Gospodarka i politykaPolecane

STWORZYMY COŚ OD ZERA – ARGENTYNA TYLKO DLA BOGATYCH? (6)

Świat zmienia się w przyspieszonym tempie, być może jak nigdy dotąd, napędzany nowymi technologiami, których potencjał dopiero zaczynamy odkrywać. Zjawiska takie jak sztuczna inteligencja skrywają sekrety, które mogą oznaczać jakościowy skok w rozwoju ludzkości, tak jak rewolucja przemysłowa w swoim czasie. Z mojego punktu widzenia, to… w zasadzie odpowiednik fabryki szpilek. Powiedzmy: sztuczna inteligencja to fabryka szpilek XXI wieku. Dziś kształtuje się nowy porządek świata, a to, jak się w nim ulokujemy, zadecyduje o losie naszego kraju. Możemy stanąć po stronie wolności lub sprzymierzyć się z dyktaturami i tyraniami, jak w najciemniejszych okresach historii naszego kraju i kontynentu. Argentyna ma jasno określone priorytety i przeorientowała swoją politykę zagraniczną na powrót do zachodnich i judeochrześcijańskich korzeni. Wierzymy, że era globalnej współpracy bez moralnego kompasu dobiegła końca. Wkroczyliśmy w nową erę wielkich narodów, konkurujących o zabezpieczenie pionowych łańcuchów wartości. Z biegiem czasu podział świata między narodami wolnymi a podbitymi będzie się tylko pogłębiał. W tym kontekście neutralność nie jest już opcją. Czasy zmian wymagają trafnej diagnozy, wyważonego kompasu moralnego i odwagi do działania. Brak jasnych wytycznych moralnych prowadzi do sojuszów z tyraniami, a brak wiedzy fachowej nieuchronnie prowadzi do marnowania historycznych szans. My, Argentyńczycy, już tego doświadczyliśmy, przyjmując socjalizm zamiast wykorzystać sprzyjający kontekst międzynarodowy do osiągnięcia trwałego wzrostu wolności. To nie może się nam powtórzyć. Handel będzie wspierał nie tylko natychmiastową sprzedaż, która jest niezbędna i musi być wspierana poprzez takie strategie jak programy RIGI i Super RIGI, ale także wartości społeczności o podobnych poglądach, ponieważ jest to jedyna gwarancja długoterminowego porozumienia. Wbrew obawom wielu, nie oznacza to jednak, że Argentyna weźmie udział w tym nowym koncercie narodów jako podrzędny, nieistotny aktor, czy też podmiot, sprowadzony wyłącznie do eksportu surowców. Choć nie wątpimy w znaczenie sektora surowcowego, głębokie zmiany, których doświadczamy, sprzyjają również rozwojowi szerokiej gamy gałęzi przemysłu w kraju – jesteśmy przekonani, iż Argentyńczycy będą w stanie z nich skorzystać.

Głównym motorem napędowym tej nowej argentyńskiej industrializacji będzie tania energia, będąca efektem rozwoju naszego sektora energetycznego. Dzięki energetyce, redukcji wydatków rządowych, rozwojowi kapitału ludzkiego, deregulacji i liberalizacji handlu, Argentyna staje się magnesem dla globalnych inwestycji przemysłowych. Argentyńscy utalentowani piłkarze będą mieli szansę, po raz pierwszy od dekad, zabłysnąć na poziomie, na jaki zasługują, bez konieczności emigracji, jak to miało miejsce w przeszłości. Nie będzie łatwo emigrować, żeby zabłysnąć. Będziemy mogli zabłysnąć we własnym kraju. Z tych wszystkich powodów, dziś mamy to, czego potrzebuje Zachód. Mamy energię, od ropy naftowej i gazu po energię jądrową. Mamy również złoża mineralne, żyzne ziemie pod uprawę i jesteśmy strategicznie zlokalizowani, dzięki czemu wszystkie te produkty, a także nasze produkty przemysłowe, nie są narażone na poważne zakłócenia spowodowane zagrożeniami.

