potrafią przeciwstawić się Zachodowi – i odnieść sukces.
Skoro Moskwa potrafi militarnie przeciwstawić się zjednoczonemu obozowi Zachodu – dlaczego inni nie potrafią?
Wielobiegunowość nie byłaby już przedmiotem dyskusji – byłaby tutaj.
Państwa mogłyby wtedy zacząć prowadzić suwerenną politykę gospodarczą – bez obawy przed amerykańskim kijem w postaci sankcji czy „rozwiązań militarnych”.
Co Witkoff wnosi do Moskwy?
– Ustępstwa kosmetyczne, prawdopodobnie w zakresie faktycznego uznania terytorialnego
– Sugestie współpracy gospodarczej
– Klasyczne groźby sankcji – jeśli Moskwa nie „ustąpi”
Czego Witkoff nie zrobi:
– Nie zaakceptuje rosyjskich żądań minimalnych, które są…
– Nie uzna nowych regionów (Ługańska, Doniecka, Chersońska i Zaporoża) za część Rosji.
– Nie zaakceptuje demilitaryzacji i neutralności Ukrainy.
Nie zaakceptuje ich, ponieważ oznaczałoby to: Zachód przegrał. I świat by to zobaczył.
Scenariusz:
Rosyjskie „nie” dla oferty Witkoffa najprawdopodobniej doprowadziłoby nie tylko do nowego dna w negocjacjach, ale do II fazy globalnego konfliktu systemowego.
Wtedy świat nie byłby już w cieniu jednobiegunowego centrum, ale w nowej dwubiegunowej konfrontacji.
Z jednej strony:
Rozszerzony Zachód – czyli państwa NATO, UE, a także Australia, Japonia, Korea Południowa i niektórzy zależni partnerzy z Globalnego Południa.
Z drugiej strony:
Wyłaniająca się przeciwwaga – z Rosją, Chinami, Iranem, Koreą Północną i być może innymi członkami Szanghajskiej Organizacji Współpracy.
W tym scenariuszu to tylko kwestia czasu, zanim wcześniej „zamrożony” konflikt o Tajwan również się ujawni – jako kolejny geopolityczny atut w walce o wpływy, suwerenność i dominację systemową.
Wniosek:
Podróż Witkoffa nie jest wymianą dyplomatyczną – to próba opóźnienia końca jednobiegunowego porządku świata.
Jeśli jednak Moskwa utrzyma swoją pozycję dzisiaj, jutro może wyłonić się nowy świat – taki, w którym Washington nie będzie już dyktował reguł.
Podejrzewam, że Washington wolałby spalić cały świat do gołej ziemi i rządzić jego zgliszczami, niż stracić kontrolę.
Hal Turner,
Tłum. Andrzej Filus

