Ritter znów się myli. Tym razem Odessa…
Ogromnie szanuję Scotta Rittera za jego uczciwość i integralność. Jednakże jako analityk wojskowy myli się równie często, co ma rację – innymi słowy, nie jest lepszy od większości ludzi, pomimo swojego wojskowego doświadczenia i rozległej służby, jako oficer wywiadu.
W rzeczywistościanalityk wojskowy, takie jak doświadczenie w określonej dziedzinie, przeszkadzają w zrozumieniu wydarzeń, które nie pasują do scenariuszy, do których dana osoba została przeszkolona.
Można to bardzo wyraźnie zobaczyć, gdy Ritter mówi o Odessie, przewidując, że mało prawdopodobne jest, aby Rosja próbowała przejąć Odessę, ponieważ wymagałoby to ogromnej liczby „żołnierzy w jednostkach liniowych”, co jednocześnie „odsłoniło by flanki” rosyjskiej armii.
Tak przynajmniej twierdzi.
Najlepszym analitykiem wyszkolonym w wojsku, jakiego mogę sobie wyobrazić, jest Brian Berletic, który był mechanikiem Korpusu Piechoty Morskiej i studiował nauki wojskowe po odejściu z wojska.
Analiza Rittera zakłada, iż rosyjska „sztuka operacyjna” — która nieustannie dostosowuje się do zmiennego pola walki, jest podobna do amerykańskiej strategii, która ma swoje korzenie w przeszłości i opiera się na mniej lub bardziej stałych scenariuszach.
Rosjanie po prostu nie prowadzą wojny tak, jak Amerykanie. Dlatego odmawiają nazywania swojej operacji na Ukrainie „wojną” — ale raczej „SMO”. To nie jest to samo.
Do tego przejdziemy za chwilę.
Założenia
Ritter stawia wiele założeń, tak jak większość atlantów.
Jednym z nich jest pogląd, iż Trump zmieni sytuację, stawiając Europę na jej własnym torze, sprawiając, że sama za siebie zapłaci — a tym samym sprawiając, iż narody europejskie staną na własnych nogach — niezależnie od „Mamusi” (jak to ujmuje Ritter).
Powiedzmy sobie jasno — Trump nie obiecuje rozwiązania NATO — po prostu wyssie więcej krwi z gospodarek europejskich, sprawiając, że „same za siebie zapłacą” — co prawdopodobnie oznacza kupowanie większej ilości amerykańskiej broni i wspieranie amerykańskiego MIC. W rzeczywistości Trump wcale nie chce zmieniać amerykańskiej polityki hegemonicznej.
USA nie chcą „niezależnej” Europy. To nie jest „Mamusia” – to raczej dominujący „Tatuś”, który mówi Juniorowi, iż musi zapłacić za czynsz i pracować w firmie Taty, żeby spłacić pieniądze, które Tata zapłacił za jego edukację. Tata bije żonę i dzieci.
On również jest przekonany, że Putin chce szybkiego zakończenia wojny, aby sankcje zostały zniesione – z powodu ciężaru ekonomicznego – i nacisku krajów BRICS na Rosję – oraz ogólnych kosztów dla Rosji.
Nikt nie lubi wojny – ani idei sankcji, które reprezentują wojnę ekonomiczną – ale Putin często przypisywał ostatni wzrost gospodarczy Rosji i nowy kierunek gospodarczy – w tym jej zaangażowanie w nowe sojusze w BRICS – zarówno dzięki amerykańskim sankcjom, jak i SMO.
Jeśli przeczytasz ostatnie przemówienie Putina w Wałdaju, zdasz sobie sprawę, że Putin uważa sojusz z atlantami za straconą sprawę — patrzy na Wschód i Południe — nie na atlantów, których imperatywem pozostaje hegemonia. Jest skłonny rozmawiać, ale nie ufa atlantom. Jak celnie powiedział, może wybaczyć niemal wszystko — ale nie zdradę. (Cdn.)
Julian Macfarlane
12. listopada 2024
Tłum. Andrzej Filus