Kirchnerizm przekształcił nasz kraj, a zwłaszcza sektor prywatny, w rozległą pustynię, gdzie rozkwitało tylko to, co rozwijało się w cieniu władzy politycznej. Teraz widzimy, jak ta pustynia rozkwita tysiącami nowych gałęzi przemysłu. Będziemy świadkami cudu charakterystycznego dla okresów i regionów, w których wolność działania jest zapewniona w ramach sprawiedliwych i jasnych reguł. Będziemy świadkami rozkwitu rafinacji uranu, przetwórstwa celulozy, produkcji nawozów, przemysłu leśnego, produkcji rolnej i hodowlanej, a oczywiście także przemysłu naftowego i gazowego. Nie wybieramy zwycięzców i przegranych, ale raczej tworzymy warunki dla tych, którzy wiedzą, jak tworzyć, rozwijać się i wzrastać. Przywracamy Argentyńczykom wolność kreowania własnej przyszłości. Nasz rząd nie musi dyktować jutrzejszych warunków, ponieważ wierzymy, że Argentyńczycy je zbudują. Pozwalamy Argentyńczykom być architektami własnej przyszłości, bez ingerencji państwa.

Dziś kontynent amerykański jest oazą wolności. Świat pogrążony jest w konfliktach, napięciach geopolitycznych i niestabilności, a rządy nie potrafią dostrzec poważnych wyzwań dla status quo, które są przyczyną tego wszystkiego. Argentyna i cały region muszą zachować pokój, którym cieszą się od tak dawna, do tego stopnia, iż ​​zaczynają go uważać za pewnik. Stany Zjednoczone rozumieją wagę pokojowego kontynentu, poświęconego wzrostowi i rozwojowi ludzkości, a nie socjalistycznym i komunistycznym politycznym awanturom, które prowadzą do niewoli i nędzy. To sedno nowej doktryny Monroe’a lub Donroe’a, jak nazywa ją prezydent Trump, która głosi „Amerykę dla Amerykanów”. Oznacza to ni mniej, ni więcej, tylko to, że Ameryka musi być kontynentem, gdzie wszyscy jej mieszkańcy mogą swobodnie korzystać ze swoich możliwości, rozwijać się gospodarczo i prosperować, bez ingerencji obcych mocarstw w ten rozwój dla własnych interesów. Ta sama zasada ubezpieczenia, którą wyjaśniłem wcześniej, ma tu zastosowanie. Stany Zjednoczone dążą właśnie do tego, stosując nearshoring: geopolityczne ubezpieczenie. Chcą mieć swoje łańcuchy wartości blisko siebie, z wiarygodnymi partnerami, aby nie zostać narażone na dalsze rozpadanie się świata. Ameryka Łacińska może być takim schronieniem, ale aby na nie zasłużyć, musimy stanąć na wysokości zadania.

Właśnie dlatego kraje, które padły ofiarą najgorszych tyranii, takie jak Wenezuela, są teraz wyzwalane, a wkrótce zobaczymy wolną Kubę. Świat nie może tolerować takich niesprawiedliwości, które rozprzestrzeniają się w całym regionie, stanowiąc wzór do naśladowania dla lokalnych dyktatorów. Argentyna ma wszystko, co niezbędne, by przewodzić temu procesowi transformacji w nowej Ameryce Łacińskiej. Musimy być przykładem dla każdego narodu, pragnącego zmienić swój los i powrócić na ścieżkę wolności. Ameryka Łacińska rozwija się znacznie poniżej swojego potencjału. Duszenie fiskalne i regulacyjne, jakie dekady lewicowych i centrolewicowych rządów wytworzyły w regionie, oznacza, że ​​prosperuje on znacznie wolniej, niż powinien. Wszystko to ogranicza inwestycje, integrację z globalnymi łańcuchami wartości i pozostawia na stole szansę, którą inni wykorzystają przed nami, jeśli nie będziemy ostrożni. Nasz rząd jest tego aż nadto świadomy. Wystarczy spojrzeć na skuteczność działań ministra spraw zagranicznych Pablo Quirno w kwestii handlu z Unią Europejską.

Chodzi mi o to, iż ostatecznie radość nie była brazylijska, tylko argentyńska. Miejmy nadzieję, że za kilka miesięcy radość znów będzie argentyńska. No dalej, Messi, do cholery! Nie wystarczy nam, żebyśmy rozwijali się bardziej niż przez ostatnie 20 czy 25 lat. Nasza poprzeczka nie jest ustawiona tak nisko; wiemy, iż musimy rozwijać się w jeszcze szybszym tempie, aby nie zostać w tyle, bo zaczynaliśmy od zera. Rekonfiguracja globalnego handlu, poszukiwanie wiarygodnych sojuszników, potrzeba nowych łańcuchów wartości i niedobór energii… wszystkie te czynniki obecnie się zbiegają. Jeśli podejdziemy do tego poważnie, jeśli zmniejszymy obciążenia regulacyjne i podatkowe, jeśli pozycjonujemy się jako wielki, stabilny blok światowy, będziemy w stanie przyciągnąć przemysł i inwestycje jak nigdy dotąd w naszej historii i radykalnie przyspieszyć proces wzrostu, który już trwa. Bo to nowy świat dla nowego świata i jeśli nie popłyniemy z prądem, jeśli po raz kolejny, przez niekompetencję lub złośliwość, zostaniemy w tyle pod względem wzrostu, zostaniemy upokorzeni, tak jak przez cały długi XX wiek.

