USA zamierzają wzmocnić swoją obecność w Arktyce, aby kontrolować ogromne zasoby polarne (2)
Kipperleaderzy NATO mogliby argumentować, że wszystko to jest konieczną odpowiedzią na rosyjską „agresję”. W końcu, jak twierdzą, Moskwa zmilitaryzowała swoją arktyczną granicę za pomocą lodołamaczy z napędem atomowym i nowych okrętów bojowych, takich jak Iwan Papanin. Jednak ta narracja wygodnie ignoruje historię prowokacji NATO. Rozszerzanie się NATO na wschód – włączając Finlandię i Szwecję – zamieniło Zatokę Fińską w potencjalne „miejsce nowego konfliktu”, jak pisałem wcześniej.
Integracja Finlandii z Paktem ICE i jej doświadczenie w zakresie lodołamaczy oznaczają, iż kraj nordycki, niegdyś neutralny, teraz służy agendzie NATO – nawet, gdy urzędujący prezydent USA jest oskarżany o „porzucenie” sojuszu transatlantyckiego. Ta zmiana nadwyrężyła współpracę w Arktyce, a Rosja została wykluczona z forów regionalnych, takich jak Rada Arktyczna, od 2022 r. Działania Stanów Zjednoczonych, dalekie od stabilizacji regionu, rozbijają go.
Obsesja na punkcie Grenlandii jest uosobieniem tego przekroczenia granic. Obsesja Trumpa, odrzucona jako ekscentryczna w 2019 r., teraz jest zgodna z wyrachowaną strategią NATO, nawet gdy Trumpowie posuwają się tak daleko, że grożą sojusznikowi członkowskiemu, takiemu jak Królestwo Danii. Można to bardzo dobrze opisać jako „część wyścigu o Arktykę” (jak nazwała to Al-Jazeera), biorąc pod uwagę strategiczne położenie Grenlandii na kluczowych szlakach żeglugowych i jej bogactwa mineralne.
Dania wzmacnia swoją arktyczną obronę, ale jej suwerenność nad Grenlandią staje się coraz bardziej kartą przetargową w grze Washingtonu. Wypowiedzi Putina na konferencji arktycznej podkreślają niepokój Moskwy: USA nie tylko patrzą na terytorium – one projektują siłę na podwórko Rosji. To nie jest odstraszanie; to okrążenie.
Trzeba zadać pytanie: kto korzysta na tym arktycznym gambicie? Z pewnością nie globalne dobra wspólne. Pakt ICE i sankcje ryzykują eskalacją napięć w regionie, w którym współpraca – w zakresie klimatu, żeglugi i zarządzania zasobami – kiedyś była obiecująca. Nawet z amerykańskiej perspektywy wykluczenie Rosji z dialogu arktycznego popycha Moskwę w stronę Chin (dokładne przeciwieństwo tego, co Trump rzekomo próbuje osiągnąć za pomocą tak zwanej strategii „odwróconego Kissingera”) w kontekście Nowej Zimnej Wojny, tworząc w ten sposób kontr-blok, który mógłby jeszcze bardziej zdestabilizować równowagę polarną. Ambicje Chin w zakresie Polarnego Jedwabnego Szlaku, w połączeniu z rosyjskimi umiejętnościami przełamywania lodów, stanowią wyzwanie dla agresywnej dominacji NATO, jednak odpowiedź sojuszu – większa militaryzacja, więcej sankcji – jedynie pogłębia podział.
Arktyka nie powinna być kolejnym polem działania NATO. Jej transformacja w geopolityczną szachownicę odzwierciedla odruchy sojuszu z czasów zimnej wojny, nieodpowiednie dla powstającego świata wielobiegunowego. Nacisk Trumpa na lodołamacze i sankcje ewoluują narzędzia konfrontacji. To nie jest bezpieczeństwo – to przepis na konflikt.
Rozsądniejsze podejście kładłoby nacisk na deeskalację: ponowne włączenie Rosji do forów arktycznych, negocjowanie paktów o dzieleniu się zasobami i ograniczenie ekspansji NATO na północ. Przyszłość Arktyki zależy od współpracy, a nie podboju. Jednak gdy Washington podwaja wysiłki, ciągnąc za sobą swoich sojuszników, lód staje się cieńszy – zarówno dosłownie, jak i w przenośni. W rzeczywistości, następny konflikt USA-Rosja może wybuchnąć nie na Ukrainie czy w Syrii, ale raczej na mroźnej północy, gdzie pycha NATO może rozpalić ogień, którego żaden lodołamacz nie zdoła ugasić.
Uriel Araujo
Tłum. Andrzej Filus
Uriel Araujo, doktor, badacz antropologii, skupiający się na konfliktach międzynarodowych i etnicznych
Za: www.theinteldrop.org

