Trump nie blefuje w sprawie Grenlandii i oto dlaczego
USA budują stworzony na zasobach porządek świata, oparty na dominacji energetycznej, wpływie terytorialnym i strategicznej słabości Europy.
Kiedy prezydent USA, Donald Trump powrócił do tematu pozyskania Grenlandii – tematu, który jeszcze miesiąc temu wydawał się w dużej mierze zapomniany – pomysł ten nie został uznany za zwykłą „teatralność”, szczególnie w Europie. I nie chodzi tu tylko o „efekt Maduro”. Pod prowokacyjnymi wypowiedziami Trumpa wyłania się wyraźna strategia geopolityczna, którą można nazwać „nowym globalizmem”. To podejście jest o wiele bardziej uzasadnione ekonomicznie niż koncepcja globalizacji, nawet globalizacji skoncentrowanej na USA.
„Nowy globalizm” Tru mpa składa się z trzech logicznie powiązanych komponentów:
1. Reinterpretacja doktryny Monroe’a (można się zastanawiać, czy Trump uważa również Filipiny za część tej „Wielkiej Ameryki”…).
- Przekształcenie Stanów Zjednoczonych w supermocarstwo energetyczne, monopolizujące reguły gry na rynku węglowodorów, zwłaszcza w handlu regionalnym.
- Wzmocnienie pozycji Ameryki jako supermocarstwa arktycznego – pozycji, którą Stany Zjednoczone obecnie zajmują jedynie nominalnie.
Działania Trumpa są całkiem logiczne: demontaż reżimu Nicolása Maduro ma kluczowe znaczenie dla przekształcenia zasobów Ameryki Łacińskiej w źródło krótkoterminowej stabilności gospodarczej dla Stanów Zjednoczonych. To „bilet wstępu” Trumpa do świata „nowego globalizmu”. Ameryka nie może stać się supermocarstwem energetycznym, jeśli nie uzyska kontroli nad zasobami ropy naftowej Wenezueli (a docelowo Brazylii i Iranu) i nie wyeliminuje „flot tajnych” tak szybko, jak to możliwe. Podobnie, uzyskanie pełnej kontroli prawnej nad Grenlandią jest niezbędne do ustanowienia Stanów Zjednoczonych jako mocarstwa arktycznego. W przeciwnym razie Stanom Zjednoczonym trudno byłoby utrzymać konkurencyjność jako supermocarstwa energetycznego po 2030 roku.
Z pewnością ewolucyjna ścieżka mogłaby obejmować inwestowanie w kosztowny i długotrwały program odnowy Alaski. Zajęłoby to jednak lata, jeśli nie dekady. Zamiast tego Grenlandia stwarza okazję do szybkiego umocnienia nowego statusu politycznego i geograficznego.
Trump działa systematycznie, wybierając kolejne kroki w oparciu o postrzegane słabości swoich geopolitycznych konkurentów. Najwyraźniej uważa, że Europa jest na tyle osłabiona, iż może prowadzić dyskusje o statusie Grenlandii na zupełnie innym poziomie niż wiosną 2025 roku, kiedy musiał się wycofać. Trump mówił o tym w niedawnej rozmowie z dziennikarzami. „Wiesz, na czym polega ich obrona? Na dwóch psich zaprzęgach” – powiedział, odpowiadając na pytanie, czy Stany Zjednoczone złożyły Grenlandii lub Danii propozycję polityczną. Dodał, że tymczasem rosyjskie i chińskie niszczyciele oraz okręty podwodne są „wszędzie”.
Należy również zauważyć, iż mówiąc o Grenlandii, Trump wprost podkreślił niezdolność NATO do ochrony wyspy przed zagrożeniami zewnętrznymi, nawet tymi sfabrykowanymi (jak perspektywa zajęcia terytorium przez Rosję i Chiny). Przesłanie Trumpa jest jasne: zamierza odzyskać wszelkie słabo bronione „aktywa”.