Naród, który się nie rozwija, podąża drogą do upokorzenia i upadku. Dlatego narodowym obowiązkiem jest z całych sił zwalczać widmo zacofania, reprezentowane przez politykę socjalistyczną i etatystyczną. Z tych wszystkich powodów głęboko wierzymy, że Argentyna już podjęła decyzję: przestać patrzeć, jak historia toczy się na jej oczach, jak inni chwytają okazje, podczas gdy jej przywódcy wciąż próbują rozwiązać kwadraturę koła, uparcie trzymając się formuł odpowiedzialnych za kolejne porażki. Pociąg przyjeżdża tylko raz, a Argentyna już kupiła bilet. Pytanie brzmi, czy region jest gotowy, by pójść w jego ślady. Niech Bóg błogosławi Argentyńczyków, niech siły niebios będą z nami i niech żyje wolność! Dziękuję Wam wszystkim bardzo.”

 

X X X

„Bo mamy świetny program: chcemy, żeby Polak miał dom, dwa samochody, mógł latać na wakacje samolotem, miał na to pieniądze i generował tak dużo śladu węglowego, ile będzie chciał.” W 2019 r. Sławomir Mentzen udzielił wykładu, dotyczącego politycznego marketingu, gdzie stwierdził, iż do wyborców Konfederacji najlepiej trafia postulat: „Nie chcemy Żydów, homoseksualistów, aborcji, podatków i UE”. Menzen to polska wersja eksperymentu argentyńskiego, jest niebezpiecznym cynikiem, który w polityce wyczuł (a właściwie starsi i mądrzejsi wyczuli za niego) większe możliwości zrobienia wielkiej kasy niż w swoim biznesie. Mizogin, chorobliwie nienawidzący kobiet, nacjonalista i szowinista, libertyn a jednocześnie narodowy „katolik”, prawdopodobnie niewierzący… Przełóżmy piątkę Konfederacji na życie, to co takiego nam się objawi?

Nie dla Unii, czyli do Unii wjeżdżamy tylko z paszportami i mając wizę, koniec z programem Erasmus dla polskiej nauki, plajta większości firm transportowych, świadczących usługi w całej Unii, powrót setek tysięcy Polaków, pracujących w Unii bo nie będą mieli pozwolenia na pracę. W obliczu upadku UE, to może jeszcze mieć rację bytu, lecz z prawdziwymi patriotami a nie z przebierańcami.

Elit w Polsce nie mamy i to są fakty! Mamy tylko masy złodziei i karierowiczów. Brak podatków, czyli zagłada polskiego bezpłatnego szkolnictwa, zagłada służby zdrowia, koniec ze świadczeniami socjalnymi i zupełny brak emerytur. Kompletny zakaz aborcji i totalna symbioza z Kościołem. Odbieranie praw kobietom. LGBT – co to za liberalizm, jak chcą Ci zaglądać do łózka i decydować, z kim możesz spać a z kim nie? Wolność, objawiona w antyżydowskich sloganach rodem z XX-lecia międzywojennego, kiedy też to był faszyzm, skrajni narodowcy, wielbiciele Hitlera, ale przynajmniej byli w Polsce Żydzi (widoczni i w dużej ilości) – więc można się było dopatrywać jakiegoś sensu, w propagandzie anty-. Biedni, jak rozumiem, dzieci do szkół mają nie posyłać, bo ich nie będzie stać, nie będzie przecież darmowego szkolnictwa – bieda ma być dziedziczna?

Świat ma się zmienić. Już wykuwają się zręby nowego. Świat ulepiony na nowo będzie miał wiele prędkości, ci „lepsi” będą celebrowali życie, otoczeni robotami, przyjemnościami i życiem „na luzie” ze znikomą ilością godzin przeznaczonych na życie zawodowe. Ci gorsi wpędzani są w skrajny liberalizm a ten ma pozbawić nas osłon socjalnych, zasad, realnych wypłat za pracę. Czy to elegancko podane, współczesne niewolnictwo, w imię jakiejś „religii” wiecznej szczęśliwości elit?

 

Roman Boryczko,

 sierpień 2026

 

(Visited 1 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *