Gospodarka i politykaPolecane

Pierwszy dzień w New Delhi: BRICS odchodzi od dolara – z Iranem naciskającym najmocniej (2)

Gdzie BRICS wyznaczył granicę – a gdzie tego nie zrobił

Zapisy deklaracji, dotyczące konfliktów zbrojnych w regionie budziły największe kontrowersje podczas prac nad tekstem, a ich ostateczny kształt był niejednolity: miejscami stanowczy, a w innych kwestiach celowo niejednoznaczny. Osiągnięcie konsensusu wymagało podobno negocjacji, przeciągających się do czwartej nad ranem, co wynikało głównie z podziałów między Iranem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi.

W kwestii wojny, prowadzonej przez USA i Izrael przeciwko Iranowi, blok wyraził głębokie zaniepokojenie i wezwał do zachowania maksymalnego umiaru, dialogu oraz działań dyplomatycznych – nie wymienił jednak z nazwy ani Stanów Zjednoczonych, ani Izraela, nie potępiając też wprost żadnego z tych państw. Takie wyważone stanowisko było ceną za jednomyślność. Irański minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi naciskał na BRICS, by potępił – jak to określił – bezprawną agresję USA i Izraela; ZEA stanowczo się temu sprzeciwiały, zarzucając Tehranowi wykorzystywanie szczytu do usprawiedliwiania własnych ataków rakietowych i uderzeń dronów na państwa Zatoki. Indie, sprawujące przewodnictwo, odnotowały „różnice zdań wśród niektórych członków” i ukierunkowały tekst na wypracowanie wspólnego stanowiska. Ton zapisu był bardziej zdecydowany niż w przypadku ogólnikowego apelu o pokój, ale daleki od jednoznacznego potępienia ataków na Iran, jakie Tehran uzyskał na szczycie w Rio rok wcześniej – stanowiło to w tej konkretnej kwestii wyraźny krok wstecz, a nie naprzód.

Mimo to Iran podpisał dokument, co stanowiło mniej nagłaśniany, lecz istotny wątek dyplomatyczny szczytu. Tehran – który w trakcie wojny ostrzeliwał ZEA rakietami i dronami (ostatnio pod koniec sierpnia atakując bazę lotniczą Al-Minhad) – zgodził się na sformułowania akceptowalne również dla jego rywala z Zatoki, a prezydent Pezeszkian spotkał się na marginesie obrad z następcą tronu Abu Zabi; było to spotkanie na najwyższym szczeblu od wybuchu walk. Gotowość Iranu do przystania na wypracowany konsensus zamiast dążenia do zerwania porozumienia świadczyła o tym, że uznał on kierunek deklaracji – wyrażający głębokie zaniepokojenie eskalacją i wzywający do ochrony ludności cywilnej – za wystarczająco akceptowalny, nawet bez uwzględnienia postulowanego przez Tehran wskazania konkretnych sprawców. Te same słowa odpowiadały jednak również Abu Zabi: wezwanie do poszanowania suwerenności i integralności terytorialnej państw odnosiło się w równym stopniu do ataków Iranu na kraje Zatoki, co do działań zbrojnych USA i Izraela przeciwko Iranowi. Konsensus udało się utrzymać, ponieważ tekst pozwalał na różną interpretację.

W kwestii Libanu stanowisko bloku było bardziej zdecydowane i wprost wskazywało Izrael. Przywódcy potępili utrzymujące się naruszenia suwerenności i integralności terytorialnej Libanu, wezwali Izrael do wycofania sił okupacyjnych z całego terytorium libańskiego, zażądali pełnego wdrożenia rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1701 oraz potępili wszelkie ataki na siły pokojowe UNIFIL – składając kondolencje w związku ze śmiercią żołnierzy sił pokojowych na południu kraju (w tym czterech Indonezyjczyków) i domagając się pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności. Stanowi to jedną z najbardziej bezpośrednich form krytyki Izraela w dotychczasowych deklaracjach grupy BRICS, mimo że nazwa tego państwa pojawia się w całym, liczącym 45 stron dokumencie zaledwie trzykrotnie. W deklaracji odnotowano również postępowanie przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości, wszczęte przez Republikę Południowej Afryki przeciwko Izraelowi w związku z sytuacją w Strefie Gazy oraz odrzucono wszelkie jednostronne działania, zmierzające do zmiany statusu okupowanej Jerozolimy.

W przypadku Indii zmianę tę najlepiej oceniać w odniesieniu do stanowiska, jakie Modi zajmował zaledwie sześć miesięcy wcześniej. W dniach 25.–26. lutego odbył on przełomową wizytę w Izraelu – jako pierwszy premier Indii przemawiał w Knesecie i otrzymał Medal Przewodniczącego Knesetu (jako pierwszy zagraniczny przywódca w historii), a także doprowadził do podniesienia rangi relacji do poziomu „szczególnego partnerstwa strategicznego” oraz uruchomienia współpracy w zakresie wspólnej produkcji uzbrojenia. Gdy czterdzieści osiem godzin po jego wyjeździe USA i Izrael rozpoczęły działania zbrojne przeciwko Iranowi, zabijając w nalocie irańskiego przywódcę, New Delhi zachowało wymowne milczenie – nie potępiono ataków ani nie złożono kondolencji w związku ze śmiercią przywódcy – pozwalając jednocześnie, by pod presją USA osłabły własne relacje z Iranem, obejmujące zarówno finansowanie portu w Czabaharze, jak i handel dwustronny. Stan ten utrzymywał się przez wiele miesięcy.