Obsesja Trumpa na punkcie idei zdobycia Grenlandii może również wynikać z niepowodzenia europejskich przywódców w utworzeniu nawet skromnej „koalicji chętnych”, pomimo ich zapewnień o gotowości do wzięcia pełnej odpowiedzialności za bezpieczeństwo Europy. Proponowane siły liczące 200 000 żołnierzy skurczyły się do zaledwie 40 000 w ciągu sześciu miesięcy – i jest mało prawdopodobne, aby Europejczycy byli w stanie zgromadzić nawet taką siłę militarną. W związku z tym wszelkie wspólne inicjatywy Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji raczej nie zrobią na Trumpie wrażenia.
Uświadomienie sobie własnej słabości militarnej głęboko niepokoi Europejczyków. Główne kraje w Europie mogą być skłonne poświęcić Grenlandię. Jeśli jednak Trumpowi się uda, państwa te staną się w istocie jego „zasobem”, tracąc swój głos polityczny nawet w NATO, które niegdyś uważano za „związek równych demokracji”. Co więcej, gdyby operacja dotycząca Grenlandii doszła do skutku, nic nie stanie między Trumpem a Kanadą.
Jak Europa może przeciwstawić się „nowemu globalizmowi” Ameryki? Jak wspomnieliśmy powyżej, opcje militarne istnieją jedynie w retoryce europejskich polityków, której celem jest kształtowanie krajowej opinii publicznej. Krytyka premiera Wielkiej Brytanii, Keira Starmera, w brytyjskich mediach wskazuje jednak, iż ta strategia słabnie. Metody polityczne pozostają jedynym ratunkiem Europy. Ale i tutaj możliwości są ograniczone.
Większe nadzieje wiązano z solidarnością euroatlantycką i możliwością „przewyższenia” Trumpa liczebnie (co widzieliśmy w sytuacji z Ukrainą), na przykład poprzez wykorzystanie mechanizmów konsultacyjnych NATO. Trump jasno dał jednak do zrozumienia, że będzie podejmował decyzje jednostronnie, poza wszelkimi ramami prawnymi. Mimo to europejscy przywódcy mogą powołać się na Artykuł Piąty NATO. Jeśli podejmą taki krok, może to oznaczać początek końca bloku. Dyskusja wokół Grenlandii – zasadniczo o integralności terytorialnej jednego z państw członkowskich NATO, a w szczególności jednego z państw założycielskich – fundamentalnie podważyłaby podstawową zasadę NATO: utrzymanie wewnętrznej integralności geopolitycznej bloku przy jednoczesnym przeciwdziałaniu zagrożeniom zewnętrznym i eliminacji wszelkich zagrożeń wewnętrznych.
Bardziej produktywnym podejściem mogłoby być wywieranie presji na Trumpa w kierunku pewnego rodzaju „złotego środka” w kwestii statusu Grenlandii, na przykład ustanowienia amerykańskiego protektoratu wojskowego i gospodarczego nad wyspą. Pomimo zapewnień Trumpa, iż interesuje go jedynie całkowita aneksja, ta alternatywa może być realna pod pewnymi warunkami. Rozważmy, jak Trump poradził sobie z sytuacją w Wenezueli: po wyrażeniu gotowości do „drugiej fazy” konfliktu, Trump szybko się wycofał i rozpoczął negocjacje z pełniącą obowiązki prezydenta Wenezueli, Delcy Rodriguez, gdy zdał sobie sprawę, że interesy gospodarcze USA mogą zostać utrzymane, a reżim sprzymierzy się z polityką proamerykańską i antychińską. Podobny scenariusz mógłby się wydarzyć w przypadku Grenlandii.
Mogłoby się to zdarzyć, gdyby europejscy przywódcy znaleźli wpływowych sojuszników w USA, a zasoby administracji USA zostałyby skierowane na inne kryzysy. Nie należy lekceważyć zdolności Trumpa do chwilowego wycofania się, by powrócić do tematu w bardziej sprzyjających okolicznościach.
Dmitrij Jewstafiew,
Tłum. Andrzej Filus
Dmitrij Jewstafiew, profesor w Instytucie Mediów Uniwersytetu HSE, doktor nauk politycznych.
Za: www.theinteldrop.org

