Rzeczypospolita

Tryptyk smoleński

 

Tu nie ma przypadku

 

Jeszcze kilka godzin temu

Bezradny wobec ogromu tragedii

Pozwoliłem sobie na naiwną dramaturgię

Powołałem do życia reżysera – Przypadek

Chciałem raz, a dobrze rozsypujący się świat

Do kupy zebrać, mechanizm odkryć, nazwać…

Ale tu nie ma przypadku!

I choć nie ma też jasności

Mgła fałszu spowija Dolinę Jozafata

W smoleńskiej, smoczej gardzieli

U bram katyńskiej rzeźni

To już można zawołać głośno:

Zamach na polską wielkość i godność

Zamach na wschodzącą oziminę

Niezależności naszej, naszego donośnego głosu

W kwestii godności, na pohybel wasalstwu…

A teraz – Wsio jasna, no oczień tiomna

Bo jeśli nakazano mówić głosem

Cymbału brzmiącego, że: to Kaczor winny!

Nakazał lądowanie wbrew logice

Na zasieki mgły Pajęczego Lasu

Rzuciła los ojczystej pomyślności

Na szalę decyzji szaleńca

To smród kłamstwa czuć na kilometr…

Tu nie ma przypadku

Tu jest premedytacja

Zakryta histerycznie płachtą kłamstwa

Psubratów, SBckich wszy, zaprzańców

Wyznawców teorii: Polsza nie zagranica

Na którą plfajmy i zstąpmy do źródeł

Rzeki podziemnej, co ziarna prawdy wymyje…

 

*

Wrzeszcz, 11. kwietnia 2010 roku

 

       Pogrzeb Kartofla

 

Dziś na Wawelu funeralny skandal

W katakumbach królów i bohaterów

Pogrzeb Kartofla, chowanie wyklętego

Prezydenta III RP, spluwaczki dla miernot

Ekskomunikowanego kacerza realpolityki

Trędowatego pośród poprawnej trzody

Mineciarzy unijnych

Pachołków kremlińskich

Judaszowych psubratów…

Człowieka, co się kulom nie kłaniał

Na ziemi wody Borżomi

W stolicy kaukaskiej hardości

Przypomniał, czym odruch solidarności

W dziele wyczesania wszy sowieckiej

Z włosów narodowej dumy…

Pogrzeb Kartofla zatrwożył swołocz

Autorytety moralne i uczeni w piśmie

Na Berdyczów i Kock

Plują pianą papierowego oburzenia

Rzygają plwociną zawiści karła…

Ale ich fornalskie bełkoty, psie głosy

Trafiły niespodzianie w mur godności

I dziejowej sprawiedliwości stało się zadość

A pogrzebany Kartofel przemienił się

W męża stanu, człowieka etosu

Polaka z krwi i ducha, bohatera bez miecza

Co miał zawsze Polskę przed Psubracją…

 

*

Wrzeszcz, 25. kwietnia 2010 roku

 

     Suwnicowa idzie do nieba

 

        Pani Ani W. od serca i małego rozumu na taką biedę

 

Suwnicowa idzie do nieba

Przyszło wielu świadków zdarzenia

Gra wojskowa orkiestra

Siwe brody, czarne woalki

Transparenty, sztandary, patos

Salwa poraża demoniczną mocą

Dla złagodzenia obyczaju

Barwnie piętrzy się piramida kwiatów…

Suwnicowa wytrwale idzie do nieba

Mowy łapią za serce

Modły budzą odległego Boga

Pieśni łączą niechętne brzegi poglądów

Wulkan dymi żałobnie

Mudżahedini minują Kandahar

Putin zmienia skarpety

Obama goli włosy pachowe

A Berlusconi testuje lolitki –

Świat śpi, bawi się, tonie we krwi…

Suwnicowa doszła do nieba

Puka cicho do drzwi

Drzwi otwierają się na oścież

Wchodzi w światło i zapytuje:

– Dlaczego nie mogłam zabrać laski i pantofli?

Dłuższa chwila milczenia

Ze świetlnej otchłani Bóg odległy odpowiada:

– A dlaczego nie skorygowałem trajektorii Tutka

Kiedy wszedł w paszczę zdrady nad Siewiernym?

Chyba jestem niedoskonały

Stworzyliście mnie na wasz obraz i podobieństwo…

Suwnicowa idzie do nieba

Idzie dowiedzieć się prawdy.

 

Wrzeszcz, 21. kwietnia 2010 r.

Antoni Kozłowski

          

 

 

       

(Visited 29 times, 1 visits today)

2 komentarze do “Tryptyk smoleński

    • No tak, trafił się kuriozalny „prezent od wiosny” z obszaru „semantycznej niepełnosprawności”, a mianowicie powyższy zapisz, czyli zdania współrzędne, oddzielone przecinkiem, które nie niosą informacji, a są tzw. „wistami”, zlepkami słownymi bez jasnego przekazu (obecnie jedna z popularnych form nie/wyrażania myśli, a tu przecież SIEMYŚLI, nieprawdaż?), a w których zawarta jest emocja, ale czego tyczy ona, zapewne bóg zmartwychwstały, a takoż przedwieczny zapewne wie, ale ja i każdy łowca „logicznego przekazu” nie! Z pierwszego wynika, że jest ktoś, kto jawi się jako „zindoktrynowany osioł”, następnie ktoś się śmieje na czyjś widok, a więc „na widok rzeźnika się uśmiecha”. Zatem jest to typowy przykład, kliniczny przypadek przynajmniej dwóch powiedzeń ugruntowanych w polskiej tradycji: „kulą w płot” i „co ma piernik do wiatraka”, ponieważ nijak nie wdać związku logicznego tych komunikatów z przekazem „Smoleńskiego tryptyku”, który jest subiektywnym, metaforycznym doświadczeniem wewnętrznym owego Dramatu. Jest to przekaz poetycki, natomiast komentarz jawi się bez związku z nim, a nawet bez elementarnej jasności przekazu. Można przedstawić dwa domniemania „niepełnosprawnego wysiłku semantycznego autora”, a mianowicie: nienawistny przekaz, wielce nieudolny, wobec „podmiotu lirycznego” rzeczonego Tryptyku, lub także, ale to niejednoznaczne, napiętnowanie indoktrynacji i postawy „śmiechu na widok rzeźnika”. To pierwsze jest słuszne, bowiem uleganie indoktrynacji jest naganne, natomiast uśmiech na widok rzeźnika może być uzasadniony, jeśli ten przekazuje bezinteresownie pęto kiełbasy w czas świąteczny bezdomnemu, choć na co dzień postać rzeźnika uśmiechu nie wywołuje, może jedynie u psychopaty, który docenia linię życie zawodowego „zabójcy zwierząt”, tak… Jaka konkluzja? Życzę w tym, a także każdym podobnym przypadku, pisania ze zrozumieniem, ponieważ uczą w szkołach także „czytania ze zrozumieniem”, bowiem jest to mechanizm przekazu myśli, tudzież emocji, a w miejscu, gdzie SIEMYŚLI, mamy to oczywiste zobowiązania, zgadzamy się? Zatem nie trwajmy w „duchu śniętym”, a odnówmy się pospólnie w jasnym i sprawnym przekazie semantycznym, zwanym językiem polskim, albo polszczyzną, zaś złe, brudne emocje skierujmy zgodnie z porzekadłem: „nerwy w konserwy”. I tytle, bowiem resztę, z wiosną nastałą i głodem przyrodzonym, wydziobały gile. Pa, pa AK

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *