Trump… i nieudana wojna o czerwoną linię (2)
Pomimo pozornej przypadkowości jego przemówienia, intencją było kontynuowanie ataków na obiekty i pozycje wojskowe, które pomagają Gwardii Rewolucyjnej wzmocnić kontrolę nad Cieśniną Ormuz, a następnie powrót do negocjacji. A dokładniej, renegocjacja Memorandum o Porozumieniu w celu przesunięcia czerwonych linii Iranu. Stało się to zgodnie ze standardowym scenariuszem, ale nie oczekuje się, że Irańczycy poczynią jakiekolwiek ustępstwa, dotyczące cieśniny lub kontroli nad nią. Przedmiotem negocjacji tym razem jest reinterpretacja artykułu 5. Memorandum o Porozumieniu, dotyczącego wolności żeglugi w cieśninie Ormuz, przy czym każda ze stron oskarża drugą o naruszenie tego artykułu.
Prawda jest jednak taka, iż kryzys nie ma tu miejsca; tekst jest jasny i jednoznaczny, nie zawiera niejasności, które uniemożliwiają wzajemne zaangażowanie. Irańczycy mówią: „Zaangażowanie za zaangażowanie”. Kryzysu nie da się streścić interpretacją tego czy innego punktu Memorandum o Porozumieniu. Istota kryzysu tkwi w ogólnym duchu Memorandum, które po przeczytaniu sugeruje, że stoimy w obliczu amerykańskiego przyznania się do strategicznej porażki w wojnie z Iranem. „Wojna z Iranem zakończyła się pełnym sukcesem”. „Zniszczyliśmy irańską armię i radary lotnicze, a także wyeliminowaliśmy ich przywódców”. Jednakże takie oświadczenia, które Trump powtórzył w Ankarze i nadal składa w swoich przemówieniach i interwencjach, nie zapobiegły utrwaleniu się opłakanej sytuacji, w jakiej się znalazł, ponieważ nikt już nie wierzy, iż faktycznie wygrał.
Pośród chaosu sprzecznych oświadczeń Trump powiedział: „Irańscy przywódcy stali się teraz bardziej racjonalni”. Następnie zwrócił się do amerykańskiej opinii publicznej, obawiając się, że jego ostry ton może zostać zinterpretowany jako wciąganie kraju w nową, otwartą wojnę, w której nie ma on żadnego interesu i powiedział: „Nie sądzę, żebyśmy zmierzali ku długiej wojnie”. Możliwość powstrzymania się od jakichkolwiek nowych militarnych awantur przeciwko Iranowi wzmacnia fakt, iż nie otrzymał on żadnego wsparcia ze szczytu NATO. Przed wyjazdem z Ankary powiedział: „Europejczycy nie pomogli nam w wojnie i nie potrzebujemy ich pomocy”. Stwierdzenie i negacja w jednym zdaniu; więc nie wiadomo: czy prosił o pomoc wojskową, czy potwierdza, że jej nie potrzebuje? Podsumowując wyniki szczytu NATO, powiedział po prostu, iż „był on bardzo udany”, nie wyjaśniając, na jakiej podstawie oparł swoją ocenę, poza decyzją o zwiększeniu udziału państw sojuszu w wydatkach na obronę do 5% ich produktu krajowego brutto.
Szczyt nie wydał żadnego oświadczenia, dotyczącego udzielenia potencjalnego wsparcia militarnego w ewentualnej konfrontacji z Iranem. Pomimo obecności prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zełenskiego na konferencji prasowej, która najwyraźniej miała uspokoić Europejczyków, nie miał on nic do powiedzenia na temat wojny na Ukrainie poza ogólnikowymi stwierdzeniami, które nic nie znaczą i nie są przez nikogo traktowane poważnie. W świetle tych wszystkich okoliczności wojna o czerwone linie wydaje się być nową, nieudaną wersją wojny z Iranem.
Abdullah Al-Sinawi,
Tłum. Andrzej Filus
Abdullah Al-Sinawi – egipski pisarz arabski
Za: TDI