Przełom nastąpił w Biszkeku. 1. września, podczas szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SOW), Modi podpisał deklarację, potępiającą ataki militarne na terytorium Iranu jako naruszenie prawa międzynarodowego, wyrażającą kondolencje z powodu śmierci irańskiego przywódcy oraz popierającą suwerenność Iranu i jego prawa wynikające z Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT). Był to pierwszy raz, kiedy Indie poparły sformułowania, potępiające atak amerykańsko-izraelski. W przypadku przywódcy, który w lutym serdecznie witał się z Netanjahu, stanowiło to prawdziwą zmianę kursu, a nie tylko korektę stanowiska. Przyjęta jedenaście dni później Deklaracja z New Delhi zawierała w kwestii Iranu zapisy łagodniejsze niż te z Biszkeku, a powód tego jest pouczający: w SOW nie ma państw arabskich z regionu Zatoki Perskiej, natomiast w skład BRICS wchodzą Zjednoczone Emiraty Arabskie, które stanowczo interweniowały, wymuszając użycie nieokreślonego sformułowania o „głębokim zaniepokojeniu” – mimo że blok ten podtrzymał zdecydowaną, bezpośrednią krytykę działań Izraela w Libanie. Ewolucja stanowiska Indii w tym okresie – od przyjęcia medalu w Knesecie po potępienie działań w Biszkeku – stanowi prawdziwą miarę tej zmiany; ostrożny zapis, dotyczący Iranu w dokumencie z New Delhi odzwierciedla kompromis, wypracowany w ramach negocjacji wewnątrz BRICS, a nie wycofanie się z przyjętego kursu.

 

Co jest rzeczywiste, a co symboliczne

Wskazana jest trzeźwa ocena sytuacji. System BRICS Pay to rozwiązanie, zapewniające komunikację i interoperacyjność, a nie zamiennik dolara jako światowej waluty rezerwowej; nic w Deklaracji z New Delhi nie podważa dominującej pozycji dolara w globalnych rezerwach, wycenie surowców czy handlu z udziałem państw trzecich. Jedność bloku ma również swoje granice, które w deklaracji raczej zamaskowano, niż faktycznie przezwyciężono: konsensus w sprawie Bliskiego Wschodu utrzymano tylko dlatego, iż w tekście uniknięto wskazania z nazwy agresorów, których chciało wymienić Iran, a spór na linii Iran–ZEA – który niemal doprowadził do fiaska negocjacji – wcale nie zniknął. Szumne zapowiedzi ładu, funkcjonującego w oderwaniu od dolara, od dawna wyprzedzają rzeczywiste mechanizmy rynkowe.

Kluczowe znaczenie ma jednak asymetria wewnątrz bloku. To, co dla Indii czy Brazylii – krajów mających pełny dostęp do zachodnich rynków i systemów finansowych – jawi się jako zmiana ewolucyjna, dla Iranu i Rosji ma wymiar niemal egzystencjalny. Dla państwa odciętego od systemu SWIFT i rozliczeń dolarowych kanał płatniczy, który działa właśnie dlatego, że nie wykorzystuje dolara, jest znacznie cenniejszy niż jakiekolwiek teoretyczne dyskusje na temat walut rezerwowych. Deklaracja z New Delhi nie zdetronizuje dolara. Zapewnia ona jednak objętym sankcjami członkom bloku zbiorową, rozwijającą się i – co istotne – oficjalnie usankcjonowaną alternatywę wobec systemu, który Washington wykorzystał do ich izolacji.

 

Kontekst

Wszystko to rozgrywa się w cieniu toczących się jednocześnie wojen – na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie – oraz konfliktu z Iranem, wywołanego amerykańsko-izraelskimi atakami pod koniec lutego, który spowodował wzrost cen ropy powyżej 100 dolarów za baryłkę, zakłócił ruch w Cieśninie Ormuz, a teraz przeradza się w eskalację konfliktu między Arabią Saudyjską a jemeńskimi Houthi. Jest to środowisko, które nadaje agendzie dedolaryzacji pilny charakter: im większą presję finansową i militarną wywiera Washington, tym większą motywację mają państwa, na które jest skierowana, aby budować kanały walutowe poza jego zasięgiem. Drugi dzień szczytu poświęcony jest łańcuchom dostaw, bezpieczeństwu energetycznemu i strategii gospodarczej bloku do 2030 roku.

Larry C. Johnson,

Tłum. Andrzej Filus

Za: www.unz.com

(Visited 1 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *